📻 12 WAŻNYCH PORAD. Wyprowadziłem się na wieś, założyłem agroturystykę i kaszarnię

Marcin Majewski o swoich doświadczeniach nowego osadnika

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Hubert Augustyniak.

 


 

Garść nieprzydatnych i niepraktycznych porad dla nowych osadników i kilka realnych, apokaliptycznych refleksji klimatycznych.

założyć agroturystykę
Wydawnictwo Czarna Owca

Z dużym zainteresowaniem przeczytałem wspaniałą książkę Cisza i spokój. Cała prawda o życiu daleko od miasta Natalii Sonin-Krosnowskiej (znów o książce, ale co zrobić, inspiracja pomaga) o takich, którzy wyprowadzili się z miasta na dobre, i takich, którzy się z powrotem do miasta wprowadzili (mniejszość). Książka sprowokowała mnie do namysłu o tym, do jakich myśli, informacji i słów mógłby się sprowadzić opis mojej podróży do miejsca, w którym jestem.

 

Porady udzielane przez Natalię Sonin-Krosnowską są bardzo indywidualne. To, co jest dla nas skałą i kosmosem naszych uwarunkowań, dla innych może być całkiem nieistotne. Są pewne punkty wspólne, jak pilnowanie planu zagospodarowania przestrzennego, żeby nie wylądować obok planowanej za rok żwirowni (jeśli zamierza się prowadzić kameralną agroturystykę). Niemniej jednak rady dotyczące, powiedzmy, drogi – podejścia do wyzwania – to już bardzo indywidualna sprawa.

Moja metryczka w tym projekcie była w skrócie taka: kilka ładnych lat myślenia o własnym domu, spędzania weekendów za miastem, dwa lata szukania nieruchomości, głównie na Dolnym Śląsku (na zawsze w sercu), sprzedaż mieszkania (w przykrych, niestety, okolicznościach), zakup gospodarstwa na Warmii i trzy lata remontu.

Efekt: kaszarnia – produkcja mąki i kaszy gryczanej niepalonej oraz dwa pokoje dla gości agroturystyki.

Od początku nurtowało mnie pytanie, co powoduje, że wyprowadzka z miasta się udaje, i nawet miałem zamiar napisać o tym doktorat (może jeszcze kiedyś) – spojrzeć socjologicznym okiem na różne czynniki, które mogą korelować z poczuciem satysfakcji i szczęścia po przeprowadzonej operacji. A to mogą być bardzo różne zmienne: płeć, wiek, liczba dzieci, kapitał wyjściowy, zawód, stan cywilny, czy ma się kredyt czy nie; a nawet takie, jak postawa życiowa, sposób myślenia, podejście do trudności etc.

Drugim obszarem zainteresowań jest refleksja nad wiejskim i miejskim sposobem życia, z którego ten drugi wydaje mi się mocno podejrzany, jeśli chodzi o generowanie kosztów ekologicznych planety.

Być może wyjście ludzi z miast jest jedną z dróg redukcji zagrożeń dla Ziemi wynikających ze współczesnej cywilizacji.

Na przykład: zjedzenie własnej marchewki, kurczaka, orzechów i owoców nie generuje potrzeby transportu, giełd towarowych, pośredników pod ogrzewanym dachem, ich samochodów, wodociągów itd., przynajmniej dla tego właśnie jedzenia. Odpowiednia liczba paneli fotowoltaicznych (PV) na dachu zaspokaja zapotrzebowanie własne na energię itd.

Za różnymi cywilizacyjnymi dobrodziejstwami często stoją określone emocje i potrzeby. Z jakichś powodów młodzi ludzie idą ze wsi do miast. Przyczyny strukturalne to jedno (redukcja liczby gospodarstw w ostatnich latach, kumulacja ziemi w gospodarstwach towarowych i związane z tym kłopoty finansowe małych gospodarstw). Inne to: zew miejskiego życia, obietnica wygody, rozrywki, ładnych zapachów, ciepła i suchości – i nie jedzenia tylko własnej marchewki, kurczaka, orzechów, owoców. Ale czy nie jest przypadkiem tak, że miejskie życie to świat na kredyt Ziemi, który już się wyczerpał? I czy nie jest tak, że trzeba się także przyjrzeć tym emocjom, które wypychają ludzi ze wsi do miasta, bo żeby przeżyć, trzeba będzie na nią wrócić?

