📻 Witold Jurasz: Widać szczyt

Tyle, że z tyłu bywa stromo w dół

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu artykułu na podcaście (czyta Bożena Sitek):

 


W chwili gdy otwierasz ten tekst, Szanowny Czytelniku, będzie już po spotkaniu prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa z przywódcą Korei Północnej Kim Dzong Unem. Tekst napisałem przed tym wydarzeniem, nie dysponując szyfrogramami z rozmów z dyplomatami chińskimi, rosyjskimi, amerykańskimi i południowokoreańskimi, nie ośmielę się więc prognozować efektów szczytu w Singapurze. Ale jedno wiem na pewno. Gra idzie nie tylko o to, czy uda się porozumieć z Koreą Północną, ale też o to, czy Zachód przetrwa.

Nigdy nie byłem za tym, żeby stawiać sprawy demokracji na czele agendy. W mojej ocenie deale z przywódcami autorytarnymi są możliwe, a czasem nawet pożądane. W wypadku Polski uważałem i uważam, że należy spróbować porozumieć się z Aleksandrem Łukaszenką, a akcent przełożyć ze sprawy demokracji na kwestie praw człowieka. Przeciwnicy takiego podejścia w wypadku Mińska, wymachując hasłami o wolności, są odpowiedzialni za to, że Polska prowadzi od lat politykę, której jednym beneficjentem jest Rosja. Czym innym jest jednak porozumienie z przywódcą autorytarnym, a czym innym z człowiekiem, który jest przywódcą najbardziej totalitarnego państwa na świecie. Człowiekiem, który kazał zamordować za pomocą broni chemicznej własnego brata, wuja rozstrzelać salwą z działek przeciwlotniczych i który po ledwie kilku latach rządów ma już ręce po łokcie unurzane we krwi.

Teoretycznie można sobie wyobrazić tow. Stalina, który chce się stać  owoczesnym technokratycznym przywódcą, zlikwidować Gułag, a NKWD wyszkolić w zakresie przestrzegania praw człowieka, ale jakoś w to nie wierzę. Z drugiej strony, nie kto inny jak Ławrientij Pawłowicz Beria był pierwszym reformatorem Związku Sowieckiego i jako pierwszy chciał wypuszczać ludzi z więzień, więc może jednak to możliwe. Tyle że Korea Północna jest jeszcze bardziej totalitarna niż Związek Sowiecki w szczycie terroru. Jeśli więc deal zostanie zawarty, to zapewne będzie to dobra wiadomość dla świata, choć ja w to, że Kim Dzong Un zrezygnuje ze swojego jedynego atutu, czyli broni jądrowej, nie za bardzo wierzę. Nie za bardzo wyobrażam sobie też, jakie gwarancje bezpieczeństwa mogłyby zadowolić reżim północnokoreański. Ewolucja według modelu chińskiego teoretycznie jest możliwa, tyle że przemianom gospodarczym musi na początkowym etapie towarzyszyć raczej zwiększanie poziomu opresji politycznej, a nie jej zmniejszanie. Innymi słowy, nawet zakładając porozumienie z Kimem, przez jakiś jeszcze czas będziemy mieli w Korei Północnej do czynienia ze straszliwie totalitarnym i ludobójczym reżimem.

Można pozostać Zachodem i nadal wyznawać demokratyczne wartości, osiągając porozumienia, a nawet serdecznie się obejmując z A. Łukaszenką, ale nie można tego samego zrobić z Kimem. Jeśli Donald Trump o tym zapomni, to może wygra on, a może Kim, ale na pewno przegra Zachód. Przegra, bo stając się wyłącznie wspólnotą interesów, przestanie istnieć. Richard Nixon odwiedził Chiny, a moment, gdy antykomunista Nixon i komunista Mao uścisnęli sobie dłonie, odmienił bieg historii i przyczynił się do zwycięstwa Zachodu w zimnej wojnie z Sowietami. Wizyta Nixona w Pekinie była obarczona gigantycznym ryzykiem, ale okazała się przejawem jego geniuszu politycznego. Nixon tym się jednak różni od Trumpa, że nie spotkał się z Mao w niecałe 48 godzin po tym, jak pokłócił się ze wszystkimi pozostałymi przywódcami Wolnego Świata. I ta fundamentalna różnica nie daje mi spokoju.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here