📻 DOKTOR WILK: Leczy ze schorzeń, z którymi nie radzi sobie medycyna

Magda Gacyk o metodzie z powodzeniem stosowanej w USA

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Magda Gacyk.



– Rzuciła mnie na pożarcie wilkom. Tak po prostu – James rzuca przez wysokie, metalowe ogrodzenie kawał mięsa. – Mama Mała Wilczyca do niezłych akcji jest zdolna. Było paru takich, co jej nie docenili, bo wydawało im się, że co taka drobna kobietka tak naprawdę może. Takie niby chucherko. Do dziś żałują. Ja to z szacuneczkiem od razu. Nie było, że to czy tamto. Wiedziałem, kto tu jest szefem.

Zestrachany jednak był trochę, kiedy go do tej klatki z wilkami wepchnęła, chociaż tchórzem nie jest. Twardy jest. Do tego wielkie chłopisko. To raczej jego się boją, a nie on ich. No i widział chyba w życiu wszystko. Całą tę wojnę, to nieszczęście, niedolę i cierpienie, to umieranie bez sensu i bez godności. Nie jest Chrystusem, a usiłował wskrzeszać do życia konających. Taka rola. Był w końcu wojskowym ratownikiem medycznym.

Nie wstydzi się mówić, że mu to duszę połamało na kawałki i że wydawało mu się, że już nie zbierze do kupy i nie sklei tych pobitych kawałków. To nie ujma, że po tylu misjach w regionach konfliktu zbrojnego zmagał się z zespołem stresu pourazowego. Że były lęki, bezsenność, nieustanne uczucie wyczerpania czy zachowania, o których wolałby zapomnieć. I że nie widział dla siebie – takiego popękanego – ratunku.

jak poradzić sobie z traumą
fot. wikimedia commons
Dopóki nie trafił na Wilczą Górę.

Takich jak James jest dużo więcej. Żołnierzy, którym wojna zakaziła duszę. Takich, którzy zmagają się z ciężką postacią PTSD (Post-Traumatic Stress Disorder) zwanego też stresem pourazowym. Jeden na dziesięciu, może nawet jeden na ośmiu. Statystyki nie są dokładne. Takich jednak, którzy – jak James – otwarcie o tym mówią, jest dużo mniej. Boją się naznaczenia, etykietki faceta, który ześwirował. Wstydzą się, że nie potrafią poradzić sobie z koszmarami wojny. Czekają, aż samo przejdzie. Przejść jednak nie chce.

Męczą się sami, bo jak opowiedzieć cywilowi, co przeżyli? Nawet najbardziej empatyczny nie zrozumie. Nie wie przecież, co to tamta rzeczywistość. Nie zrozumie. Nawet specjalistom trudno zaufać. Są wśród nich

takie tuzy psychiatrii, jak Paul Rodney McHugh, amerykański profesor z Uniwersytetu Harvarda, którzy są zdania, że to, co przeżywają weterani, to naturalna reakcja emocjonalna na traumę.

Takie same objawy dotykają przecież również tych, którzy przeżyli katastrofę samolotową, gwałt czy maltretowanie. Trauma to trauma. Nie ma co leczyć. Trzeba przetrwać.

Niektórzy – jak Brytyjczyk Dinesh Bhugra, były rektor Królewskiego Kolegium Psychiatrycznego – posuwają się jeszcze dalej w swojej ocenie zespołu stresu pourazowego. Twierdzą, że to wyimaginowana jednostka chorobowa, służąca za usprawiedliwienie dla słabości charakteru oraz do wyłudzenia pieniędzy od ubezpieczalni. I walą między oczy przykładami tych, którzy prawdopodobnie rzeczywiście zbyt pochopnie zostali zdiagnozowani z Post-Traumatic Stress Disorder: Micka Jaggera, który twierdził, że nabawił się PTSD  po samobójczej śmierci swojej dziewczyny, L’Wren Scott, choć nie byli już razem; czy Barbry Streisand, która zapewniała, że ma takie same problemy jak weterani wojenni, od kiedy zapomniała podczas koncertu słów jednego z utworów.

Zdaniem części specjalistów całe to pourazowe zjawisko nie ma uzasadnienia klinicznego, a jest wyłącznie amerykańskim konstruktem kulturowym, pokazującym rozdęcie medycyny w USA. Ostatecznie to Amerykanie wymyślili sobie to całe PTSD w 1978 roku, na potrzeby weteranów wojny w Wietnamie. Wprawdzie

wcześniej w Europie lekarze diagnozowali histerię traumatyczną czy nerwicę okopową,

ale nie robiło się z tego aż tak wielkiego halo. A historia wyraźnie pokazuje, że obecnie najwięcej żołnierzy w historii Stanów Zjednoczonych zgłasza się z zespołem stresu bojowego. Podobną sytuację obserwuje się w polskim wojsku, choć dane są tu niepełne. Przekonanie o wydelikaconych wojakach, którzy nie radzą sobie z brutalną rzeczywistością, a powinni (w imię źle pojętych stereotypów męskości), pokutuje po obu stronach oceanu.

