Życie fińskiej rodziny wcale nie jest sterylne i poukładane. Co za ulga!

Lidia Piechota o codzienności na wsi w Finlandii

Zachariasz jest w połowie Finem. Jego tata mieszka na zachodnim wybrzeżu Finlandii. Nie jesteśmy parą, ale kumplami. Od dawna. To słowem wstępu (moją historię znajdziesz tu).

Chcąc wychować dziecko na szczęśliwego człowieka, warto pomóc mu znaleźć swoje miejsce na ziemi i pozwolić poznać korzenie. To korzenie i zdarzenia z przeszłości kształtują nasze pragnienia i reakcje w przyszłości. Dlatego tak, jak sama kiedyś przyleciałam tu po raz pierwszy i zdziwiłam się egzotycznym światem, tak teraz pokazuję go Zachariaszowi i cierpliwie opowiadam co, jak i dlaczego.

życie w Finlandii
fot. Lidia Piechota

Co ważne – tutejsze zasady wcale nie są tak bardzo odmienne od tych, które znamy. Życie licznej fińskiej rodziny wcale nie jest sterylne, poukładane i czyste jak w katalogu IKEA. Co za ulga. Opowiem Wam zatem, jak, ku mojemu zaskoczeniu, wygląda egzystencja tutaj, co mnie dziwi, a co zachwyca. Od razu też zastrzegam, że moje fińskie doświadczenia opierają się w dużej mierze na tym, co widzę tu na wsi, która jest szwedzkojęzyczna, w której nie ma sklepu ani szkoły, a dziadkowie… No właśnie, tempo życia i zwyczaje dyktuje styl życia i profesje.

Zachariasza dziadek jest drwalem oraz myśliwym. Na zachodnim wybrzeżu Finlandii, na skraju lasu stoi dom. Obok niego budy i kojce dla psów. To psy polujące – jedne na łosie, inne na lisy. Domowy jamnik ucieka do lasu i poluje na… ptaki. Na szczęście sam wraca. Psy przy budach są na łańcuchach i to nie podlega dyskusji. Podobnie jak ich dieta, która bywa tak samo śmieciowa jak większości polskich wiejskich burków. Pan domu wie najlepiej, jak dbać o swoją menażerię. W tygodniu od wczesnych godzin porannych pracuje w mieście jako geodeta, po godzinach albo w trakcie urlopu ogarnia las i przywozi do domu łosinę. To ekskluzywne mięso jest w domu dostępne przez okrągły rok.

niewtajemniczonym przybyszom może się wydawać, że panuje tu nieład, bo nikt niczego bez przerwy nie układa, nie odkłada na miejsce i nie sprząta.

Babcia Zachariasza opiekuje się chorymi w ośrodku w pobliskim miasteczku. Wychowała pięcioro dzieci, w tym jedną córkę. Jest z siebie dumna. Wciąż trudno jej znaleźć czas dla samej siebie, bywa zmęczona. Dba o dom, marzy o porządku w obejściu i uczy się odpuszczać, bo sama tego bajzlu nie ogarnie. Babcie dobrze gotuje. A co się gotuje tu w Suomi, czyli w Finlandii? Ku mojemu zdziwieniu dieta nie jest przesadnie zdrowa. Często na stole lądują gotowe, już przyprawione potrawy, jedynie podgrzane w piekarniku. Sama babcia stara się przestrzegać diety bezglutenowej i bezmlecznej, ale z tego co widzę, średnio jej to wychodzi. Choć zapewne bardzo by chciała. Ogarnianie całego gospodarstwa pochłania jej siły i nauczyła się odpuszczać. Dlatego niewtajemniczonym przybyszom może się wydawać, że panuje tu nieład, bo nikt niczego bez przerwy nie układa, nie odkłada na miejsce i nie sprząta.

Luzu i nieszukania dziury w całym moglibyśmy się uczyć od Finów każdego dnia.

Gdy do domu przyjeżdżają dzieci z rodzinami, a więc ze swoimi dziećmi, harmider robi się niesłychany. O ile rodzice mówią po angielsku, dzieci, jeszcze małe, popisują się swoim szwedzkim. Zachariasz dzielnie radzi sobie z tym, że nikt nie rozumie jego błyskotliwych polskich komentarzy. Najważniejsze, że wszystkim przyświeca jedna myśl – spędzić czas razem. Bez stwarzania sytuacji konfliktowych.

