AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Hubert Augustyniak.

 


Dyplomaci wielu państw noszą w klapie marynarki miniaturki herbów, a czasem flagi swoich krajów. Gdy pracowałem w Moskwie Francuzi i Amerykanie nosili miniaturkę flagi, Węgrzy herb. Pewnego dnia, gdy kierowałem polską ambasadą na Białorusi, przebywając na urlopie w Polsce, zauważyłem w Empiku stoisko Mennicy Państwowej. Pomiędzy wieloma kolekcjonerskimi monetami leżał też posrebrzany orzełek. Kupiłem 50 sztuk i podarowałem każdemu z pracowników ambasady. Niedługo później w MSZ zwrócono mi uwagę, że naruszam tym dress code, który – ku mojemu zdumieniu – zakazywał noszenia orła w klapie.

Wiele lat później opisałem powyższą historię na Facebooku. Radosław Sikorski publicznie zarzucił mi wówczas kłamstwo, twierdząc, że takiego zakazu nigdy nie wydano. Dopiero skan zarządzenia wydanego przez mianowanego przez R. Sikorskiego Dyrektora Generalnego MSZ przekonał go, że pochopnie zarzucił mi kłamstwo i uprawianie pisowskiej propagandy. Gdy chodziłem z obiegówką w MSZ, nadgorliwy urzędnik (tych zawsze jest sporo) również kazał mi zdjąć orzełka. Powiedziałem wówczas, że można mnie zwolnić bez podania powodu, można mi odebrać samochód i sekretarkę, ale nie można mi odebrać orzełka. Pewnie było to trochę patetyczne, ale taki miałem wówczas stan ducha. Orzełka nie zdjąłem nawet wtedy, gdy już zakończyłem pracę w MSZ. Bo ten malutki kawałek metalu wiele dla mnie znaczył.

Kilka tygodni temu byłem na urodzinach kolegi związanego kiedyś z Krytyką Polityczną. W czasie spotkania podeszła do mnie bardzo podekscytowana młoda kobieta i patrząc na orzełka spytała, czy czuję się lepszy od innych, skoro noszę go w klapie. Po czym wygłosiła manifest ideologiczny, z którego wynikało, że jestem przeciw wspólnej Europie (jestem za), pomaganiu ofiarom wojny w Syrii (też jestem za), etc. Uznała też za stosowne poinformować mnie, że orzełek w mojej klapie oznacza, że jestem nacjonalistą. To, co moja rozmówczyni wykrzyczała, było tak straszliwie pozbawione sensu, że uznałem, iż nie mam ani ochoty, ani siły w ogóle dyskutować. Gdy jednak usłyszałem, że nazizm też zaczynał się od drobnostek, odparłem, starając się być możliwie najuprzejmiejszym: – Każda głupota narasta stopniowo. Nie wiem, czy zrozumiała, że była to złośliwość, a nie samokrytyka.

Kilka dni później na stacji benzynowej podszedł do mnie młody mężczyzna i pogratulował mi, że noszę orzełka. Powiedziałem dziękuję, ale okazało się, że mój rozmówca uznał, że znalazł we mnie bratnią duszę. Usłyszałem więc, że my musimy się trzymać razem, bo inaczej żydostwo wszystko nam odbierze, ciapaci się osiedlą, a homoseksualiści będą nas zmuszać do gejowskiego seksu. Odparłem, że orzełka próbowali mi zdjąć fanatyczni lewacy i go wówczas nie zdjąłem, ale że słuchając tego, co mi prawi mój rozmówca, po raz pierwszy sam mam ochotę go zdjąć, ale też nie zdejmę, bo orzełek nie należy ani do lewaków, ani do nazioli. I że nie ma żadnych nas, bo nie mamy ze sobą nic wspólnego.

Kiedyś nosiłem orła w klapie niejako służbowo. Potem, bo to była ostatnia rzecz, która łączyła mnie z moim poprzednim życiem. Jeszcze później już tylko dlatego, bo chciałem nosząc go, zademonstrować mój patriotyzm. A teraz noszę go, bo nie chcę, by mi go odebrali lewacy z jednej i naziści z drugiej. I to jest chyba powód, byście i Państwo zaczęli go nosić. Bo orzeł jest nasz.