Jakub Dymek: Za młodzi na Facebooka?

...I kto tak naprawdę jest winny?

Obawa, że technologia ogłupia kolejne pokolenia, ma w sobie coś z cykli sezonowych w Polsce – choć wiemy, że co roku czeka nas zima, za każdym razem zima zaskakuje drogowców. Każdy nowy sposób komunikacji, analogowej czy elektronicznej rozrywki, ze stuprocentową pewnością obudzi krytyków i krytyczki, gotowych wyjąć ten sam zestaw uprzednio przetestowanych argumentów.

Dozwolone do lat 13

Żeby ograniczyć się tylko do przykładów z drugiej połowy minionego wieku: to same obawy i zastrzeżenia budziły komiksy, kino akcji, automaty do gier i gry wideo, czaty internetowe i media społecznościowe, wirtualna rzeczywistość. Przenośne technologie modne w swoich czasach: walkmany, gameboye i tamagochi pewnie też. Najmniejszym zaskoczeniem na świecie jest więc powrót dyskusji o tym, czy smartfony ogłupiają dzieci i czynią z nich przyklejone do dotykowych ekranów zombiaki.

Temat szkodliwego wpływu nowych sposobów komunikacji i konsumpcji treści przez dzieci i nastolatków wraca do debaty regularnie – i jest też wyśmienitym wypełniaczem dla mediów podczas sezonu ogórkowego. Nie znaczy to wcale, że obawy są błahe, a problemy nie istnieją. Ale historia podpowiada, że popularne media, próbując ostrzec czy uwrażliwić rodziców, często wzbudzały panikę moralną – niekoniecznie zaś dokładały się do rozwiązania problemu. Ostatnio temperaturę dyskusji podniosły kontrowersje związane z aplikacją Messenger Kids – komunikatorem Facebooka adresowanym, jak podpowiada nazwa, do najmłodszych użytkowników.[->]

Facebook zastrzega, że – w zgodzie z amerykańskim prawem – aplikacja nie wyświetla małoletnim reklam oraz nie udostępnia danych o dzieciach reklamodawcom.

Został on pomyślany – ujmując rzecz brutalnie – jako komunikator dla dzieci z wbudowaną funkcją Wielkiego Brata, rodzicielską cenzurą i prewencyjnymi filtrami. Aplikacja jest przeznaczona dla osób poniżej 13. roku życia, ale to ich rodzice, za pomocą konta na Facebooku, mają kontrolę nad tym, z kim ich dzieci będą mogły wymieniać się wiadomościami i kasować je, gdy zechcą. Dodatkowo zapisane w kodzie filtry mają blokować nieodpowiednie treści. Choć platforma nie była w swojej komunikacji na ten temat szczególnie precyzyjna, można rozumieć, że zdjęcia wysyłane przez dzieci są skanowane, żeby wykluczyć możliwość udostępniania nagości i przemocy. Facebook zastrzega, że – w zgodzie z amerykańskim prawem – aplikacja nie wyświetla małoletnim reklam oraz nie udostępnia danych o dzieciach reklamodawcom.

Winny poszukiwany

Po miesiącu od premiery Messenger Kids koalicja organizacji społecznych – zrzeszających szerokie grono specjalistów od rozwoju, nauczycielek i pedagożek, lekarek i lekarzy, aktywistów na rzecz prywatności i prawniczek specjalizujących się w wolnościach obywatelskich – zaprotestowała przeciwko aplikacji i strategii FB. – W czasie rosnących obaw o wpływ mediów społecznościowych na dojrzewającą młodzież zachęcanie dzieci na tak wczesnym etapie, jak przedszkolny, aby korzystały z produktów Facebooka, jest szczególnie nieodpowiedzialne – piszą autorki i autorzy listu. Postulują, aby Facebook wycofał aplikację. Fakt, że szefowie firmy zaczęli właściwie od razu się tłumaczyć, pokazuje, że podnoszone przez rodziców obawy trafiły w czuły punkt i zostały prędko odnotowane.

zakazanie tej czy innej aplikacji nie usunie przyczyn i nie odwróci już zaobserwowanych negatywnych konsekwencji nadużywania smartfonów.

Słusznie – bo pomysł stojący za Messenger Kids jest rzeczywiście kontrowersyjny, i to z kilku powodów. Niesłusznie – bo tak jak zaprogramowane w kodzie Messenger Kids pomysły nie uchronią dzieci przed niekorzystnymi skutkami uzależnienia od technologii, zakazanie tej czy innej aplikacji nie usunie przyczyn i nie odwróci już zaobserwowanych negatywnych konsekwencji nadużywania smartfonów.