życie w Finlandii
fot. Lidia Piechota

Właśnie to jest tu wyjątkowe. Zdałam sobie z tego sprawę. Finowie nie szukają problemów. Nie wiem czy wszyscy. Moi nie szukają. Są zadowoleni, pytają, odpowiadają, nie burczą pod nosem ani nie zamykają się w sobie. Luzu i nieszukania dziury w całym moglibyśmy się od nich uczyć każdego dnia.

Fiński lifestyle uwzględnia korzystanie z tego, co daje natura, warunki bytowe i kultura. Pije się tu wodę z kranu, nie trzeba nawozić pól sztucznymi nawozami, bo nic nie zżera upraw, zjada się surowe jajka, bo nie ma tu salmonelli. Jak się pewnie domyślacie, fińska wieś jest inna niż miasto. Helsinki są bardziej europejskie, uniwersalne. Tu, na wsi, jest tak … prostolinijnie, tak prosto z mostu i bez owijania w bawełnę. Ludzie przyjeżdżają do siebie, żeby wypić razem kawę albo po prostu zapytać, co słychać. Na podwórku stoi kilka samochodów. Każdy parkuje jak chce i gdzie chce. Bliskość lasu i duża odległość od sąsiednich gospodarstw sprawiają, że jesteśmy tu sami, a więc robimy to, co chcemy. Nikt się nie wtrąca, nie komentuje, nie patrzy krzywo. Liczy się autentyczna chęć bycia tu i teraz.

Podobno Finowie mają depresję i doła, bo jest tu ciemno. Podobno.

Żeby wziąć gorący prysznic, proszę tatę Zachariasza albo babcię o napalenie w piecu. Inaczej woda jest zimna. Tak bywa też na wsiach w Polsce, prawda? Czyli nic dziwnego. Nowością jest natomiast sauna w domu i codzienne sesje Zachariasza i taty. Moje dziecko, które na basenie w Polsce nie lubi suchej sauny i krzyczy, że mu za gorąco, tutaj bawi się wyśmienicie i doprasza się o rozpalanie sauny każdego wieczoru. Wyobraźcie sobie, jaki zbawienny wpływ na codzienne samopoczucie mają takie seanse w saunie. Pełen relaks.

życie w Finlandii
fot. Lidia Piechota

Podobno Finowie mają depresję i doła, bo jest tu ciemno. Podobno. Jesteśmy tu latem i jest cały czas jasno. Totalnie jasno. Naprawdę. Białe noce to nie przesada. Jest całkowicie jasno, choć oni już się przyzwyczaili i potrafią odróżnić jasność nocną od tej dziennej. Dla nas to coś nowego. Bywam zmęczona niemal cały czas, bo potrzebuję całkowitej ciemności, żeby odpocząć. Finowie z zachodniego wybrzeża biorą życie takim, jakie się zdarza. Nie przeginają z segregacją śmieci, stawiają na rodzinę, serwują sobie przyjemności i bywają niekonsekwentni w wychowaniu dzieci. Są też bardzo ciekawi tego, jak to jest u nas. Zatem opowieści o ich zamknięciu w sobie są mocno przesadzone.

Nie doświadczyliśmy w Finlandii nieprzyjemności, braku pomocy i niezrozumienia. Finowie mówią po angielsku wszędzie – na lotnisku, na dworcu, we wsiach, w mleczarni, w kawiarni. Uśmiechają się do dzieci i chętnie dają prezenty. Nie demonizują inności, bałaganu ani polskich cech, których nie rozumieją. Tego wszystkiego uczy się tu Zachariasz, chłonąc kompleks zdarzeń z jednej strony całkiem odmiennych, a z drugiej tak bardzo mu bliskich. Radzenie sobie w nowych okolicznościach, poznawanie innych kultur i intensywna interakcja z obcokrajowcami pomaga nam lepiej poznać siebie samych i dobrze osadzić się we własnym jestestwie. W ten sposób to, co zostawię Zachariaszowi, będzie kompletne, znajome i całkowicie jego własne.


PS Nasze fińskie przygody możecie śledzić na naszym kanale Instagram TV oraz na Faceooku lidiapiechota.pl – zapraszamy!

 

Lidia Piechota
Znak firmowy EXTREMAMA. Kobieta, która rodzicielstwo traktuje z należytą starannością i uważnością. Blogerka. Zwierze społecznościowe. Spotkasz ją na Instagramie i na FB. A jak spotkasz, będziesz czytać regularnie i niecierpliwie czekać na kolejny wpis.