📻 MALOWNICZE ELEKTROWNIE WODNE: miejsca magiczne i źródła zielonej energii

O szansach rozwoju małych elektrowni wodnych opowiada Ewa Malicka.

AUDIO REO. Posłuchaj nagranego artykułu. Czyta Danuta Stachyra. 18’34”

Energetyka wodna to setki niewielkich instalacji, które nie szkodzą środowisku w większym stopniu niż młyńskie koło. Są odnawialnymi, a jednak stabilnymi producentami energii, zapewniającymi całodobową ciągłość dostaw i mogłyby pełnić ważną rolę w rozwoju energetyki rozproszonej, pomyślanej jako sieć małych elektrowni, będącej źródłem prądu dla lokalnej społeczności.

Dlatego zapytałem Ewę Malicką, Prezeskę Towarzystwa Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych, o miejsce tych instalacji w polskiej energetyce.

Paweł Sito: Dlaczego energetyka wodna mogłaby się opłacać?

Ewa Malicka: Ponieważ wypełnia kilka ważnych ról. Po pierwsze, oczywiście, elektrownie wodne wytwarzają energię. Jest to energia pozyskiwana ze źródeł odnawialnych, a więc pomaga wywiązać się Polsce z 15% udziału OZE w miksie energetycznym, który to cel zobowiązaliśmy się osiągnąć do 2020 roku. Nie truje, nie rujnuje środowiska, a dzięki –  wciąż unowocześnianym – metodom neutralizacji wpływu małych elektrowni wodnych (MEW) na faunę wodną, nie ingeruje zbytnio w życie rzeki. Za to pobiera z niej to, co bez instalacji zmarnowałoby się, czyli energię pierwotną.

Ale spełnia także inne funkcje, ważne dla gospodarki wodnej. Państwo dzięki istnieniu MEW oszczędza, bo pokrywamy część kosztów utrzymania wód. Poza tym elektrownie wodne sprzyjają zwiększeniu retencji, która akurat w Polsce jest bardzo potrzebna do wspomagania ochrony przeciwpowodziowej i przeciwdziałania skutkom suszy. Dodać należy, że w porównaniu z innymi zielonymi instalacjami MEW są długowieczne i – z uwzględnieniem ograniczeń wynikających z czynników naturalnych – stabilne. Tak więc elektrownie wodne pomnażają możliwości wynikające z przepływu rzek.

W jakim kierunku idą zmiany przepisów. W różnych sektorach OZE wygląda to inaczej, jak oceniasz państwowe regulacje ostatnich lat wobec waszej sub-branży?

Tu nie ma jednoznacznej odpowiedzi, na szczęście także jednoznacznie złej. Od połowy ubiegłego roku małe elektrownie wodne o mocy do 1 MW mogą korzystać z systemu stałych cen (FIT) lub gwarantowanych premii (FIP). I to jest świetne rozwiązanie, o które Towarzystwo Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych zabiegało od długiego czasu. Mogą z niego korzystać nowe instalacje, ale przepisy pozwoliły również zmigrować do FIT i FIP wytwórcom korzystającym do tej pory ze zrujnowanego systemu zielonych certyfikatów lub z niezwykle restrykcyjnego systemu aukcyjnego. Wprowadzenie gwarantowanych cen i premii uchroniło wielu wytwórców w MEW od bankructwa. W tej chwili korzysta z nich już ponad 300 małych hydroelektrowni.

Problemem są jednak stale zmieniające się zasady gry czyli ciągłe zmiany przepisów, nie zawsze na lepsze. Dlatego choć system FIT i FIP jest dobry i bezpieczny, to jednak inwestorzy podchodzą do kolejnych projektów z ostrożnością. Problemem jest również to, że nie wiemy jak długo będzie można do niego zgłaszać nowe projekty. Na razie wiadomo, że można do niego przystępować z inwestycjami do końca czerwca 2021 roku. Aby uzyskać zaświadczenie o możliwości skorzystania z nowego wsparcia inwestycja musi być gotowa do budowy (wymagane jest uzyskanie pozwolenia na budowę), a dojście do takiego etapu przy inwestycji w MEW jest zazwyczaj długotrwałe i dość kosztowne. Dlatego, aby mogły powstawać nowe źródła potrzebna byłaby trochę dłuższa perspektywa.

