Michał Michałowski: Wykreślanie z listy

Człowiek przyczynił się do wyginięcia kolejnego gatunku zwierząt.

fot. flickr.com, MAKE IT KENYA PHOTO / STUART PRICE

5 masowych wymierań. Czy uwieńczeniem antropocenu będzie kolejne, szóste? Lista gatunków, których czas na naszej planecie dobiegł końca, rośnie z każdym rokiem. Odejście Sudana, ostatniego samca nosorożca białego północnego, daje nam pewną wskazówkę co do odpowiedzi na powyższe pytanie.


Dawno temu w oceanicznej zupie
438 milionów lat temu wyginęły trylobity, jedne z najsympatyczniej wyglądających muzealnych skamielin, których kilka odlewów zdobi nawet moje biurko. Wraz z nimi zniknęło około 85% ówcześnie żyjących gatunków. Zanikły przypominające muszle ramienionogi, rozrastające się jak korony drzew graptolity i wiele innych organizmów o trudnych do zapamiętania nazwach. Kataklizm ten wywołało, jak podejrzewają naukowcy, echo promieniowania odległej supernowej. Świat nie był potem już taki sam, zmienił się nie do poznania, a dla tych gatunków które przetrwały, zrodziła się szansa do przejęcia opuszczonych siedlisk i przekształcenia ich we własne. Kilka katastrof dalej, setki milionów lat później, doszło do ostatniego (do dziś) masowego wymierania w historii planety.

Koniec ery olbrzymów
W wyniku uderzenia meteorytu – hipoteza, wobec której sam prywatnie się skłaniam – lub znacznej aktywności wulkanicznej, około 66 mln lat temu, z powierzchni planety, ale również i mórz, zniknęło aż 75% gatunków roślin oraz zwierząt. Zakończyła się dominacja olbrzymich nieptasich dinozaurów, a ich miejsce zajęły – jeszcze wtedy niewielkie – ssaki. Gatunki, które przetrwały kataklizm rozprzestrzeniły się do opustoszałych ekologicznych nisz. Nagła ekspansja gatunków jednolitych, fachowo nazywana radiacją adaptacyjną, wywołała szeroko zakrojone różnicowanie się populacji poprzez próby dostosowania organizmu do nowego środowiska. Stąd też wzięła się bogata obfitość życia, z którą mamy dzisiaj do czynienia.

Ludzie kontra planeta
Elizabeth Kolbert, w swojej przełomowej książce o tytule nie innym jak: Szóste Wymieranie. Historia nienaturalna opowiada o wybitej przez człowieka alce olbrzymiej, nietoperzach padających od bolesnej choroby i żabach, których nie poznaliśmy i już nie poznamy. Autorka oddaje głos tym gatunkom, które inaczej nie miałyby szansy na trafienie do powszechnej świadomości społecznej. W przeciwieństwie do masowych wymierań sprzed milionów lat, wywołanych przez upadek asteroidy, kosmiczne promieniowanie, wybuchy wulkanów czy naturalną zmianę klimatu, za obecny kryzys w ekosystemie odpowiada człowiek.

Do listy gatunków wymarłych możemy już chyba dodać kolejną pozycję. 19 marca 2018 roku uśpiony został 45-letni Sudan, ostatni samiec nosorożca białego północnego.

Znika wszystko, co lata, pływa czy skacze. Nagłówki prasy i portali w październiku ubiegłego roku mówiły o spadku populacji owadów w Niemczech o aż 80% na przestrzeni ostatnich trzydziestu kilku lat. Znaczne trudności mają szczególnie zapylacze, które padają od nadmiaru oprysków na polach, przeciągających się wiosennych przymrozków oraz zmiany fizjologii roślin. Szkoda i wstyd o tym mówić, ale wiele uli pada ofiarą chuliganów oraz pszczelarskiej konkurencji. Zapomnieliśmy chyba o tym, kto zapyla nasze uprawy. W tych regionach Chin, gdzie pszczoły miodne wyginęły lokalnie, prowadzone są zapylenia ręczne i nie są one nawet w przybliżeniu tak efektywne, jak ze strony owadów.

Przypadek nosorożca białego
Do listy gatunków wymarłych możemy już chyba dodać kolejną pozycję. 19 marca 2018 roku uśpiony został 45-letni Sudan, ostatni samiec nosorożca białego północnego. Richard Vigne, dyrektor rezerwatu Ol Pejeta, w którym Sudan spędził swoje ostatnie lata, określał go ambasadorem gatunku. Decyzję o eutanazji podjęto z wielkim trudem, ale nie było już innego wyjścia. Nosorożec cierpiał z powodu zakażenia, które wdało mu się w nogę i nie mógł już stać, a ostatnie 24 godziny były szczególnie bolesne. Kenia była jego domem od 2009 roku, gdzie przeniósł się z podupadającego czeskiego zoo Dvůr Králové. Pozostawił po sobie córkę Najin i wnuczkę Fatu, które są ostatnimi przedstawicielami tego pięknego północnego podgatunku nosorożca białego.

W tej chwili wszystkie nosorożcowate są zagrożone wyginięciem.

W kenijskim rezerwacie Ol Pejeta poza rodziną towarzyszyli mu cały czas uzbrojeni strażnicy, którzy dbali o jego bezpieczeństwo i chronili przed kłusownikami. To właśnie oni przyczynili się do wyginięcia nosorożców północnych, podobnie jak ich czarnych, zachodnich krewnych. Sytuacji nie poprawiły toczone od dziesięcioleci wojny w Czadzie, Ugandzie, Sudanie oraz Republice Środkowoafrykańskiej, gdzie nosorożce były popularnym elementem krajobrazu. Systematycznie traciły miejsce do życia, trafiały pod ostrzał walczących stron i padały z głodu – jedzenia brakowało nie tylko ludziom. Na chwilę obecną wszystkie nosorożcowate są niestety zagrożone wyginięciem.

Naukowcy zachowali materiał genetyczny Sudana, z którego mają nadzieję w przyszłości odtworzyć gatunek – swego rodzaju Park Jurajski, bez dinozaurów, ale z nosorożcami. Czy ma to sens, czy się powiedzie, możemy tylko spekulować.

Pamiętajmy o Sudanie
Tysiące innych gatunków stoi w obliczu wyginięcia. Nie powinny. Nie muszą. To my musimy i powinniśmy zrobić wszystko, aby je od tego losu uchronić. Rozwijać się w zgodzie z naturą, a nie jej kosztem. Parafrazując Lema, fragment kultowej Cyberiady, człowiek nie ustaje, póki nie przemieni rogu nosorożca w magiczny proszek czy dekorację, a planety w konsumpcyjny kombajn, gdyż dopiero ta planeta wybrukowana, skanalizowana i opustoszała wydaje mu się być dostatecznie przyzwoita. Ustać musi, jeśli nie dla Sudana, to dla tysięcy mu podobnych.


Źródło: AP News

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here