Nietrudno bowiem wyobrazić sobie, w zmieniającym się klimacie Ziemi, sytuację, w której nie da się wyżywić miast. Powiększają się obszary niezdatne do uprawy roli (konflikt syryjski). W atmosferze będzie coraz więcej wody, bo rozpuszczają się lody Arktyki i Antarktydy, i będzie więcej padać, np. od sierpnia do września, co skutecznie zniszczy 30, 40, 50, a może i więcej procent upraw. A nawet jak nie zniszczy ich deszcz, to tylko gąsienicowe kombajny dadzą radę zebrać resztki plonów w krótkim oknie czasowym (mieliśmy tego próbkę w roku 2017). Nie ma w tym scenariuszu żadnej spektakularnej katastrofy, trzęsienia ziemi, powodzi, niszczących huraganów i trąb powietrznych, zalanych elektrowni atomowych, tsunami. Jest tylko zwykły deszcz padający przez dwa miesiące, co dwa dni. Zwykły deszcz, a jakże podbija stawkę wyjścia z miasta. 😉

Ponieważ dopiero co skończyłem etap remontu, z którego płynnie przeszedłem do przyjmowania gości, bez odpoczynku, po drodze uruchamiając kaszarnię (stąd uprawnione porównania do Pana Pettsona – brodatego dziadka z kotem, znanego z książeczek Svena Nordqvista), to refleksje i mądrości dopiero teraz się wyłaniają – z dystansu innego już etapu, czyli prowadzenia i rozwoju, a nie budowania.

Budowa to hardcore. W miłych okolicznościach przyrody, ale jednak. Ciężkie jest też mieszkanie w remoncie. Kilka osób sugerowało, żebym pisał bloga o swoich osadniczych działaniach. Gdy o tym chwilę pomyślałem, zdałem sobie sprawę, że byłoby tam sporo łaciny i nie ma co z tym wychodzić do ludzi 😉

Tak więc porady ode mnie w liczbie tuzina:

1 To, co robisz, jest w rytmie siania i zbierania. Wieś to miejsce, gdzie króluje przyroda. Ona narzuca ci rytm i warto się mu poddać i go nauczyć. To przekłada się np. na to, że pracujesz długo i ciężko, żeby potem zebrać owoce pracy. Po drodze nie dostaniesz wynagrodzenia, droga do to permanentna inwestycja.

2 Trudnością tej inwestycji będzie to, że nie będziesz znał jej efektów, a będzie to inwestycja prawie do zera. Żeby to unieść, przyda ci się zaufanie do siebie, że sobie poradzisz. Masz takie? Jak nie, to zadbaj o to przed podróżą.

3 Idź za głosem serca, czymś bardzo twoim, bo wtedy zawsze będziesz wiedział, gdzie jesteś – przy sobie.

4 Nauczyłeś się planować czas, rozpisywać zadania? To odłóż to na bok, bo będziesz zależał od tylu różnych nieprzewidywalnych i niekontrolowalnych czynników, że presja na plan będzie skutkowała frustracją.

5 Działaj metodą krok po kroku, gdzie każdy kolejny uznasz za oczywisty.

 

6 Jeżeli masz do wymyślenia plan na działalność, nie spiesz się, daj sobie czas. Jesteś w nowych warunkach, których jeszcze do końca nie rozumiesz. Myślenie bez doświadczenia czy rozumienia może być jałowe.

7Masz problem, konflikt lub jesteś na rozwidleniu dróg – decyduj. Decyzja zmniejsza napięcie. Każda jest dobra, nawet tanie przynosząca oczywistych korzyści, bo jest doświadczeniem.

8 Naucz się odpoczywać, ale nie tak, że nic nie robisz, ale myślisz o tym, co jest do zrobienia. Myślenie o tym to też praca, przekieruj zatem uwagę. Daj sobie świadomie prezent z czasu dla siebie: zrób coś miłego, pojedź gdzieś, spotkaj się z kimś, kup sobie coś, co cię odciąży, pomoże albo po prostu sprawi radość. Dystans przynosi często odpowiedź na pytania.

9Nie obawiaj się strat. Zawsze się coś zmarnuje albo będzie wymagało poprawy.

 

10 Wybierając miejsce, idź za ludźmi, nie infrastrukturą czy atrakcjami okolicy. Te drugie nie spytają, czy ci czegoś potrzeba, nie zaproszą na komunię córki lub na kawę w dżdżysty poranek.

11 Kup sobie kury. Będziesz miał jajka i koleżanki z genomem dinozaurów.

 

12 Kotów nie kupuj, znajdą cię i zasiedlą, jak będzie wsxystko kotowe. Gotowe.

 

 



REO POLECA

📻 Jacek Kaczyński: Rzucić wszystko i wyjechać na Bali?