Wirtualne harce po jednej sześćdziesiątce

Jacek Kaczyński: Babcia moich dzieci doskonale radzi sobie w sieci

Mam to. W momencie kiedy już zastanawiałem się, czy aby nie zacząć cierpieć na niemoc twórczą nagle nadleciała, a raczej nadeszła. Dla niespełnionych TFUrców zalewających swoimi wypocinami zeszyty ćwiczeń dla gimnazjalistów zawsze nieosiągalna… Dla domorosłych literatów wyczekiwana, dla studentów kierunków filozoficznopochodnych niedościgniona… Dla hiphopowców – po prostu WENA.

Jak to zresztą śpiewają koledzy z formacji Kaliber 44:
Zdradliwa wena, raz jest raz jej nie ma,
Ja ją prowokuje, bo to moja domena
.

No to ją sprowokowałem.



No to przyszła do mnie owa wena. Bynajmniej nie pod postacią bezramiennej Wenus z Milo ani też archanioła z mieczem wiedzy ogólnej. Przyszła pod postacią kogoś, kto obecny jest w moim życiu od 22 lat. Nieprzerwanie, na dobre i złe. Wiecznie nabuzowana pozytywną energią, która nieraz pomogła jej już przeskoczyć przez płot przeznaczenia i otrzepać z siebie kurz popieprzonego czasem życia.

Moja teściowa, albo napisze po angielsku, bo to ładniej brzmi – mother in law. Jadwiga, czy po prostu Jadzia. Przyszła, usiadła i została dzisiaj moją weną, bo kiedy patrzę jak codziennie chce uczyć się nowych rzeczy, messengerów, whats up’ów, youtubów, to myślę tak – to ona jest definicją Homo Silversurferus. Czyli po prostu ambasadorem ludzi, których nazywa się Silver Surfers.

A dlaczego postanowiłem dzisiaj z nimi połamać się swoją szpaltą (połamać od słowa na łamach, a nie łamania czegokolwiek)? Otóż dlatego, że według najnowszych badań, przeprowadzonych przez brytyjski Ofcom,

osoby po 65 roku życia spędzają przed komputerem czy tabletem ponad 42 godziny miesięcznie,

co daje – uwaga! też w to nie wierzyłem – 4 godziny więcej niż użytkownicy między 18 a 24 rokiem życia. Bingo. Innymi słowy przeciętna babcia lub dziadek w krainie brexitu siedzi przed kompem półtorej godziny dziennie. To zacny wynik, zwłaszcza, że jak wszyscy wiedzą emeryci należą do najbardziej zajętych ludzi na świecie.

fot. flickr.com

Samo określenie Silver Surfer ukute zostało w latach dwutysięcznych, znaczy się już w XXI wieku. W sumie, nie wiem czemu po raz kolejny tak się ekscytuję XXI wiekiem, skoro jest już na ziemi od prawie 20 lat. Jakoś mi się zacierają te dekady. No więc skoro zostało ukute, to może warto powiedzieć, co dokładnie oznacza. Otóż określa ono ludzi powyżej pięćdziesiątego roku życia, którzy na co dzień używają internetu, od tak po prostu. Nie to, że siadają i patrzają, jakby ufo nad wsią zlądowało, jak u Kondratiuka w Big Bang – swoją drogą sprzed 33 lat… Nie, to nie o takie internety się rozchodzi. Raczej o takie, używane zupełnie normalnie, pospolicie, umiejętnie.

Zatem, wracając do mojej Weny – Jadwigi, to śmiga po stronach całkiem nieźle, a komunikatory internetowe stały się jej codziennością. Zwłaszcza, jeśli chce z siostrą porozmawiać, co w Polsce mieszka. Trochę Jej się jeszcze strefy czasowe plączą, ale redaktor Paweł Sito też nigdy nie wie, czy ja śpię już, czy jeszcze i czy już jestem, czy będę, czy miałem pierwszy 45 lat czy jak…

Tak to już z tymi strefami czasowymi jest. Babcia moich dzieci doskonale radzi sobie z youtubem i fejsbukiem. Wrzuca posty, lajkuje, zamieszcza filmy i sprawia Jej to radochę. W internecie szuka też przepisów na pierniki i sposobów na to, jak w dalekim kraju wyhodować ogórki kiszone.

Czym się różni od Homo Silverserferus z Wielkiej Brytanii? W sumie tym, że tamci najwięcej czasu spędzają na stronach sklepów internetowych. W końcu trzeba kiedyś te funty ze skarpety wygrzebać i wydać, póki brexit nie spowoduje totalnego krachu finansowego na Wyspie.

fot. www.publicdomainpictures.net

Czego by jednak nie powiedzieć, czy raczej nie napisać, to pierwszym krajem, który na poważnie zajął się zjawiskiem Silver Surferów była właśnie Wielka Brytania, a wraz z nią jej największa kolonia, czyli Australia. Zaczęły się badania, analizy i porównania. Poza wspomnianymi wcześniej sklepami internetowymi okazało się, że

najwięcej seniorów uczy się internetu po to, żeby śmigać po serwisach społecznościowych.

