📻 MŁOT NA SOWIETÓW. Wielka kariera polityczna Polaka w USA

Pamięci Profesora. Gdyby żył, 28 marca skończyłby 91 lat.

AUDIO REO. Posłuchaj nagranego artykułu. Czyta Danuta Stachyra. 17’01”

Należy do ekskluzywnego grona Polaków, którzy będąc obywatelami innych krajów, dostarczają nam uzasadnionej dumy. Wbrew pozorom to gremium nie jest tak duże. Mówimy o Nim rodak, ale też wielki strateg, przenikliwy i śmiały w pomysłach obserwator globalnej sceny politycznej, który nieraz zaskakiwał niekonwencjonalnym myśleniem. Mówimy Polak, ale jednocześnie Amerykanin. Zbigniew Brzeziński.

Dziś, kiedy Profesora nie ma już wśród nas, mówiąc o Nim zaczynamy używać czasu przeszłego. Nieuchronnie oddalamy jego dorobek jakby Jego słowa, Jego myśli traciły na znaczeniu, na aktualności. A przecież tak nie jest. Wszyscy wiemy, czujemy, że życie, właściwie cały dorobek Zbigniewa Brzezińskiego, codziennie podpowiada nam co robić, jak rozumieć, jak żyć. Tak, to czas przeszły, ale dla mnie wciąż teraźniejszy, z którego będziemy jeszcze długo czerpać.

Spróbujmy uruchomić wyobraźnię. Jest lato 1938 roku. 10-letni Zbyszek wyrusza w podróż, o której marzy każdy chłopiec. Statkiem przez ocean, do dalekiej Kanady, gdzie ojciec obejmie funkcję dyplomatyczną. Ostatni rzut oka na gdyński port i w drogę. Łza kręci się w oku, ale troskliwa mama pociesza: – Za rok, Zbyszku, przyjedziesz do Polski na wakacje. Ciekawe, który z kolegów będzie najwyższy.

Rok później wybucha wojna, a na spełnienie obietnicy trzeba czekać kilkadziesiąt lat.

Polski jastrząb
O tym, że Brzeziński jest wielki, wie cały Waszyngton. Uścisk dłoni Profesora znaczy wiele, a rozmowa z Nim jest prawdziwym wyróżnieniem. Brzeziński, jak każdy wybitny człowiek, jest ogromnie zajęty. Codziennie pojawiają się nowe kawałki z których trzeba ułożyć puzzle pod nazwą Globalny Świat. Skoro więc Profesor poświęca nam czas i chce wysłuchać, znaczy, że mamy coś istotnego do powiedzenia. Takie przynajmniej jest założenie.

Myślenie Brzezińskiego jest magnetyczne. Przyciąga, zaczarowuje.

Otóż Zbig jest wielki w najlepszym sensie tego słowa. Precyzja myśli i słowa, polityczna wyobraźnia oraz głęboka wiedza o świecie sprawiały, że słucha się Go z zapartym tchem, jak mistrza tajemnej wiedzy o mechanizmach, które rządzą światem. Ale jest też w Jego sposobie bycia i myślenia coś więcej. Jakaś nostalgia za uporządkowanym światem, regułami, które szanujemy wszyscy, a przede wszystkim idealistyczna wiara w człowieka, który prędzej czy później jednak zmądrzeje. Myślenie Brzezińskiego jest magnetyczne. Przyciąga, zaczarowuje.

W amerykańskim środowisku ekspertów zajmuje pozycję na samym szczycie. Tuż obok Henry’ego Kissingera i Roberta Gatesa. Zapamiętałem dobrze jedno ze spotkań z ambasadorami akredytowanymi w Waszyngtonie. Są niemal wszyscy. W skupieniu słuchają Zbiga i skrzętnie notują niemal każde słowo. On zaś, niczym ulotny duch, przenosi się z Afryki na Bliski Wschód, potem do Europy Środkowej, i dalej, z Azji do Rosji, żeby zakończyć tę niezwykłą podróż w Ameryce, która jest jego domem i którą autentycznie kocha. O Ameryce mówi zresztą moja Ameryka, a o sobie samym Amerykanin.