Obecnie w Polsce pracuje 765 elektrowni wodnych o łącznej mocy 979 MW. Wytwarzają one ponad 2 tysiące GWh energii elektrycznej każdego roku.

Więcej o tym rynku można przeczytać w Twoim artykule dla REO. Ale nie znalazłem tam odpowiedzi na – nomen omen – nurtujące mnie pytanie. Zaspokój proszę ciekawość ewentualnych chętnych do wejścia w ten, jakże malowniczy, biznes: Czy to się opłaca?  

To trudne pytanie, bo każdy projekt jest inny i jedne będą się opłacać, a inne nie. Opłacalność zależeć będzie od parametrów lokalizacji, czyli wysokości piętrzenia i ilości płynącej wody. Na wielkość nakładów inwestycyjnych wpływać będzie przede wszystkim kwestia czy projekt wymaga budowy, przebudowy lub odbudowy jazu piętrzącego wodę czy też jest realizowany przy istniejącym jazie, który nie wymaga dużych nakładów, aby poprawić jego stan techniczny i/lub dostosować go do celów produkcji energii. Innym elementem inwestycji hydroenergetycznej, który może znacznie podrożyć projekt jest budowa przepławki dla ryb. Z każdego jednak powodu wiemy, że to warunek sine qua non w zdecydowanej większości wypadków by instalcja funkcjonowała bez problemów i nie przynosząc problemów. Najkrócej mówiąc: zielona energetyka musi być w symbiozie z przyrodą i kropka.

Koszty tej budowy będą zależały wyłącznie od charakteru cieku wodnego i wymogów środowiskowych określających jego potrzeby w zakresie przywrócenia drożności dla organizmów wodnych. Należy przy tym zauważyć, że wskutek tego, inwestycje bardziej kosztowne generują często więcej korzyści, znacznie wykraczających poza produkcję zielonej energii, a polegających na poprawie bilansu wodnego czy odbudowie kanałów migracyjnych dla ryb. Na wysokość nakładów inwestycyjnych wpływa również odległość lokalizacji od linii elektroenergetycznej do jakiej można się będzie podłączyć. Podsumowując, w hydroenergetyce nie jest możliwe stosowanie rozwiązań modułowych, a zakres i koszty inwestycji są ściśle związane ze specyfiką lokalizacji.

Druga rzecz to koszty operacyjne. One także wynikają nie tylko z samej produkcji energii, ale z funkcjonowania MEW jako elementu gospodarki wodnej. Wprowadzenie w ubiegłym roku nowej ustawy Prawo wodne i realizacja przez Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie nowych zasad partycypacji użytkowników wód w kosztach utrzymania wód i urządzeń wodnych spowodowały obserwowany od 2018 roku wzrost kosztów operacyjnych elektrowni wodnych. W aktualizowanych lub nowo zawieranych umowach dotyczących dzierżawy obiektów piętrzących oraz partycypacji w kosztach utrzymania wód i urządzeń wodnych, stawki opłat do jakich zobowiązani są właściciele elektrowni wodnych wzrosły z dotychczasowego poziomu około 5-7 procent wartości przychodów uzyskiwanych z tytułu wytwarzania energii w elektrowni wodnej do około 8-13 procent.

Ponadto, nowe Prawo wodne wprowadziło zasadę udostępniania stopni piętrzących w trybie przetargowym, w którym zaproponowana stawka opłaty dzierżawnej będzie miała zapewne charakter rozstrzygający. W przypadkach konkursów na dzierżawę stopni wodnych przeprowadzanych do tej pory, wygranie przetargu wymagało często zaproponowania stawek opłat za dzierżawę kilkakrotnie wyższych od stosowanych w umowach zawieranych dla budowli piętrzących udostępnianych w trybie bezprzetargowym. Oznacza to, że w przypadku nowych projektów stawki opłat mogą być o wiele wyższe niż wspomniane 8-13 procent. Doszły też opłaty za zwrotny (!) pobór wody do celów elektrowni wodnych. Jak widać – sporo tych obciążeń. A niektóre z nich – umówmy się – są kompletnie irracjonalne.