Srebrni surferzy chcą mieć stały kontakt z przyjaciółmi i rodziną, bo nie zawsze jest czas na odwiedziny. Poza tym co jeszcze tak drastycznie pomnożyło używalność skype’a, gmaila czy komunikatorów? Oczywiście ich tak zwana bezpłatność. Przecież to jest za darmo, wystarczy tylko mieć intrernet. Mieć, czyli płacić – ale na to akurat nabieramy się wszyscy – bez względu na to, czy mamy, czy nie mamy siwych włosów.

Jak się okazuje popularyzacja internetu pośród osób po pięćdziesiątce ma też dosyć poważny aspekt zdrowotny. Otóż kolejne analizy poruszania się po meandrach www wykazały, że osoby które korzystały z Internetu są bardziej konsekwentnie, były o 30% mniej podatne na depresję niż pozostali badani. Jako że depresja w tej grupie wiekowej wynika z braku mobilności i braku kontaktu, to komunikacja wirtualna i możliwość utrzymywania bliskich kontaktów odwróciły to zjawisko.

Podobnie zbawienny wpływ ma komunikacja online’owa na funkcje nerwowe mózgu. Po naszemu to – nie ma to jak popitolić o głupotach przez messenger – lepszego odstresowywacza nie ma. A już obrobić komuś dupę na skypie – najlepiej sąsiadce, co podsłuchuje. No baaaaa. Cudo.

Właśnie w związku z tym, jak grzyby po deszczu powstają specjalne miejsca spotkań, domy kultury i internetowe szkoły dla starszych. Każdy chce otoczyć opieką Silver Surferów. To wdzięczny klient. Nie grzebie w pornostronach, nie hakuje i nie ściąga setek gigabajtów na nielegalnych torrentach. On po prostu surfuje po necie. Ale co tak po prostu niewinnie serfuje? Niemożliwe. Zwłaszcza w świetle ostatnich doniesień względem Mark’a Z. i jego hopsztosów. Gdzieś musi być haczyk.

No i jest, bo przecież badania nie robione są po to, żeby wyświetlić je na kolorowej planszy w trakcie wiadomości, jak mapę-tło prognozy pogody. Na badania ktoś wydaje kasę po to, żeby zarobić sto razy więcej. I skoro te właśnie badania mówią, że sześciu na dziesięciu badanych w przedziale 50-64 lata korzysta z mediów społecznościowych, to znaczy, że w ciągu ostatnich kilku lat ta liczba wzrosła dziesięciokrotnie.

To znaczy też, że prawie połowa emerytów – przynajmniej tych anglosaskich – wrzuca posty na fejsa. To znaczy, że marketingowcy gryzą już od jakiegoś czasu potężny orzech – jak im tu wcisnąć dobry seniorski kit. I co robią ? Wciskają, targetują reklamy i zaczynają pożerać jak nastolatków. A jeżeli myśleliście, że są jakieś zamknięte drzwi dla seniorów w sieci to gruba pomyłka. Nawet hipsterski Pinterest stoi przed nimi otworem. Właśnie tam na tablicy Love at Merrill Gardens znaleźć można wzruszające stare rodzinne zdjęcia… (z reklamami oczywiście).

Moja Wena – Jadwiga, ma w tej chwili 69 lat – swoją drogą filuterny wiek – i nie ma zamiaru zatrzymać się w pożeraniu i absorbowaniu cyfrowej wiedzy. Chce więcej i więcej. Uczy się od swoich wnuków, uczy się od nas, bo chce się uczyć. I fajnie. Niech moc będzie z Nią. Chodzi tylko o to, żeby ją w porę przestrzec, ale w tym już rola Generacji X.

A w ogóle to tekst pisałem w Dzień Babci i chociaż Wena – Jadwiga nie jest moją babcią, tylko babcią moich dzieci, to jednak jest babcią. To uściski dla Niej. Niekoniecznie cyfrowe!



REO POLECA

Magda Gacyk: Moda na miarę ponowoczesności

Jacek Kaczyński
Człowiek renesansu, chodząca beczka śmiechu, kiedy powie coś poważnie – szczególnie daje do myślenia. Zaczynał pracę w mediach, jako junior zapowiadający muzykę w niegdysiejszej TV, założonej w Polsce przez Boba Geldofa – Atomic TV. Później m.in. zajmował się produkcją TV w 4fun.tv i był szefem TV Polsat Play. Wyemigrował na Bali, skąd przesyła dla REO korespondencję do cyklu DO GÓRY NOGAMI