Putina uważa za człowieka cynicznego, wielkorosyjskiego nacjonalistę, polityka, którego napędza nieposkromiona żądza władzy.

Po wykładzie dyplomaci podchodzą do mnie i pieją z zazdrości: – Ty to masz, taki umysł i do tego Polak! Rzeczywiście, Profesor jest Amerykaninem z krwi i kości. Ale też Polakiem, który emocjonalnie reaguje na nasze sukcesy i porażki, choć na zewnątrz pokrywa to dyplomatycznym chłodem.

Zbigniew Brzeziński i Prezydent USA Jimmy Carter

Być może jedynie wobec komunizmu i ZSRR jest niezmiennie, od lat jednoznaczny i nieprzejednany, co w latach pracy z prezydentem Carterem dało mu etykietę polskiego jastrzębia. Dopiero lata później łagodzi swoje stanowisko, dając prymat raczej dyplomacji miękkich instrumentów niż polityce zaciśniętej pięści. Po rosyjskiej agresji na Ukrainę żywo interesuje się sytuacją na wschód od Bugu.

Wobec Putina nie ma złudzeń, uważa go za człowieka cynicznego, wielkorosyjskiego nacjonalistę, a przede wszystkim polityka, którego napędza nieposkromiona żądza władzy. Mimo to, jako przedstawiciel amerykańskiej szkoły real politic, jest zwolennikiem pragmatycznego dialogu i zbudowania gwarantowanej przez wszystkie mocarstwa przestrzeni, w której Kijów umocniłby swoje powiązania z Zachodem, unikając jednocześnie otwartego konfliktu z Moskwą. Prowokacyjnie koncepcję określa mianem finlandyzacji Ukrainy, za co sypią się razy ze wszystkich stron. Nawet premier Finlandii tweetuje: niedorzeczny zamysł, nieuzasadnione porównanie Ukrainy do Finlandii. Profesor jednak trwa przy swoim i kiedy spotykamy się kilkanaście dni po aferze, z humorem komentuje, że odkąd Kissinger powielił jego pomysł, świat uznaje, że może to nie takie głupie.

Hermetyczny krąg
Żyjąc głównie wielką polityką, Profesor ma też inne życie, w którym na pierwszym miejscu jest rodzina. To krąg hermetyczny, pełen zagadek i symboli, miejsce, do którego trudno dotrzeć bez szczególnego przyzwolenia. Ale kiedy już jest się w środku, wszystko wydaje się proste. Zbig uwielbia i ceni żonę Emilie, kocha i jest dumny z dzieci: Iana, Marka i Miki, z których każde mogłoby służyć za modelowy wzór realizacji American dream. Lubi kiedy mu towarzyszą podczas licznych konferencji i wystąpień publicznych, ale jednocześnie chroni prywatność domowego ogniska, przynajmniej na tyle, na ile jest to możliwe.

Córka – Mika Brzezinski, bardzo popularna w USA dziennikarka tv w rozmowie z Donaldem Trumpem

No, może z jednym wyjątkiem, kiedy pojawia się w popularnym programie telewizyjnym Morning Joe prowadzonym przez Mikę. Zbig pokazywał wówczas innego, mało znanego Brzezińskiego, błyskotliwego, czarującego i pełnego humoru.

Żonę, Emilie Benes, poznaje w 1955 roku. Urodzona w Genewie córka czeskiego emigranta od wczesnych lat pasjonuje się sztukami plastycznymi. Na polu rzeźby osiąga prawdziwe mistrzostwo, sukces i podziw. Także ze strony męża, w tym czasie młodego doktora na Harvardzie, później pracownika biura prezydenta Lyndona B. Johnsona i wreszcie doradcy Jimmy’ego Cartera ds. bezpieczeństwa. W bogatym i pełnym sukcesów życiu Brzezińskich jest wiele momentów uświęconych, ale z pewnością otwarcie kolejnej wystawy mamy i żony jest jednym z ważniejszych. Podczas takich okazji Zbig zmienia się w zawodowego przewodnika. Oprowadza, tłumaczy, interpretuje. Szczególnie wielbi wykonaną ze starego pnia rzeźbę Emilie przedstawiającą ukraiński Majdan. Splecione, wyrażające determinację postaci przemawiają do jego wyobraźni, tej artystycznej i tej politycznej.

