WYJĄTKOWO ZIMNY MAJ. O pogodzie, ale z fachem!

W dolinach rzek północno-zachodniej Kanady i zimnej ponoć Alaski temperatury sięgają 15 stopni, są więc wyższe niż w Polsce.

O tym, że zimni ogrodnicy i zimna Zośka to nic nadzwyczajnego, wiemy od wielu lat. Zawsze musimy być przygotowani, że w pierwszej połowie maja zrobi się zimno, pojawią się przymrozki. Tym razem jednak pogoda zapędziła się chyba trochę za daleko?

Było lato, ale się skończyło

Co się dzieje? Czemu jest tak cholernie zimno? Mieliśmy lato. Już na początku kwietnia chodziłem w T-shircie, bo temperatury sięgały 19-23 stopni Celsjusza. Jeszcze cieplej zrobiło się w trzeciej dekadzie miesiąca, temperatura 26 kwietnia u mnie na zachodzie Polski wzrosła do 27 stopni. To było prawdziwe lato, które bardzo szybko się skończyło. Pierwsza tegoroczna jesień  nadeszła wraz z początkiem maja. Temperatura spadła o ponad 10 stopni, a z północy napłynęło powietrze pochodzenia arktycznego. Czyli więc nic nadzwyczajnego? W sumie prawda, bo od wieku mamy sytuację, kiedy w pierwszej połowie maja może zrobić się na kilka dni zimno. Często dzieje się tak między 10 a 15 maja, stąd określenie zimni ogrodnicy: Pankracy, Bonifacy i Serwacy oraz zimna Zośka 15 maja.

Przyszło zimna z północy

Tyle tylko, że zimni ogrodnicy zadomowili się u nas na początku maja, i wciąż jest zimno. Rok temu było zupełnie inaczej, wszyscy to pamiętamy. Lato zaczęło się w kwietniu i ciągnęło się bez końca. Teraz mamy zimę lub przedzimie. W górach napadało dużo śniegu, spadł też w Zakopanem, a TOPR ogłosił drugi stopień zagrożenia lawinowego. Na Kasprowym Wierchu leży prawie półtora metra białej pokrywy, a temperatura nocami spada kilka stopni poniżej zera. Śnieg spadł także w innych miejscach, na przykład w Jeleniej Górze. Gdzie indziej znowu padał deszcz ze śniegiem, a do tego w wielu rejonach wieje nieprzyjemny wiatr.

W innych krajach jest podobnie, zimni ogrodnicy rozlali się po sporej części Europy. Tęga zima zawitała do Skandynawii, region ten oberwał najmocniej, bo znajduje się na pierwszej linii frontu. – Co się stało z latem? – pytają się Szwedzi po wyjątkowo zimnym minionym weekendzie. Na południu tego kraju zamiast 15 stopni jest tylko kilka powyżej zera. Podobnie było w Dani, gdzie tamtejsi meteorolodzy stwierdzili że jest najzimniej od czasów drugiej wojny światowej. We Frederiksberg odnotowano ledwie 0,8 stopni. Jeszcze jakby było mało zdziwieni niecodziennymi warunkami pogodowymi o tej porze roku mieszkańcy mogli zobaczyć, jak śnieg pokrywa zupełnie już zielone trawniki i otula liście na drzewach.

PORY ROKU
I znów staliśmy się niewiernymi Tomaszami

No i rzecz jasna wszyscy, którzy doświadczyli zimna, zobaczyli śnieg, zaczęli wątpić w to, czy globalne ocieplenie jest. Staliśmy się nawet złośliwi, rysując na pokrywającym szyby samochodowe szronie daty nadejścia zimy, której nie było w Święta. Niestety ocieplenie klimatu jest i to, co się ostatnio dzieje, to w dużym stopniu też wina globalnego ocieplenia.

Przyczyną są bardzo wysokie temperatury w Arktyce i rekordowo mała powierzchnia lodu na Oceanie Arktycznym. Kiedy temperatury są tam wysokie, spada różnica ich wartości między Arktyką a tropikami, przez co zwalnia prąd strumieniowy kształtujący naszą pogodę. Zmiany w jet streamie sprawiły, że zimno mogło bez przeszkód napłynąć nad terytorium naszego kraju. A to, że zimni ogrodnicy tak długo trzymają jest winą blokady cyrkulacji atmosferycznej – sytuacja w Arktyce jest zła i prąd strumieniowy nie chce tak łatwo puścić. Długoterminowe prognozy zakładają, że prąd strumieniowy będzie się powoli wycofywać. Do 20 maja trzeba się liczyć z tym, że temperatury będą spadać. Na wartości rzędu 25-26 stopni nie ma co liczyć. Ciepło zrobi się dopiero w drugiej połowie maja, a i tak nie ma żadnej gwarancji, że będziemy mieli stabilne, spokojne lato.

