Zamiast wędki…

Piotr Wójcik o pomysłach na zmniejszenie nierówności

Van Gogh, Miłosierny Samarytanin, fot. Wikimedia Commons

Bezwarunkowy dochód podstawowy, dotacja kapitałowa oraz gwarancja zatrudnienia to jedne z czołowych pomysłów na zniwelowanie obecnych nierówności. 

Słoń w salonie kapitału
Choć jeszcze nie tak dawno temu temat nierówności był przemilczany w debacie publicznej, w ostatnim czasie mówienie o wysokich nierównościach zakrawa o truizm. Od czasu wydania Kapitału w XXI wieku Thomasa Piketty’ego kwestia rozwarstwienia ekonomicznego trafiła do mediów głównego nurtu, zajmują się nią instytucje światowego ładu finansowego w rodzaju Banku Światowego i jest dyskutowana nawet na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. Trudno powiedzieć jednoznacznie, czy temat wypłynął głównie dzięki przenikliwości najważniejszych jego badaczy, takich jak Branko Milanović czy Emmanuel Saez, czy po prostu słoń w salonie stał się już tak duży, że trudno było udawać, że go nie ma. Zapewne oba czynniki odegrały równie ważną rolę.

Praca dla każdego chętnego
Faktem jest, że nierówności w świecie Zachodu wzrosły w ostatnim czasie tak wyraźnie, że kłują w oczy nawet pobieżnych obserwatorów. W 2013 roku w USA dochód górnego 1% stanowił niemal 20% całości amerykańskich dochodów – to najwyższy poziom od niemal stu lat. Ostatni raz najbogatsi Amerykanie kontrolowali tak wielką część krajowych dochodów w latach 20. XX wieku, zaraz przed Wielkim Kryzysem rozpoczętym w 1929 roku. W Wielkiej Brytanii w 2013 r. górny 1% dysponował tylko 12% sumy krajowych dochodów, ale jeszcze w latach 70. XX wieku było to 5%. Te liczby to nie tylko sucha matematyka – one mają realne przełożenie na rzeczywistość.

Nierówności ekonomiczne przekładają się na nierówności polityczne, gdyż osoby odstające pod względem zamożności mają dużo większe możliwości wpływania na władzę. Rozwarstwienie ogranicza także szanse życiowe dużej części społeczeństwa – sytuacja materialna przechodzi z pokolenia na pokolenie, więc dzieci z dolnych warstw społecznych już na starcie nie mają szans z rówieśnikami z samej góry. Problem nierówności został w ostatnim czasie nieźle i całkiem dokładnie zdiagnozowany, niestety wdrażanie rozwiązań idzie jak po grudzie. Choć nowych pomysłów na zmniejszenie rozwarstwienia pojawiło się w ostatnim czasie wiele. Większość z nich zebrał w książce Nierówności. Co da się zrobić? nieżyjący już Anthony Atkinson, jeden z najwybitniejszych specjalistów od tematu, mentor m.in. Piketty’ego i Saeza.

Jednym z pomysłów szeroko dyskutowanych w ostatnim czasie jest gwarancja zatrudnienia. Sam pomysł na pierwszy rzut oka może się wydawać niespecjalnie związany z nierównościami – raczej z problemem bezrobocia. Atkinson celnie jednak zauważa, że zdobycie pracy to najszybszy sposób na wyjście z ubóstwa, a ograniczenie biedy wiąże się z ograniczeniem nierówności na dolnych poziomach rozkładu dochodu. Nieprzypadkowo niskie wskaźniki ubóstwa niemal zawsze idą w parze z niskimi wskaźnikami nierówności. Na czym miałaby polegać gwarancja zatrudnienia? Rząd gwarantowałby każdemu chętnemu miejsce pracy w sektorze publicznym za wynagrodzeniem wysokości płacy minimalnej. Byłaby to praca w usługach opiekuńczych, porządkowych itd.

Gwarancja zatrudnienia nie oznacza przymusu pracy, lecz tylko możliwość. Mógłby z niej korzystać każdy, kto przejściowo stracił pracę, ale też długotrwale bezrobotni.

Niekoniecznie musiałaby to być praca na pełny etat – gdyby ktoś pracował na pół etatu gdzie indziej, mógłby drugie pół pracować w miejscu gwarancji zatrudnienia. Oczywiście już wtedy za pół pensji minimalnej. Analogicznie byłoby także w przypadku osób pracujących w innym wymiarze czasowym. Dzięki temu wsparto by także osoby, które należą do obszaru ukrytego bezrobocia – czyli pracujących na część etatu nie z własnej woli, lecz z powodu braku innego zatrudnienia.

Gwarancja zatrudnienia nie oznacza przymusu pracy, lecz tylko możliwość. Mógłby z niej korzystać każdy, kto przejściowo stracił pracę, ale też długotrwale bezrobotni. Dzięki temu zdobywaliby środki do życia i nie wypadaliby z obiegu rynku pracy. A ich dochody ulegałyby mniejszym wahaniom, co spłaszczałoby strukturę wynagrodzeń, a więc obniżało nierówności.

Spadki dla wszystkich, a nie wybranych
Kolejny pomysł to dotacja kapitałowa. Miałaby obniżyć nierówność szans na starcie i zmniejszyć nierówności majątkowe. Polegałaby na tym, że każdy obywatel po uzyskaniu pełnoletniości otrzymywałby na rachunek pewną kwotę pieniędzy. Powiedzmy 25 tys. zł, jako udział w dotychczas wypracowanym przez dane społeczeństwo majątku. Dlaczego z wypracowanego przez przeszłe pokolenia bogactwa mają korzystać tylko ci, którzy mieli szczęście się urodzić w bogatych rodzinach?

