Zielona gospodarka to odnawialne miejsca pracy


W Unii Europejskiej w sektorze OZE pracuje obecnie ponad 1,2 mln osób. Liderami w zatrudnieniu są energetyka wiatrowa, biomasa i słoneczna fotowoltaika – odpowiednio 300, 280 i 250 tys. zatrudnionych. Na tym nie koniec: zielone miejsca pracy tworzą także inne odnawialne źródła: biopaliwa, pompy ciepła, biogaz, słońce do produkcji ciepła, małoskalowa wodna czy geotermia.

W Polsce energia odnawialna to nadal stosunkowo niewielki sektor z około 33 tys. pracowników. Warto jednak o tym pamiętać, gdy premier czy minister gospodarki mówią o konieczności „obrony miejsc pracy” w sektorze wydobycia i produkcji energii z węgla. To symptomatyczne, że rządzący politycy nigdy nie mówią o konieczności wsparcia dla tworzenia setek tysięcy miejsc pracy w zielonej energetyce. Zamiast tego mamy do czynienia z „kreatywną księgowością” polegającą na fikcyjnym i szkodliwym wytwarzaniu energii „odnawialnej”.

W ostatnich kilku latach kolejne rządowe koalicje sprezentowały koncernom energetycznym około 11-12 mld zł z naszych podatków na tzw. współspalanie – wrzucanie do starych i nieefektywnych kotłów węglowych biomasy: początkowo wysokiej jakości drewna z polskich lasów a po protestach m.in. rodzimego przemysłu meblarskiego i organizacji ekologicznych, np. łupin orzecha kokosowego z Azji czy Ameryki Południowej… tworząc miejsca pracy w Brazylii czy Indiach. Protesty nie cichną, a rząd nadal próbuje forsować tę technologię w projekcie ustawy o odnawialnych źródłach energii – zamorskich, chciałoby się dodać.

Miliardy spalone w węglowych kotłach koncernów mogły zostać wykorzystane do uruchomienia programu dotacji do zakupu np. mikro i mini instalacji wiatrowych czy fotowoltaicznych przez obywatelki i obywateli. Przykładowo dotacja 50 proc. do zakupu dachowej instalacji słonecznej o mocy 3 kW do produkcji własnego prądu – 12 z pełnych kosztów 24 tys. zł – przyczyniłaby się do powstania pierwszej grupy około miliona słonecznych prosumentek/prosumentów, rynku produkcji i instalacji urządzeń OZE, a zatem także 10dziesiątek tysięcy nowych, lokalnych miejsc pracy w zielonej, nowoczesnej polskiej gospodarce.

Korzyści w postaci czystego powietrza i zmniejszonego importu węgla, gazu czy ropy (np. z putinowskiej, wojennej Rosji) czy lokalnych podatków wskazują, że OZE to bardzo korzystna inwestycja w bezpieczeństwo społeczne, gospodarcze czy ekologiczne oraz zrównoważony rozwój lokalny. Ale rząd woli narzekać na kłopoty z Putinem, wydawać kolejne setki miliardów na zbrojenia i… bronić węgla, którego import (m.in. z Rosji) będzie musiał rosnąć, bo jest to zasób nieodnawialny i kończący się w Polsce.

Dariusz Szwed, Przewodniczący Rady Programowej, Zielony Instytut, współpracownik Towarzystwa na rzecz Ziemi
Zapraszamy do lektury publikacji „Demokracja energetyczna”

fot. U.S. Army Environmental Command/CC BY 2.0

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here