📻 REO UJAWNIA: Seks w polskiej szkole

Krzysztof Garwatowski o tym, czego twoje dziecko może się nauczyć na lekcjach wychowania do życia w rodzinie

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Danuta Stachyra.

 



Zapłodnienia można uniknąć, oddając mocz po stosunku
– napisała aktorka Dominika Figurska w artykule na swojej stronie internetowej Dziecko i Figura. Wpis ten, nawet jeśli po fali krytyki został usunięty, dobrze oddaje poziom edukacji seksualnej w Polsce. I dotyczy to nie tylko młodzieży.

Żyjemy w Polsce w XXI wieku, ale do kwestii związanych z seksem ciągle mamy podejście jak w wiktoriańskiej Anglii. To temat tabu. W zasadzie nie wiadomo, kto miałby młodzież edukować w tym zakresie. Rodzice najchętniej zwaliliby sprawę na szkołę. Szkoła unika tematu jak ognia, bo sprawę powinni załatwić rodzice. W zalecanych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej programach lansowana jest linia, oparta na nauce Kościoła, kompletnie nieprzystająca do rzeczywistości. Trudno się dziwić, że wśród nastolatków (i nie tylko) króluje bzdurna wiedza, podobna do tej, jaką pochwaliła się aktorka o prawicowych poglądach.

Problem pogłębia postawa nauczycieli, którzy boją się o seksie rozmawiać. Tym bardziej że rodzice, zwłaszcza ci o konserwatywnym światopoglądzie, zwykle uważają, że z dziećmi o seksie w ogóle nie powinno się rozmawiać. – W podstawówce to są jeszcze dzieciaczki. Taką wiedzę trzeba im dawkować – stwierdziła w wypowiedzi dla Gazety Szczecińskiej Małgorzata Lewandowska, wicedyrektorka Szkoły Podstawowej nr 17 w Koszalinie. – Zaczynając zajęcia z wychowania do życia w rodzinie – bo tak się nazywa ten przedmiot – od zagadnień dotyczących seksu i antykoncepcji, moglibyśmy tylko do nich zniechęcić. Przestraszyć dzieci i zbulwersować rodziców, którzy muszą wyrazić pisemną zgodę na uczestnictwo swoich pociech w takich lekcjach.

Jednak zdaniem seksuologa profesora Zbigniewa Izdebskiego, który od lat regularnie bada seksualność Polaków, jest dokładnie na odwrót. – Dobra edukacja seksualna faktycznie opóźnia wiek inicjacji seksualnej – powiedział w rozmowie z Newsweekiem. Zdaniem badacza postawa strażników moralności, chcących ograniczać za wszelką cenę edukację seksualną, przynosi skutek odwrotny do zamierzonego.

Najlepszym sposobem na zapobieganie ciąży jest gorąca kąpiel w wodzie z octem po stosunku. Albo połknięcie dwóch tabletek aspiryny. Pojawiają się też teorie o płukaniu pochwy colą albo zapewnienia, że za pierwszym razem nie można zajść w ciążę, bo przed zapłodnieniem chroni błona dziewicza. To mała próbka wiedzy nastolatek i nastolatków o seksie. Szokujące? Być może, ale trudno się dziwić, skoro Ministerstwo Edukacji Narodowej zaleca szkołom korzystanie z programów edukacyjnych przygotowanych przez firmę Lechaaa Consulting Sp. z o.o. z Lublina. Zalecenia znalazły się na stronach kuratoriów.

Zajęcia prowadzone będą przez przeszkolonych tutorów, którzy zostaną wyłonieni spośród nauczycieli szkół. W wyniku przeprowadzonego postępowania konkursowego ogłoszonego przez Ministra Zdrowia, w ramach Narodowego Programu Zdrowia na lata 2016-2020, firma Lechaa Consulting Sp. z o.o. została wyłoniona jako realizator tego zadania pn.Prowadzenie edukacji zdrowotnej i działalności informacyjnej i profilaktycznej dotyczącej czynników endo i egzogennych mających wpływ na zdrowie prokreacyjne kobiet i mężczyzn, przeciwdziałanie skutkom seksualizacji dzieci i młodzieży, zachowań ryzykownych, uzależnień behawioralnych, uzależnień od substancji psychoaktywnych oraz kształtowanie postaw sprzyjających zachowaniom prozdrowotnym”, realizowanego w ramach 6 celu operacyjnego pt. Poprawa zdrowia prokreacyjnego – napisała Małgorzata Rauch, Podkarpacka Kurator Oświaty. Za kwotę 9,5 miliona złotych (z Narodowego Programu Zdrowia) firma przygotowała platformę edukacyjną, na której zamieszczone zostały materiały szkoleniowe. Wśród nich filmy, w których znalazły się między innymi takie stwierdzenia:

  • Unikaj ryzykownych sytuacji – nie stosuj antykoncepcji. Antykoncepcja: blokuje owulację i może mieć wpływ na późniejsze próby zajścia w ciążę, zwiększa ryzyko raka piersi i mogą ją stosować tylko zdrowe kobiety.
  • Stosowanie prezerwatyw podnosi ryzyko zakażenia chorobami przenoszonymi drogą płciową. Nonixinol – substancja składowa prezerwatyw – uszkadza nabłonek, który jest naturalną ochroną człowieka. Nonixinol wchłaniany w dużych dawkach jest toksyczny dla organizmu i może mieć zły wpływ ogólnoustrojowy.
  • Środki barierowe są niezbyt skuteczne. Bardzo ważna jest dbałość o sprawny układ odpornościowy. Pomaga właściwa suplementacja witaminy C i D3.
  • Antykoncepcja hormonalna ma negatywne skutki psychospołeczne. Pacjentki, które raz nie przyjmą tabletki odczuwają zaniepokojenie. Wpływa ona też negatywnie na relacje partnerskie i pracę zawodową. Ma też wpływ na trwałość związków – od kiedy wprowadzono antykoncepcję hormonalną znacznie zwiększyła się ilość rozwodów.
  • Łatwy dostęp do antykoncepcji powoduje ciągłą gotowość seksualną i wpływa na zwiększone ryzyko przenoszenia chorób drogą płciową. [Badania, np. w USA, wskazują, że jest raczej na odwrót].
  • Wczesny kontakt płciowy może prowadzić do zranień psychicznych, które w dalszym rozwoju mogą być przyczyną depresji i samobójstw.

To tylko część absurdalnych, sprzecznych ze stanem wiedzy fragmentów filmów edukacyjnych.

Dodajmy do tego sporo seksizmu, homofobii i generalnie straszenie seksem i zalecanie celibatu, a mamy pełny obraz tego, co uczniom funduje MEN.

Fala krytyki na szczęście sprawiła, że firma Lechaa szybko usunęła filmy ze swojej strony. I bardzo dobrze. Tylko dlaczego cały ten cyrk kosztował nas wszystkich 9,5 miliona złotych?

Sprawa jest na tyle poważna, że nie można przejść nad nią do porządku dziennego. Świadczą o tym wyniki raportu Sprawdzian (z)WDŻ, czyli jak wygląda edukacja seksualna w polskich szkołach, opracowanego w 2014 roku przez Ponton – Grupę Edukatorów Seksualnych przy Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Obraz, jaki wyłania się z obszernego opracowania, jest zatrważający.

W badaniu wzięły udział osoby w wieku 11-30 lat. Aż 89% stwierdziło, że zajęcia z edukacji seksualnej w szkołach są potrzebne. 86% badanych miało w szkole zapewniony dostęp do zajęć wychowania do życia w rodzinie (inną kwestią jest, czy można je uznać za równoznaczne z edukacją seksualną). Co ciekawe, liczba badanych, którzy uczęszczali na te zajęcia, spada wraz z przechodzeniem na wyższy stopień edukacji. Najwięcej osób uczęszcza na WdŻ w szkole podstawowej (94%), nieco mniej w gimnazjum (91%). Największy spadek odnotowaliśmy na etapie szkoły ponadgimnazjalnej – w zajęciach bierze udział jedynie 70% uczniów i uczennic – czytamy w raporcie. Głównym powodem rezygnacji z zajęć była nuda. Badani wprost twierdzili, że więcej można dowiedzieć się z internetu niż z lekcji.

Lekcje najczęściej odbywają się w formie wykładu lub prezentacji filmów. Wymiana poglądów, dyskusja miała miejsce tylko w 44% przypadków. Badani podkreślali, że zajęcia nie było dobrze prowadzone. Oto niektóre opinie:

  • W tym wieku lekcje powinny dotyczyć orientacji seksualnej, masturbacji, pornografii, antykoncepcji, różnic między ciałem jednej osoby tej samej płci od drugiej (wiemy, czym się różni penis od waginy, ale nie wiadomo, że każda wagina i każdy penis jest inny). Obraz jest zachwiany przez obrazy pornograficzne.
  • Mnie odpychały i zrażały przestarzałe filmy, Niemy krzyk kompletnie mnie przeraził nie mówiąc już o pogadankach na temat chorób wenerycznych – wszelkie plansze i zdjęcia.

Aż co trzecia osoba uważała, że zajęcia wprowadzane były za późno.

  • Nauczycielka w podstawówce prezentowała zdrową postawę, odpowiadała na pytania, nie bała się przywoływać przykładów ze swojego życia. W gimnazjum była to propaganda kościelna, która nie wyrażała zgody na jakąkolwiek dyskusję czy sprzeciw wobec prezentowanych przykładów. W podstawówce operowano wiedzą naukową i osobistą, w gimnazjum zaś propagandą.
  • W szkole podstawowej: seks, seksualność są związane z rodziną i szczęśliwymi dziećmi, w gimnazjum oparte na poglądach katolickich, a w liceum na światopoglądzie pani prowadzącej, który polegał na postrzeganiu płci żeńskiej jako gorszej, która musi być podległa płci męskiej.