Tymczasem za Jamesem zamknęły się drzwi klatki. Jak już wspominał, strach go obleciał. Przed nim stał olbrzymi basior. Mama Mały Wilk wspominała coś, że Holan jest uzdrowicielem, podobno wyczuwa zarówno chore ciało, jak i chorą duszę. Takie tam dyrdymały, w które, oczywiście, James nie wierzył, bo jest rozsądnym facetem po czterdziestce. Strach trzymał go krótko. W jego miejsce pojawiła się hardość. Popatrzył drapieżnikowi prosto w żółte ślepia, których kolor – według indiańskich wierzeń – powstał z, zamkniętego w tęczówce, światła księżyca. Pomyślał, że nie podda się łatwo. Będzie walczył z bestią. Tak jak nigdy nie poddawał się na wojnie.

I wtedy Holan położył mu łeb na sercu. – Poważnie mówię. Łeb na mojej klatce piersiowej. W pobliżu serca – wspomina James. – Zgłupiałem i tak, jakby się trochę rozpłynąłem. Ja, taki twardziel!

Po pół godzinie Mama Mały Wilk sprawdziła, co się dzieje. Na ziemi leżał mężczyzna przykryty potężnym cielskiem szarego wilka. Nie ruszał się. Wydawało się, że nie oddycha. Wówczas kobieta nabrała pewności, że wszystko będzie dobrze.

Tonya Littlewolf, zwana Mamą Małą Wilczycą, wie, że wilki leczą.

Mogłaby godzinami opowiadać o takich przypadkach. Kiedy zawodzi Homo sapiens z mentalnymi terapiami i psychiatrycznymi farmakologiami, wilki mogą pomóc. To niezwykle inteligentne, emocjonalne zwierzęta. Intuicyjnie wyczuwają nastroje. Mają szczególną więź z człowiekiem. W końcu to przodkowie psów.

jak poradzić sobie z traumą
fot. pixabay.com, raincarnation40

Mimo to przedstawiciele gatunku Canis lupus – choć polują tylko po to, by zaspokoić głód – mają od wieków fatalną prasę. Na całym globie tępi się je zajadle jako bezwzględnych, drapieżnych morderców. Demonizuje, przypisując nieczyste moce.

Według dawnych wierzeń, zarówno słowiańskich, jak i celtyckich, to właśnie w ciałach wilków demony pojawiały się nocą, w lasach.

Na poprawę wizerunku nie wpłynęły zanadto opowieści o wilczycach karmiących ludzkie niemowlęta, jak w micie założycielskim Rzymu o Remusie i Romulusie.

Trudno się zatem dziwić, że w wielu krajach wilki są gatunkiem zagrożonym wyginięciem. Do 1966 roku na Półwyspie Skandynawskim wybito wszystkie wilki. Wilczą populację udało się tam odbudować powoli, w latach 70., rozmnażając jedną parę sprowadzoną z Rosji. W Polsce wilki też odżyły, ale coraz częściej słychać, że ich za dużo i należy zabrać się do ich odstrzału. W niektórych stanach USA można strzelać do watahy z helikopterów, a do jej wytropienia służą myśliwym drony.

Dlatego na kalifornijskiej pustyni Mojave Tonya założyła Sanktuarium Wilczej Góry. Ratuje wilki: ranne, złapane we wnyki, maltretowane przez nieuczciwych producentów filmowych, którzy hodują szczeniaki do wynajmowania na plan filmowy, żeby później sprzedać na skóry. Mama Mała Wilczyca płacze, kiedy przypomina sobie warunki, w jakich znajdowała zwierzęta, i kiedy mówi, że cena ich pięknych futer to zaledwie 150 dolarów za sztukę.

– To moje Zwierzęta Mocy, moi pobratymcy. Obcuję z wilkami od drugiego roku życia dzięki dziadkowi z plemienia Apaczów. On też potrafił z nimi rozmawiać. Pomieszkiwałam w ich norze, bawiłam się z nimi, wędrowałam z nimi przez prerię – opowiada Tonya. – Od dzieciństwa czułam i zdawałam sobie sprawę, że muszę im pomagać, że jest to moje powołanie. Nie zdawała sobie wtedy jeszcze sprawy, że będzie pomagać też ludziom. A właściwie, że to jej wilki będą ludziom pomagać. Taka wilkoterapia poprzez wzajemne oswajanie.

Leczenie dla okaleczonych doświadczeniami wojennymi weteranów, dla zbuntowanych nastolatków z patologicznych rodzin, dla młodych mężczyzn nieradzących sobie z rozpierającą ich agresją.

– Zabrzmi to głupio i sentymentalnie, ale dzięki wilkom znowu zacząłem wierzyć, że warto żyć – mówi James, głaszcząc gęstą sierść Holana. – Chciałbym, żeby inni zobaczyli w wilkach to, co ja w nich widzę. Chciałbym móc wreszcie odczarować postać Złego Wilka z Czerwonego Kapturka.



REO POLECA

REO i MEDYCYNA: Sztuczna inteligencja daje nadzieję na poradzenie sobie z jedną z najstraszniejszych chorób świata!