Z „wielkiej czwórki” tylko PGE chce jeszcze inwestować w wiatraki


Spośród czterech wielkich, kontrolowanych przez państwo grupenergetycznych jeszcze tylko PGE myśli o inwestycjach w nowe farmy wiatrowe.Tauron i Energa w ogóle nie mają tego w planach, Enea dopuszcza akwizycjegotowych projektów.

 

Informacje o dalszych zamiarach względem energii z wiatru wkontekście ustawy odległościowej przedstawiciele czterech spółek – mających wsumie prawie 20 proc. tego rynku – przedstawili w środę sejmowej komisji skarbupaństwa i energetyki. I zgodnie zapewniali, że z punktu widzenia tych firm ustawanie ma większego znaczenia.

Czytaj także: Ustawa odległościowa nie zaszkodzi państwowym koncernom

Tauron i Energa w ogóle nie zamierzają więcej inwestować wfarmy wiatrowe. W przypadku Enei w toku jest projekt o mocy rzędu 35 MW, ale przedstawicielspółki mówił również, że rozważane są ewentualne akwizycje gotowych farm.

 

Poważniejsze plany w energetyce wiatrowej ma tylko PGE. Do2020 r. spółka – zgodnie z obecną strategią – chce uzyskać dodatkowe 421 MWmocy zainstalowanej w wiatrakach. Łącznie z posiadanymi farmami dałoby to Grupie950 MW w lądowych farmach wiatrowych.

Przez nowe przepisy obciążenia podatkowe dla wiatraków mogą sięgnąć 80 zł/MWh, co prędzej czy później dla inwestora będzie oznaczało kłopoty finansowe, skutkujące nawet koniecznością pozbycia się instalacji. Być może na rzecz autorów tych regulacji Tomasz Podgajniak, PIGEOR

Nie jest jednak do końca jasne, czy PGE chce te wiatrakizbudować, czy też przejąć. A według przedstawicieli branży OZE, właśnie „przewłaszczenia”istniejących farm wiatrowych będą jedną z konsekwencji wejścia w życie ustawyodległościowej. I nie chodzi tu o najgłośniejsze przepisy, regulujące odległośćzabudowań od wiatraków, ale o rolę Urzędu Dozoru Technicznego, który będziesprawował ścisły nadzór nad eksploatacją. Na przykład w ocenie PSEW właścicielefarm będą zmuszeni do uzgadniania każdej naprawy czy operacji serwisowej z UDT,który  – według stowarzyszenia –kompletnie nie jest do tego przygotowany. W konsekwencji, przerwy w pracyturbin będą narastać, a to oznacza przerwy w generowaniu przychodów. Zatemprzychody spadną, a koszty operacyjne wzrosną ze względu na konieczność ponoszeniaopłat na rzecz UDT.

 

Jak przekonywał w środę na konferencji prasowej branży OZEwiceprezes PIGEOR Tomasz Podgajniak, przez nowe przepisy obciążenia podatkowedla wiatraków mogą sięgnąć 80 zł/MWh, co prędzej czy później dla inwestora będzieoznaczało kłopoty finansowe, skutkujące nawet koniecznością pozbycia sięinstalacji. Być może na rzecz autorów tych regulacji – zaznaczył Podgajniak. Aprzedstawiciel Związku Banków Polskich oceniał na konferencji, że każdemajstrowanie przez ustawodawcę przy regulacjach dotyczących OZE w kręgachbankowych budzi pewien niepokój co do spłaty kredytów, zaciągniętych przezinwestorów.

Czytaj także: Negatywne skutki ustawy odległościowej bardzo szerokie

Forsująca ustawę większość parlamentarna na jakiekolwiekpostulaty branży jest głucha. Najwidoczniej wrażenie zrobiła na niej dopiero informacja,że wprowadzany przepisami „kij” na wiatraki ma również drugi koniec. Wiatrakanie będzie można postawić za blisko domów, ale domów zbyt blisko wiatrakarównież. W rezultacie przyjęto, że problem ten gminy rozwiążą, uchwalającodpowiednie plany zagospodarowania, na co będą miały rok. Zazwyczaj procesuchwalania planów trwa jednak zdecydowanie dłużej, ale przede wszystkim bardzodużo gminę kosztuje. Ale o tych pieniądzach już się w projekcie ustawy niezająknięto.

 

 

Wojciech Krzyczkowski

fot. Pixabay

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here