Badani podkreślali, że zajęcia często prowadzone były przez osoby do tego kompletnie nieprzygotowane. Do tego fatalne, powielające stereotypy podręczniki. Nierzadko uczniowie dowiadywali się na lekcjach tak skandalicznych rzeczy, jak: dziewczyny muszą dbać o wygląd i być skromne, inaczej mogą zostać prostytutkami (szczególnie, jeżeli zaczęły wcześnie inicjację seksualną, przed małżeństwem), natomiast chłopcy muszą dbać o rozwój intelektualny, a każde nieodpowiednie zachowanie w stosunku do płci przeciwnej może być usprawiedliwiane, gdyż „to leży w ich naturze”, czyli wprost utrwalających w świadomości seksistowską kulturę gwałtu.

Lista głupot opowiadanych uczniom na lekcjach jest bardzo długa, a lektura raportu Pontonu przytłaczająca. Wyłania się z niej obraz szkoły prowadzącej działania antyedukacyjne w zakresie wychowania seksualnego. Zwracam uwagę, że raport ten powstał w 2014 roku, zatem jeszcze za poprzedniej, liberalniejszej nieco w kwestiach światopoglądowych ekipy rządzącej. Nowszych badań nie ma, ale nie sądzę, żeby nastąpiła jakaś zmiana na lepsze. Raczej przeciwnie.

Czy można się zatem dziwić, że nastolatki powtarzają bzdury? Czy można mieć do nich pretensje?

Głównym źródłem wiedzy o seksie jest dla młodych ludzi internet i koledzy/koleżanki.

Znalezienie informacji o życiu seksualnym w sieci jest łatwe, ale nastolatki nie są w stanie ocenić, która strona podaje rzetelną wiedzę, a która kolportuje bzdury.

Do tego dochodzi bardzo łatwy dostęp do internetowych stron z pornografią. Niestety, rodzice nie zawsze stosują blokady na telefonach i komputerach swoich pociech, o sprawdzaniu historii przeglądarki nie wspominając. Jedyna weryfikacja wieku osób wchodzących na internetowe strony z pornografią to deklaracja internauty. Zatem osoba niepełnoletnia bez problemu może dotrzeć do treści pornograficznych. Inaczej niż w przypadku czasopism lub filmów sprzedawanych w sex shopach i kioskach. W tym przypadku młody kupujący musi stanąć twarzą w twarz ze sprzedawcą i pokonać wstyd, a po drugie, sprzedawca ma obowiązek odmówić sprzedaży czasopisma lub płyty DVD osobie niepełnoletniej. Jeśli tego nie zrobi, popełnia przestępstwo z artykułu 202 kodeksu karnego. W internecie tej bariery nie ma. Kilka kliknięć i możemy oglądać, co chcemy.

Tyle tylko, że pornografia to nie życie seksualne człowieka i nie dowiemy się z niej o antykoncepcji, zapobieganiu niechcianej ciąży, chorobach przenoszonych drogą płciową lub o uczuciach. Nawet jako materiał szkoleniowy z zakresu technik seksualnych nadaje się średnio, bo przecież nie pokazuje seksu takiego, jaki jest obecny na co dzień w sypialniach ludzi na całym świecie.

Smutne jest to, że

nie widać w polskich elitach chęci zmiany tego stanu rzeczy.

Skrajnie konserwatywny światopogląd obecnych rządzących to jedna strona medalu. Druga to obawa przed krytyką ze strony kościelnych hierarchów czy naruszenia narodowego tabu, ale również konserwatyzm światopoglądowy większości obecnej opozycji. Politycy, a koniec końców to oni kształtują programy edukacyjne, kiedy są przy władzy, nie chcą, a może bardziej nie widzą potrzeby naruszania obecnego stanu rzeczy. Z przykrością stwierdzam, że nie widzę szans na zmianę w tym zakresie w dającej się przewidzieć przyszłości. Bez względu na to, kto za rok wygra wybory parlamentarne.


Tytuł Bzdury Tygodnia zdobywają ex aequo posłanka Małgorzata Zwiercan – za postulat zmiany wyglądu znaków akcyzy, ponieważ umieszczony na nich wizerunek polskiego godła, po opróżnieniu paczki papierosów czy otwarciu butelki z wódką, ląduje w koszu, a to go znieważa; oraz eksgwiazdor Tańca z Gwiazdami i lider Młodzieży Wszechpolskiej Krzysztof Bosak i jego wiedza na temat zjawiska homoseksualizmu, czerpana z książek wydawanych przez Frondę (nominacja Doroty Małgorzaty Zielińskiej).

A za tydzień zajmiemy się Newsweekiem i rozpowszechnianymi przez niego pseudonaukowymi bzdurami na temat globalnego ocieplenia (temat podesłany przez Adama Błażowskiego).



REO POLECA

Renata Dancewicz: Słowo na W

 

Krzysztof Garwatowski
Rocznik 1967. Eksharcerz, eksnauczyciel, obecnie dyrektor programowy w wydawnictwie Pink Press. Aktywnie działa w społeczności lokalnej na warszawskiej Białołęce. Wyznawca nauki i wielbiciel science-fiction.