📻 WITOLD JURASZ: Rozum, serce i jaja

O pożegnaniu z polską inteligencją

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Hubert Augustyniak.


Każdy, kto w ten czy inny sposób uczestniczy w debacie publicznej – czy to jako dziennikarz, polityk, ekspert, czy po prostu obywatel – co jakiś czas bierze udział w różnego rodzaju spotkaniach poświęconych polityce. Co ciekawe, te uchodzące za elitarne niczym jednak nie różnią się od tych toczonych przy rodzinnym stole czy też publicznych, ale niekoniecznie w gronie elity. Łączy je otóż jedno – absolutnie nic z nich nie wynika.



Owszem, porządni ludzie zastanawiają się, co zrobić, żeby w Polsce było lepiej, polityka była choć odrobinę przyzwoitsza i żeby Ojczyzna nie traciła cennego czasu, po czym rozchodzą się i w zasadzie jeszcze tego samego dnia mogliby odbyć identyczne spotkanie.
To z jednej strony naturalne, bo gdy sprawy dotyczą państwa, to nikt nie ma takiej mocy sprawczej, by nagle zmienić rzeczywistość na lepsze.

Ale rzecz nie w tym, żeby rzeczywistość się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmieniła, ale by na spotkaniach tych udawało się wypracowywać jakiekolwiek pomysły. Tak się jednak nie dzieje. Spotkania są miłe i ciekawe. Rozmawiają ze sobą zacni ludzie. Usłyszeć można wiele mądrych słów, a nawet solidnych diagnoz. Równocześnie jednak

z żadnego z tych spotkań nic nie wynika i zapewne w przyszłości też nie wyniknie.

Co jest elementem łączącym wszystkie takie spotkania; jedne bardziej lewicowe, drugie bardziej konserwatywne; jedne z udziałem dziennikarzy, drugie – naukowców, a jeszcze inne – ludzi wolnych zawodów. Tym otóż, co łączy wszystkie, jest

nadreprezentacja inteligentów i brak biznesu.

I oto okazuje się, że ludzie mądrzy, przenikliwi, ba – nawet pełni pomysłów, siły woli, talentów i przebojowości, gdy tylko rzecz dotycz spraw publicznych, okazują się niezdolni do wygenerowania jakiejkolwiek idei, która byłaby czymkolwiek więcej niż nocnymi Polaków rozmowami, narzekaniem, myleniem spraw istotnych z drugorzędnymi, gubieniem się w gąszczu polityki.

Poza mówieniem, że jest źle, uczestnicy spotkań nie są w stanie niczego z siebie wygenerować. Brak jest woli, brak jest siły, brak jest determinacji i odwagi. Tymczasem w skrzeczącej rzeczywistości polskiej polityki, której kształt zaczyna szkodzić Polsce, sam najpiękniejszy nawet idealizm bez siły (której nawet jeśli nie ma, to można ją przecież choćby spróbować z siebie wykrzesać), bez przebojowości, a nawet bez odrobiny cynizmu i wyrachowania jest nic niewart. Dlatego skądinąd politycy się inteligencją nie przejmują.

Czemuż przejmować się grupą, o której wiadomo, że niczego z siebie nie zdoła wykrzesać?

Richardowi Nixonowi przypisuje się powiedzenie, że do uprawiania polityki trzeba rozumu, serca i jaj. Polska inteligencja, sądząc po tym, jak trudno jej (już od dwóch lat) pojąć zwycięstwo PiS w wyborach, z rozumem politycznym bywa na bakier, sądząc po obojętności na biedę i wykluczenie – z sercem też miewa kłopoty. Niemniej jednak o ile jeszcze i rozum, i serce ma, to już tego ostatniego nie ma na pewno. Mówiąc wprost: polska inteligencja nie ma dziś jaj.

W filmie o Zbigniewie Relidze (Bogowie) pada genialna fraza: Starzy się boją, młodzi nie mogą.

Może o to chodzi. Może inteligencja jako spauperyzowana siła najemna albo nie chce się wychylać, albo gdy jeszcze ma taką wolę, niewiele z tego wynika. W każdym razie nie warto już pokładać w niej nadziei.

Kiedyś myślałem, że impuls do zmiany na lepsze w Polsce wyjdzie od wielkiego biznesu. To się do tej pory nie dzieje. Średni biznes też nie wydaje się na razie skłonny do zaangażowania w sprawy publiczne. W pewnym momencie uznałem, że być może impuls do zmian wyjdzie od uber-lemingów, czyli wysokich rangą pracowników korporacji, którzy po niemal 30 latach osiągnęli taki poziom stabilizacji zawodowej i finansowej, że postanowią jakąś część swej energii i talentów poświęcić Polsce.

Która z tych grup zmieni oblicze polskiej polityki, pozostaje pytaniem, na które nie mam odpowiedzi. Wiem tylko tyle, że któraś musi. Nawet nie dlatego, że w którąkolwiek nadmiernie wierzę, ale dlatego, że całkowicie już nie wierzę w polską inteligencję.

Bo do uprawiania polityki trzeba rozumu, serca i jaj. Jak się tego nie ma, to się za politykę nie należy zabierać.



REO POLECA

📻 NIEPODLEGŁOŚĆ (l. poj. rodz. żeński)