Hubert Bułgajewski: Podzielmy się… wodą

Woda cenniejsza od złota? Tylko od nas zależy, czy tak się stanie.

fot. Pixabay

Zmiana klimatu, przeludnienie i nasze nawyki żywieniowe to główne problemy wieszczące poważny kryzys wodny. Na szczęście są rozwiązania, dzięki którym ludzkość wciąż będzie mieć dostęp do wody. Na szczęście są nie aż tak trudne do zrealizowania.

Woda, czyli życie zagrożone
Bez niej człowiek może przeżyć tylko trzy-cztery dni, jako że od wody zależy funkcjonowanie ludzkiego organizmu (stanowi ona 2/3 naszej wagi). Jest też przede wszystkim podstawą istnienia roślinności na Ziemi – rośliny pobierają ją, wykorzystując do procesów fizjologicznych: wzrostu, owocowania i wydania nasion. Dzięki wodzie możliwa jest ich uprawa i, w konsekwencji, również hodowla zwierząt.

Dostęp do niej miał – i nadal ma – istotny wpływ na rozmieszczenie ludności na świecie. Dawne cywilizacje – np. Egipt faraonów i Babilonia w Mezopotamii – powstawały i rozwijały się nad rzekami. Tak też umiejscawiano polskie grody, a później wyrastające z nich średniowieczne miasta: Kraków, Warszawę czy Wrocław. Wszystko po to, by człowiek miał wodę pod ręką.

Dziś dostępność do niej stanowi poważny problem. Jego głównymi przyczynami są ocieplający się klimat i wzrost światowej populacji, przekładający się na wzrost zapotrzebowania na wodę. W grę wchodzi także wiele innych czynników, których cechą wspólną jest umiejętność, a raczej brak umiejętności gospodarowania zasobami wodnymi. Stąd rozmaite scenariusze, które rysują ponure – w różnym stopniu – perspektywy dla dalszego istnienia ludzkiej cywilizacji.

Rzucamy palenie
Klimatolodzy przewidują, co zresztą już się potwierdza, że wiele państw i regionów będzie miało ograniczony dostęp do wody, a nawet może całkowicie go stracić. Wszystko zależy od tego, jak będzie postępować globalne ocieplenie.

Przesuwanie się stref klimatycznych, wynikające ze zmiany klimatu, oznacza zmianę wzorców opadowych – w wielu miejscach będzie notowana malejąca ilość opadów. Inny problem to parowanie wody z racji coraz wyższych temperatur. Skutkiem tego zjawiska jest przyspieszona ucieczka wody z gleb i wód powierzchniowych do atmosfery, kiedy nie występują opady.

Do tego dochodzi skażenie wód gruntowych wodą morską z powodu działania silniejszych huraganów (wdzierające się w ląd wysokie fale) oraz wzrostu poziomu oceanów (woda morska dostaje się do wód gruntowych). Ten problem już teraz jest widoczny w krajach nisko położonych, jak Bangladesz.

By zlikwidować ponure scenariusze zakładające utratę dostępu do wody, przede wszystkim muszą zostać podjęte działania na rzecz redukcji emisji gazów cieplarnianych. Paryskie Porozumienie Klimatyczne niewiele tu pomoże. Spalanie paliw kopalnych powinno zostać – najlepiej – w ogóle wyeliminowane jeszcze w pierwszej połowie tego wieku lub na początku drugiej połowy. Świat cieplejszy o 2 stopnie C względem ery przedprzemysłowej z pewnością będzie lepszy niż świat cieplejszy o 4 stopnie C.

Dzielimy się wodą
Problem z ocieplającym się klimatem jest też taki, że tak naprawdę nie do końca wiadomo, jakie będą skutki wzrostu temperatur. Żaden naukowiec nie powie, że globalne ocieplenie spowoduje utratę dostępu do wody w każdym miejscu na Ziemi. W wielu regionach, np. w północnej Europie, na Syberii i w Kanadzie, będą się utrzymywać większe opady deszczu. Dlatego też tak ważna jest rzetelna współpraca międzynarodowa w celu dystrybucji wody.

W tej kwestii został opracowany na zlecenie Banku Światowego i ONZ raport Międzynarodowa ocena wpływu nauk i technologii rolniczych na rozwój (IAASTD). Duże zasoby wody idą na produkcję żywnościna całym świecie rolnictwo zużywa średnio 70% (na południu Europy to 60%). Dlatego raport IAASTD zwraca uwagę na zrównoważone ich wykorzystanie i umiejętne gospodarowanie nimi, uwzględniające wszystkich ludzi i zapewniające im także niezbędne prawa do utrzymania dostępu do wody. IAASTD nie wyklucza, że ​​ubogie w wodę regiony Afryki i Azji będą musiały importować produkty żywnościowe z rejonów o dużych zasobach wodnych.