Dotacja kapitałowa w czystej formie byłaby w pełni finansowana ze środków państwowych, a każdy beneficjent miałby otrzymać taką samą kwotę.

Próbę stworzenia takiego funduszu podjęła w 2003 roku Wielka Brytania, tworząc Child Trust Fund. Miał on jednak opierać się w większości na wpłatach samych rodziców, które miały być inwestowane, a państwo miało jedynie dopłacać niewielkie kwoty. Z funduszu tego zrezygnowano w 2010 roku. Dotacja kapitałowa w czystej formie byłaby jednak w pełni finansowana ze środków państwowych, a każdy beneficjent miałby otrzymać taką samą kwotę. Jako że dotacja ta miałaby być udziałem w wypracowanym w przeszłości majątku, powinna być finansowana z dwuprocentowego podatku majątkowego. Możliwe byłoby też nałożenie obostrzeń na wykorzystanie środków – mogłyby być one wykorzystane np. na wydatki związane z edukacją lub wkład własny do zakupu mieszkania.[->]

Oczywiście najszerzej dyskutowanym z pomysłów, które są na stole, jest bezwarunkowy dochód podstawowy. Polega on na wypłacaniu każdemu obywatelowi comiesięcznej kwoty, powiedzmy tysiąca złotych, jako zabezpieczenie absolutnie podstawowych kwestii egzystencjalnych. Dzięki temu miałby on większą swobodę w podejmowaniu decyzji zawodowych, gdyż przymus ekonomiczny działaby na niego w mniejszy sposób. Dochód podstawowy ograniczałby nierówności na dwa sposoby – ograniczałby skrajną biedę, gdyż nikt nie miałby dochodu poniżej niezbędnej do przeżycia kwoty, a także zwiększałby presję płacową wśród mniej zarabiających pracowników, których pozycja negocjacyjna by wzrosła. W czystej wersji dochód podstawowy należałby się wszystkim obywatelom (dochód obywatelski) i zastąpiłby wszystkie lub prawie wszystkie świadczenia społeczne.

każdemu przysługiwałaby od państwa określona kwota, lecz beneficjenci innych programów otrzymywaliby ją częściowo z innych źródeł. Dochód partycypacyjny miałby za to zastąpić kwotę wolną od podatku.

Atkinson proponuje jednak jego modyfikację: dochód partycypacyjny. Powodowałby mniejszą rewolucję, gdyż nie zastępowałby on świadczeń socjalnych, lecz je uzupełniał. Tak więc osoba, która otrzymywałaby np. zasiłek wysokości 800 zł, z dochodu podstawowego dostawałaby jedynie 200 zł. Inaczej mówiąc, każdemu przysługiwałaby od państwa określona kwota, lecz beneficjenci innych programów otrzymywaliby ją częściowo z innych źródeł. Dochód partycypacyjny miałby za to zastąpić kwotę wolną od podatku – w razie jego wprowadzenia opodatkowany powinien być cały dochód podatnika (poza dochodem partycypacyjnym rzecz jasna). Poza tym dochód ten przysługiwałby jedynie osobom, które partycypują w systemie danin publiczno-prawnych, czyli płacą podatki lub składki. Dzięki temu nie byłoby w systemie osób, które chciałyby jechać na gapę.

Oczywiście dochód podstawowy ma być zabezpieczeniem podstawy bytu także w czasie np. utraty pracy, dlatego wymagany okres składkowy byłby ograniczony – np. świadczenie przysługiwałoby obywatelom, którzy w ostatnich 24 miesiącach płacili podatki przez przynajmniej sześć miesięcy.

Podatki realne, nie na papierze
Oczywiście trzeba jeszcze odpowiedzieć na ostatnie kluczowe pytanie – skąd wziąć na te wszystkie pomysły pieniądze? Atkinson nie przemilcza tego problemu i proponuje szereg źródeł finansowania. Przede wszystkim postuluje powrót do rzeczywiście progresywnego opodatkowania dochodu. Proponuje między innymi przywrócenie najwyższej stawki podatku dochodowego na poziomie 65% dla najwyższych dochodów oraz poszerzenie podstawy opodatkowania – tak by wszystkie rodzaje dochodów były opodatkowane progresywnie. Proponuje również stopniowe progresywne opodatkowanie spadków – wartość otrzymywanych za życia spadków i darowizn byłaby sumowana i stopniowo opodatkowywana coraz wyższą stawką.

właściciele luksusowych apartamentów w centrach metropolii płacą niższy podatek od nieruchomości niż właściciele starych domów jednorodzinnych na prowincji.

Według Atkinsona progresywnie powinny być także opodatkowane nieruchomości, lecz nie według ich powierzchni (jak jest np. w Polsce i wielu innych krajach), lecz ich wartości. Obecnie właściciele luksusowych apartamentów w centrach metropolii płacą niższy podatek od nieruchomości niż właściciele starych domów jednorodzinnych na prowincji. Opodatkowanie wartości nieruchomości, a nie powierzchni, zmieniłoby ten niesprawiedliwy stan rzeczy.

Jak widać, pomysłów na zniwelowanie nierówności jest wiele, a wszystko się rozbija o wolę polityczną do ich wprowadzenia. Realizacja powyższych pomysłów bez wątpienia byłaby nie w smak szczególnie silnym grupom interesu, chociażby z tego powodu, że to one by zostały przede wszystkim opodatkowane. A ich wpływ na władzę jest obecnie bardzo silny, zresztą właśnie z powodu wysokich nierówności. Wzrost rozwarstwienia ekonomicznego wytworzył mechanizmy, które to rozwarstwienie jeszcze napędzają. Trudno będzie przerwać to błędne koło.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here