A druga strona medalu, to cena sprzedaży energii. A tu należy mieć świadomość, że rynek energii jest rynkiem regulowanym. Inwestor OZE otrzymuje cenę, jaką wyznaczają mechanizmy wsparcia, nie ma możliwości samodzielnego obniżania jej czy podnoszenia. Dlatego jedne inwestycje będą się opłacać, a inne nie.

Czy rok 2020, w którym Polska będzie musiała spełnić unijne normy udziału OZE w energetyce krajowej jest wyczekiwaną przez was datą?

Na ten rok czekamy z wielkim niepokojem, bo dla bardzo wielu elektrowni wodnych – uruchomionych przed 2005 rokiem (dotyczy to ponad połowy wszystkich MEW w Polsce) – skończy się wówczas 15-letni okres wsparcia, znikną wtedy jakiekolwiek finansowe dodatki. Ale zniknie również prawo obowiązkowego zakupu energii z tych źródeł przez sprzedawcę zobowiązanego. Może się okazać, że w roku 2020, który będzie powodem do świętowania dla przyjaciół OZE, jeden z filarów rynku czystej energii – energetyka wodna – bez jakiegokolwiek wsparcia operacyjnego rozpocznie proces upadku…

Wracam do pytania o opłacalność przedsięwzięcia. Ile lat potrzeba, by inwestycja w małą elektrownię wodną mogła się zwrócić, żeby przedsiębiorca nie musiał się martwić o zapomogi, certyfikaty itp.?

Jak wiesz specyfika tej branży jest taka, że trudno mówić o takiej sytuacji. Nowe wymogi związane z dostosowywaniem MEW do wymogów ochrony środowiska są nieustannie zmieniane, czasem obowiązek zbudowania przepławki dla ryb pojawia się w trakcie eksploatacji elektrowni. Poza tym, jak już wspomniałam, mamy różne obowiązki związane z utrzymaniem stopni wodnych i odcinków rzeki, na których instalacje funkcjonują, co pochłania spore koszty. Aby elektrownia wodna mogła działać wiele lat, wymaga ciągłych nakładów na jej utrzymanie w dobrym stanie technicznym  – nie można mówić o tym, że po amortyzacji, że się tak wyrażę, z nurtem rzeki spływają już tylko zyski dla inwestora.

To jakiś dziwny ten kapitalizm, skoro nie obędziecie się bez subwencji, że zadam prowokacyjnie pytanie.  

Energetyka to nie jest system kapitalistyczny, w sensie wolnego rynku. Proszę zauważyć, że naszym głównym ograniczeniem jest to, że poza systemem wsparcia mamy możliwość sprzedaży wytworzonej energii wyłącznie po  cenach hurtowych. Jest kierunek alternatywny – sprzedaży energii elektrycznej bezpośrednio do odbiorców końcowych. W tej sprawie Polska jest jednak mocno w tyle, skoro nie da się sprzedać prądu sąsiadowi zza płotu, nie mówiąc o rozwiązaniach na większą skalę. Jesteśmy zdecydowanymi orędownikami energetyki rozproszonej, sprzedaży energii w skali lokalnej bez nadmiernych kosztów przesyłu i dystrybucji.  Przedsiębiorcy mogliby postawić wtedy własną linię np. do lokalnej fabryki czy osiedla. Jak dotąd przepisy na to nie pozwalają.

Rząd pragnie megaregulacji rzek. Miłośnicy przyrody i krajobrazów są straszeni od pierwszego dnia kadencji tego parlamentu. Co Towarzystwo Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych sądzi na ten temat? Domyślam się, że to ułatwi funkcjonowanie przedsiębiorcom tej branży?

To zdecydowanie najpiękniejsze instalacje OZE i bylibyśmy ostatnimi, którzy takie skojarzenia społeczne chcieli by zburzyć. Nasze instalacje to w głównej mierze źródła budowane w oparciu o istniejące spiętrzenia, np. w miejscach, gdzie dawniej funkcjonowały młyny i staramy się, by ingerencja w środowisko i krajobraz była jak najmniejsza. Uważamy, że rzeki można i trzeba wykorzystywać gospodarczo, pamiętając jednocześnie o ochronie środowiska. Wszelkie pomysły dotyczące rzek muszą być też zgodne z Ramową Dyrektywą Wodną. Plany rządu będą musiały przejść próbę określenia ich zgodności z tą dość rygorystyczną unijną regulacją, także poprzez zbadanie wpływu planowanych inwestycji na poszczególne partie rzek.