Mika, Ian i Mark poszli swoimi drogami, choć wpływ ojca pozostawił wyraźne piętno. Błyskotliwa i żywiołowa Mika jest gwiazdą amerykańskiej stacji MSNBC. Mark, były ambasador w Szwecji, poszedł w ślady dziadka, dyplomaty II Rzeczpospolitej. Ian jest jednym z czołowych ekspertów amerykańskich w dziedzinie polityki bezpieczeństwa. Każde z nich o innym temperamencie i poglądach, ale jakby pogodzeni, że żyją w cieniu Wielkiego Zbiga.

W tej wspaniałej i pełnej wybitnych osobowości rodzinie tata stanowi punkt odniesienia, pełni funkcję najwyższego sędziego w toczących się dyskusjach, jest wyrocznią w podejmowanych decyzjach i dokonywanych wyborach.

Rzeczowy rozmówca
Profesor znany jest ze swojej surowości, której zewnętrzną oznaką jest poważna, a niekiedy nawet marsowa mina. Konkretny w rozmowie, zadaje nieoczekiwane pytania wprawiając w zakłopotanie rozmówcę. – No i co z tego wynika? – pyta, choć zna odpowiedź. Konwersacja z Profesorem dla wielu jest drogą przez mękę. Lanie wody potrafi zbić jedną, celną ripostą. Rzeczowy aż do bólu zmusza do myślenia w kategoriach realnych przyczyn i konsekwencji. Mniej odporni odbierają to jako chłód graniczący z arogancją. Nic bardziej mylnego. W rzeczywistości Zbig ma w sobie całe pokłady emocji, które skutecznie skrywa, jakby w obawie przed podejrzeniem, że nie dość poważnie traktuje temat i rozmówców. Wiosną 2014 robimy prezentację nowej książki Charles’a Gatiego pt. Zbig. Przybyli obaj: autor i tytułowy bohater. Dodatkowo ponad dwie setki słuchaczy. Na koniec ogłaszamy, że szczęśliwym zbiegiem okoliczności 28 marca to właśnie dzień urodzin Profesora. Pojawia się wielki bukiet kwiatów i gigantyczny, biało-czerwony tort. Wreszcie chóralne polskie sto lat. Zbig jest zaskoczony i autentycznie wzruszony. Najwyraźniej nie jest przyzwyczajony do tak spontanicznie okazywanych mu uczuć. Karci mnie więc z charakterystycznym uśmiechem na twarzy: – Trochę pan przesadził! Ale ja wiem swoje, że to szczególna forma podziękowań wyrażonych przez niezwykle skromnego człowieka.

Między nami, doradcami. Ze swoim odpowiednikiem za czasów prezydentury Richarda Nixona, Henry Kissingerem.

Jest ciepłym i wyrozumiałym słuchaczem, ale nie waha się wyrażać twardych opinii, kiedy spotyka się z ignorancją, politycznym egoizmem czy narodową ślepotą. Szczególnie gwałtownie reaguje na wszelkie przejawy nacjonalizmu czy rasizmu. Mówi, że jego poglądy w tych kwestiach uformowała II Wojna Światowa i los narodu żydowskiego. Podczas poświęconej Janowi Karskiemu konferencji w Georgetown University przypomina epizod z młodości. Spotkanie ojca z Karskim w ich kanadyjskiej rezydencji.

– Towarzyszyłem ojcu w tej kolacji u nas w domu – opowiada Profesor. – Relacjonując sytuację w okupowanej Polsce, Karski powiedział: Niemcy terroryzują nasz naród, ale mordują Żydów. – Jak to mordują? Kogo? – zapytał mój ojciec. Karski odpowiedział lapidarnie: – Wszystkich!

