Marcin Popkiewicz: Wydajmy te miliardy w Polsce

Odnawialne źródła energii są lepszą alternatywą niż atom.

Mój stosunek do atomu ewoluował. Ale zanim przejdę do energetyki atomowej, to powiem szerzej: mam świadomość tego, że jest to ostatnie stulecie dominacji paliw kopalnych. A co to oznacza? Otóż, paliwa kopalne zapewniają działanie całej cywilizacji. Jakby wyłączyć prąd, nie dowieźć paliwa na stację benzynową, to po tygodniu w miastach mielibyśmy prawdziwy Armagedon. Kto czytał powieść Marca Elsberga Blackout, w której jest opisane, jak w Europie przez dwa tygodnie nie ma prądu i zaczyna się chaos, przemoc i głód, ten wie, o czym mówię. Musimy mieć energię, żeby nam działało społeczeństwo.

No więc, co nastąpi po świecie paliw kopalnych? Jeżeli rację mają ci, którzy mówią, że paliwa kopalne są niezastąpione, to mamy przerąbane jako cywilizacja – fajnie sobie pożyliśmy przez ostatnie stulecie, ale wkrótce zgasną światła i wrócimy do średniowiecza. Nieprzyjemny scenariusz… Co zamiast paliw kopalnych? W zasadzie albo atom, albo OZE. Oba te źródła są poniekąd podobne, bo wymuszają konieczność elektryfikacji wszystkiego, co się da: transportu, ogrzewania i tak dalej.

Kiedyś, kiedy OZE były dużo droższe, atom wyglądał na rozsądną perspektywę, choć jest to technologia dwuznaczna – mająca swoje plusy, ale też poważne minusy. Ale kiedy ceny energii odnawialnej bardzo spadły i pojawiły się możliwości radykalnej poprawy efektywności energetycznej, okazało się, że system oparty w 100% na OZE da się zbudować i, co więcej, będzie to system kosztowo porównywalny z tym obecnym – a za chwilę może okazać się nawet tańszy.

Uważam, że OZE są lepszą alternatywą dla Polski niż atom, także z punktu widzenia czysto ekonomicznego. Gdy myślimy o atomie, to myślimy o wybudowaniu jednej, dwóch elektrowni, a to jest tak mała skala, że nie opłaca się budować kompetencji. To może się opłaca krajom, które mają wiele elektrowni jądrowych, jak Francja, Stany Zjednoczone, Chiny – tu warto budować kompetencje, żeby mieć wartość dodaną w całym łańcuchu wartości. Jak ma się dwie elektrownie, to już nie, po prostu całą tę technologię kupuje się w pudełku z zagranicy.

Świat musi zastąpić paliwa kopalne czymś innym. będzie to kosztować dziesiątki tysięcy miliardów dolarów. Ktoś te pieniądze wyda i komuś je zapłaci.

To oznacza, że 80% tych, powiedzmy, lekko licząc 100 miliardów złotych, które trzeba przeznaczyć na powstanie elektrowni jądrowej w Polsce, wyślemy do Francji czy do Japonii albo do Stanów, czy skąd tam byśmy kupili tę technologię. Więc jaki jest to biznes dla polskiej gospodarki? Ile miejsc pracy stworzymy? Bardzo mało – będzie paru pracowników w ośrodkach jądrowych, którzy na tym skorzystają. Sam bym pewnie należał do tej nielicznej grupy, bo jestem fizykiem jądrowym z wykształcenia.

Tymczasem, gdy rozwijamy OZE, to zostawiamy te pieniądze w Polsce – to są lokalne miejsca pracy i nowe firmy. Fajnym przykładem mogą być takie przedsiębiorstwa jak Pesa, Solaris, Newak, które kiedy kilka lat temu zaczęła się wymiana taboru w Polsce i które dzięki zwiększeniu zamówień rozwinęły skalę działalności, wypracowały innowacyjne produkty a teraz eksportują je na Europę i cały świat, są kołami zamachowymi polskiej gospodarki. Jak pomyślimy, że w sektorze OZE możemy mieć te same kompetencje: w sieciach inteligentnych, w domach zeroenergetycznych, w biogazowniach, w małych turbinach wiatrowych i tak dalej, to możemy mówić o stworzeniu setek tysięcy miejsc pracy – dużo więcej niż mamy obecnie w górnictwie. Jak pomyślimy, że świat nie ma alternatywy i musi odejść od paliw kopalnych i zastąpić je czymś innym – a będzie to kosztować dziesiątki tysięcy miliardów dolarów – to uświadamiamy sobie, że przecież ktoś te pieniądze wyda i komuś je zapłaci.

Jeżeli będziemy blokować w Polsce rozwój tych innowacyjnych sektorów, to będziemy płacić Amerykanom, Chińczykom, Niemcom, importować to wszystko i zgrzytać zębami, że to oni nam sprzedają. No kurczę, to głupota na własne życzenie, a przecież możemy stymulować rozwój tych dziedzin gospodarki i możemy mieć udział w tym wielkim światowym torcie nowej rewolucji energetycznej. I nawet jeśli nasz procentowy udział nie będzie wielki, bo nie wepchniemy się przed Amerykanów, Niemców i Chińczyków, to biorąc pod uwagę, że mówimy o torcie o rozmiarze dziesiątek tysięcy miliardów dolarów, to wciąż jeszcze warto się postarać, aby mieć na tym rynku swoje miejsce i być beneficjentem transformacji netto.

Marcin Popkiewicz
Pisarz, naukowiec, menedżer, tłumacz, wykładowca oraz autor setek artykułów dotyczących zmian klimatu i energii. Szef projektu Ziemia Na Rozdrożu i Koordynator Zespołu ds. Zmian Klimatu w Fundacji Nasza Ziemia. Prezes firmy informatycznej DS Software. Autor książek “Świat na rozdrożu” oraz “Rewolucja energetyczna. Ale po co?”.