źródło: Wikipedia
Lato jest, ale nie u nas

Skoro już wspomnieliśmy temat globalnego ocieplenia, warto przyjrzeć się Arktyce i okolicznym regionom. Nad Oceanem Arktycznym jest średnio minus 8 stopni a powinno być około minus 16, jest więc dwukrotnie cieplej niż być powinno. Lód przedwcześnie zniknął z Morza Beringa, uprzykrzając życie tamtejszej faunie i rdzennym mieszkańcom Alaski. Teraz znika pokrycie lodowe z Morza Czukockiego – miesiąc wcześniej niż zwykle.

Bardzo szybko roztopił się lód na rzece Mackenzie w północnej Kanadzie, której ciepłe wody zaczynają teraz płynąć do Morza Beauforta i przyspieszą przez to topnienie lodu na tym akwenie. W dolinach rzek północno-zachodniej Kanady i Alaski temperatury sięgają 15 stopni, są więc wyższe niż w Polsce. Ale jeszcze cieplej jest w zachodniej Syberii, na Uralu, gdzie temperatury przekraczają 20 stopni. Na południowym Uralu – lato w pełni, temperatury sięgają nawet 31 stopni, pojawiły się już nawet pierwsze pożary tajgi. Na zachodzie Rosji przechodzą burze z piorunami. To właśnie jedna z nich prawdopodobnie przyczyniła się do katastrofy lotniczej na jednym z podmoskiewskich lotnisk.

Podobnie jest na wschodzie Syberii, nad brzegami wolnego już od lodu Morza Ochockiego, gdzie w obwodzie madagańskim temperatury sięgają 8 stopni na plusie, to jedno z najzimniejszych miejsc, gdzie zima uparcie trzyma nawet do czerwca. Nawet na zachodnim wybrzeżu Grenlandii, za kołem polarnym jest ostatnio cieplej niż w Warszawie. 4 maja temperatura tam wzrosła do 18 stopni, podczas gdy w tym samym czasie w Paryżu było 12 stopni, a w Rzymie nie więcej jak 16.

Nowe wzorce pogodowe

Takie historie będą się zdarzać. Będziemy mieli ekstrasilne zmiany, a ciepło nie będzie tu jedynym elementem gry. Ponieważ topi się lód w Arktyce, jest go coraz mniej, to takie zjawiska przestaną dziwić. Oczywiście tych, którzy wiedzą, o co chodzi. Niestety, w mediach niewiele się dowiemy, chyba że łapiący się za głowę dziennikarze zaproszą na wywiad klimatologów, którzy wyjaśnią zaistniałą sytuację.

A dziać się będzie. Ostatni raport Centrum Nauk Polarnych pokazuje, że maksymalna objętość lodu morskiego w Arktyce była trzecią najmniejszą w historii pomiarów. I to tylko dzięki temu, że zima była tam jako tako dobra. Lód szybko zaczął się rozrastać w połowie października, a listopad i grudzień na biegunie północnym były bardzo zimne jak na ostatnie lata. Patrząc jednak na to, co dzieje się teraz, to coraz większe jest prawdopodobieństwo, że w Arktyce dojdzie do rekordowego lub prawie rekordowego topnienia lodu. Mamy rekordowo małą powierzchnię czapy polarnej, i jest ona już mocno popękana. W wielu miejscach są kry lodowe.

Kiedy rekordowe topnienie będzie faktem, czeka nas mnóstwo mniej lub bardziej ciekawych atrakcji pogodowych. Ocean Arktyczny przyjmie dużą dawkę ciepła i modyfikacji ulegnie bilans energetyczny naszej planety.

Lubelska Gazeta codzienna z 9 maja 2019 r.

Hubert Bułgajewski
Publicysta REO. Wcześniej portali: naukaoklimacie.pl oraz ziemianarozdrozu.pl Ekspert ds. zmian klimatu. Autor bloga Arktyczny Lód.