Dziś woda zawarta w uprawach rolnych jest importowana z krajów rozwijających się, głównie jako pasza dla zwierząt do produkcji mięsa w krajach uprzemysłowionych. Wiele silnych gospodarczo państw bez skrupułów wykorzystuje kraje afrykańskie do produkcji żywności, wykupując na własność ich tereny rolnicze. Robią tak głównie Chiny, co negatywnie odbija się na rdzennej ludności żyjącej z uprawy roli. A przecież bogate państwa, gdyby tylko chciały, mogłyby produkować żywność u siebie, a nie importować ją w takiej czy innej formie.

Rozmnażamy się z głową
Samo globalne ocieplenie nie stanowiłoby wielkiego problemu, nawet przy jeszcze większym wzroście temperatury, gdyby nie wielkość ludzkiej populacji. Liczba ludności na świecie przyrasta o około 80 milionów rocznie. Jeszcze na początku lat 90. XX wieku na Ziemi żyło nieco ponad 5 miliardów ludzi, teraz to ponad 7,2 miliarda, a i liczba ta wciąż rośnie. Oznacza to większe zapotrzebowanie na żywność i – w konsekwencji – na wodę (zwraca na to uwagę m.in. Program Środowiskowy ONZ).

Spadek liczby ludności do 2-3 miliardów rozwiązałoby problem z zasobami wodnymi i równocześnie z głodem i niedożywieniem, nękającymi coraz bardziej kraje Trzeciego Świata. Alan Weisman w książce Odliczanie* wyjaśnia, że jedynie rozwiązania systemowe, zmiany w głęboko zakorzenionej w społeczeństwie kulturze mogą odnieść skutek w rozwiązaniu problemu przeludnienia Ziemi. Wprowadzenie edukacji seksualnej i antykoncepcji to jedyna droga, jeśli nie chcemy – by jak to określa Weisman – zrobiła to za nas planeta. Jednocześnie kontrolowany spadek liczby ludności ułatwiłby rozwiązanie problemu właśnie z globalnym ociepleniem.

Łatwiej powiedzieć, niż zrobić, bo kontrola urodzeń w tradycjonalistycznych i często też teokratycznych państwach to ogromne wyzwanie. A to kluczowe poza redukcją spalania paliw kopalnych rozwiązanie, które zapewni światu bezpieczeństwo wodne i tym samym żywnościowe.

Jemy mniej mięsa
Setki milionów ludzi w krajach Trzeciego Świata ma mocno ograniczony dostęp do higieny ciała. Problem sprowadza się do rolnictwa – a dokładnie do tego, jak wygląda nasza dieta. Liczby mówią same za siebie. Do wyprodukowania bochenka chleba trzeba zużyć 462 litry wody. Mało, bo do wyprodukowania kilograma mięsa drobiowego potrzeba jej aż 4330 litrów. Tak lubiana w Europie wieprzowina i wołowina? Odpowiednio: niemal 6 tysięcy litrów i 14,5 tysiąca litrów. To ludzie Zachodu zużywają najwięcej wody, a nie przeludniona Afryka.

Wystarczy zmienić nawyki i zapotrzebowanie na wodę mocno spadnie, zwłaszcza że ludzki układ trawienny nie jest tak naprawdę przystosowany do trawienia mięsa. Jednocześnie pozbylibyśmy się problemów etycznych związanych z ubojem zwierząt. A i uniknęlibyśmy kłopotów zdrowotnych, jakie wynikają z mięsnego jadłospisu.

Ponadto nie tylko transport i energetyka, lecz także rolnictwo przyczynia się do emisji gazów cieplarnianych, dwutlenku węgla i silniejszego od niego gazu cieplarnianego – metanu. Czyli zmiana diety pomaga rozwiązać też problem ocieplającego się klimatu. Mniej mięsa w menu wyjdzie więc wszystkim na zdrowie: planecie, światu i każdemu z nas.


 

*Alan Weisman, „Odliczanie”, wyd. Sonia Draga, Katowice 2014

 

Hubert Bułgajewski
Publicysta REO. Wcześniej portali: naukaoklimacie.pl oraz ziemianarozdrozu.pl Ekspert ds. zmian klimatu. Autor bloga Arktyczny Lód.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here