Młody Brzeziński jest wstrząśnięty. 80 lat później ma się wrażenie, że przeżywa ten moment ponownie. Potem powie: – Właściwie całe moje dorosłe życie poświęciłem zapobieganiu wojnie. To była dla mnie obsesja. Może też dlatego, że przeżyłem okupację daleko, w bezpiecznym miejscu. Miałem poczucie, że powinienem dać z siebie więcej niż inni.

Żarliwy patriota
W myśleniu Profesora, Polska zajmuje ważne miejsce, choć jest to myślenie ścisłe, praktyczne, bez uniesień. Jest prawdziwym, żarliwym patriotą, w dawnym znaczeniu tego słowa, bo dziś nabiera ono innego, opacznego znaczenia. W ferworze rozmowy zwykł mawiać: – My, Polacy, powinniśmy… – A potem z uśmiechem dodaje: – No tak, przecież jestem Amerykaninem.

Profesor jest pragmatykiem i rozumie, że dla swojej starej ojczyzny może zrobić więcej jako amerykański ekspert i polityk niż polski lobbysta.

A robi wiele. Właściwie trudno o wydarzenie w relacjach polsko- amerykańskich, w którym Zbig byłby nieobecny. Bardziej jednak w tle, w roli cichego sojusznika i dobrego ducha, niż na podium laureatów. W swoich radach, lub raczej sugestiach jest subtelny, dyplomatyczny, ale dla wytrawnego słuchacza nie pozostawia wątpliwości, gdzie upatruje siły, a gdzie słabości Polski. Uważa, że Unia i NATO to dwa filary polskiej suwerenności i pomyślności, a dobre, sojusznicze stosunki z Niemcami są punktem zaczepienia w cywilizacyjnym rozwoju kraju.

Środowisko polskiego rządu absurdalnie odmawia mu wiedzy, a nawet prawa do zabierania głosu w polskich sprawach.

Publicznie w sprawach wewnętrznej sytuacji Polski zabiera głos rzadko i do pewnego stopnia niechętnie. Nie, nie dlatego, że nie widzi tego lub owego, lub że Go to nie obchodzi, lecz z przekonania, że Polacy potrafią sami rozwiązywać swoje problemy. Z upływem czasu coraz mniej jednak wierzy, że polska grypa to tylko mały epizod, o którym wszyscy wkrótce zapomną.

Polityczny temperament, ale przede wszystkim zatroskanie upadkiem pozycji międzynarodowej Warszawy zmuszają go do gorzkich wypowiedzi, które sprowadzają się do przestrogi przed działaniami niweczącymi cały dorobek III Rzeczypospolitej.

Spotyka Go za to ostra, momentami brutalna krytyka ze strony środowisk rządowych. Absurdalnie odmawia się mu wiedzy, a nawet prawa do zabierania głosu w polskich sprawach w ogóle. Przyjmuje to godnie, ale z bólem. Jeszcze przed dwoma laty godzi się na spotkanie z prezydentem Dudą, z którego wychodzi pokrzepiony.

– Może nie będzie tak źle – rzuca mi na pożegnanie.

Rok później jednak odmawia rozmowy z ministrem Waszczykowskim, uznając, że sprawy zaszły zbyt daleko. Opublikowana na stronie polskiej ambasady odpowiedź MSZ na wywiad Profesora dla Gazety Wyborczej jest pokazem buty i arogancji. Dla dżentelmena i dyplomaty to szok i koniec pewnego etapu.

 

Postscriptum

Spotykaliśmy się regularnie raz w miesiącu. Zawsze w tym samym miejscu, blisko CSIS (Center for Strategic & International Studies), wielkiego think tanku, którego był guru.

Jadł niewiele, zamawiał zawsze to samo. Skromny, ciepły i niezmiennie gotowy do żartów. Rozmawialiśmy o polityce i o naszej zbiorowej polskiej pamięci. Jego i mojej, mimo różniących nas doświadczeń. Myśli Profesora wciąż brzmią, słyszę je gdzieś blisko. Mądre, aktualne, życzliwe. Czas przeszły teraźniejszy…


Tekst po raz pierwszy wygłoszony został  na V Kongresie Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie. Śródtytuły i wyróżnienia pochodzą od redakcji REO.