Na koniec: z czego wynika taka dysproporcja w wolumenie energii płynącej nomen omen ze źródeł wodnych w Polsce w porównaniu z krajami usytuowanymi bardziej na północ naszego kontynentu?    

Nie ma na to pytanie króciutkiej odpowiedzi, pozwól że zrobię to w kilku punktach:
1W porównaniu z innymi krajami Europy zasoby wodne Polski są niewielkie. Określa się je między innymi za pomocą współczynnika dostępności wody. W Polsce wynosi on około 1 600 m3 na mieszkańca/rok. Jest to wartość bardzo niska, bowiem średni współczynnik dostępności wody dla Europy wynosi około 4 500 m3, a dla całego świata średnio prawie 6 000 m3. W Polsce stan ten wynika z czynników atmosferycznych: ze stosunkowo niskiego poziomu opadów a jednocześnie z wysokiego wskaźnika parowania. Na wskazane wyżej czynniki nie mamy wpływu, jednak można zapobiegać zaostrzaniu się deficytów wody poprzez odpowiednie gospodarowanie jej zasobami. Polega ono między innymi na magazynowaniu wody w zbiornikach retencyjnych oraz jak najdłuższym jej przetrzymywaniu w górnych odcinkach rzek i maksymalnym spowalnianiu jej spływu, do czego oczywiście mogą przysłużyć się elektrownie wodne.

2Polska jest krajem w znacznej części nizinnym, zatem możliwości budowy dużych zbiorników zaporowych i dużych elektrowni wodnych są w naszym kraju ograniczone. Istnieje jednak rozwiązanie tego problemu. Warunki fizyczno-geograficzne pozwalają na zmagazynowanie znacznie większej ilości wody niż obecnie, gdyby wykorzystać wszelkie formy retencji. W górnych partiach cieków dopływ może być akumulowany nie tylko poprzez retencję zbiornikową, ale także poprzez retencję gruntową, która powoduje zatrzymanie proporcjonalnie znacznie większej ilości wody niż w wielkich zbiornikach. Mała retencja polega na gromadzeniu wody w małych zbiornikach oraz podpiętrzaniu wody w korytach rzek, kanałach czy rowach.

3Potencjał techniczny polskich rzek wynosi około 13,7 TWh/rok, a jak wspomniałam wcześniej pracujące obecnie w Polsce elektrownie wodne wytwarzały średnio w ciągu ostatnich lat ok. 2 tys. GWh/rok energii elektrycznej pochodzącej z dopływu naturalnego (Główny Urząd Statystyczny. Energia ze źródeł odnawialnych w 2016 roku). A zatem, działające obecnie elektrownie wodne wykorzystują techniczny potencjał energetyczny krajowych rzek zaledwie w około 15 procentach, podczas gdy w krajach europejskich poziom ten sięga blisko 50 procent (dane European Small Hydropower Association – ESHA).

Podsumowując, choć nie jesteśmy Norwegią czy Szwecją pod względem zasobów wodnych czy warunków geograficznych, to dysproporcję, o którą pytałeś możemy zmniejszyć wykorzystując potencjał, jakim dysponuje nasz kraj przynajmniej na poziomie średniej europejskiej.

I tak oto na koniec wywiadu dotknęłaś niezwykle złożonego i niewesołego dla Polski tematu zasobności w wodę, ale nie chciałbym byśmy go teraz tylko liznęli, bo to sprawa na szerszą, poważną rozmowę. Do tej kwestii na pewno w REO będziemy wracać i to już całkiem niedługo. Dziękuję Ci za rozmowę.

Dziękuję i zapraszam do znajdywania takich obiektów zarówno w kraju jak i na świecie szczególnie tych czytelników REO, którzy cenią sobie technologiczne, architektoniczne i przyrodnicze perełki krajobrazu.