Badań potwierdzających sprzeczne tezy – o tym, że media społecznościowe i urządzenia mobilne wpływają negatywnie na rozwój kompetencji społecznych, wyrabiają narcystyczne nawyki, skłaniają do niebezpiecznych zachowań i zaburzają samoocenę dzieci i młodzieży lub, przeciwnie, że są raczej neutralne – nie brakuje. Nie ma miejsca (i sensu) podejmować się ich kompleksowej analizy. Problem, jaki pokazała debata przy okazji Messenger Kids, jest inny. Czy dylemat pod tytułem dzieci i technologia dotyczy rzeczywiście wyłącznie tego wycinka rzeczywistości – tabletu czy smartfona w rękach dziecka – czy czegoś więcej?

Korporacje nie są bez winy, ale problem dotyczy bliskich relacji i współodpowiedzialności rodziców za socjalizację dzieci ze światem kultury, komunikacji i mediów.

Rodzicu, daj przykład!

Czy to tylko kwestia urządzenia i software’u, czy wychowania, wyrabiania kompetencji, dojrzałych relacji między rodzicami i dziećmi i wspólnego wchodzenia w (nową przecież dla wielu) rzeczywistość powszechnych urządzeń mobilnych? Organizacje rodzicielskie i komentatorzy miewają tendencję, aby skupiać się na tym pierwszym aspekcie – technologia jest zła – bo to łatwiejsze niż przyznanie, że problem nie przyszedł z zewnątrz, narzucony przez diaboliczne korporacje. Te nie są bez winy, to jasne, ale problem dotyczy bliskich relacji i współodpowiedzialności rodziców za socjalizację dzieci ze światem kultury, komunikacji i mediów (dziś być może przede wszystkim mediów cyfrowych).

wprowadzanie dobrych nawyków, standardów i praktyk można (ba, powinno się!) zacząć od siebie.

Z trafną interpretacją (i pomysłami rozwiązań) przychodzi niezawodna Danah Boyd, badaczka, która zajmuje się życiem społecznym nastolatków w sieci. – Rodzice nie chcą zauważyć, że są częścią problemu i że ich starania, aby uchronić i pomóc dzieciom, mogą wypalić w twarz – pisze.[->] Dzieci podłapują nawyki od swoich rodziców. Czy więc powinno aż tak bardzo dziwić, że gdy dorośli korzystają z urządzeń mobilnych i serwisów społecznościowych bezmyślnie, dzieci też nie są na te same pokusy odporne? No właśnie. Boyd pokazuje – na prostych, a już na pewno znanych każdemu rodzicowi przykładach – że wprowadzanie dobrych nawyków, standardów i praktyk można (ba, powinno się!) zacząć od siebie. Pewnie mało przekonujący będzie rodzic katujący 8-latka szpinakiem i gotowaną marchewką, podczas gdy sam pałaszuje w tym czasie krwistego steka. Tak samo rodzice, którzy przyznają sobie prawo do nieumiarkowanego korzystania z technologii (nawet kilku naraz) w domu, nie będą skuteczni ani wiarygodni jako źródło zakazów i nakazów, ograniczających to, co młody człowiek intuicyjnie rozumie jako przestrzeń naturalnej i oswojonej rozrywki i relaksu.

Gdy rozmawiamy na wideo-czacie, zaprośmy dziecko do rozmowy.

Boyd sugeruje, że skuteczniejsze i mądrzejsze niż arbitralne zakazy jest wczesne oswajanie dzieci z tym, do czego służy technologia, kiedy i po co jej używamy. Gdy rozmawiamy na wideo-czacie, zaprośmy dziecko do rozmowy. Gdy robimy sobie selfie, uprzedźmy je, powiedzmy, co i komu wysyłamy. Nawet gdy sprawdzamy pogodę w telefonie, lepiej powiedzieć dziecku, po co znów nam telefon w ręce i czy może chce zrobić to wspólnie. Urządzenia mobilne są – na dobre i na złe – częścią codziennego życia, więc świadome korzystanie z nich i osadzenie ich w kontekście norm społecznych i wzorów zachowania nie powinno być żadną ekstrawagancją, ale oczywistym elementem wychowania.

Pozornie banalnie proste, a jednak wciąż diabelnie trudne. Łatwiej wciąż napisać nawet najsłuszniejszy list otwarty, niż wziąć na siebie ciężar świecenia przykładem.