📻 Wietnamski Nowy Rok: sylwester, wigilia, święto dziękczynienia oraz święto zmarłych w jednym

Korespondencja Andrzeja Mellera dla REO

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Danuta Stachyra



Odrobina pomyślności od Buddy znaczy więcej niż cały kosz ziemskiego dobrobytu – wietnamskie powiedzenie ludowe



Tradycja lunarnego Nowego Roku rozpowszechniona jest w wielu krajach Azji, ponieważ przemiana zimy w wiosnę wiąże się w tym regionie świata z klimatycznymi zmianami, które przypadają akurat w środku naszej zimy. Tu pierwszy dzień nowego roku jest uważany także za pierwszy dzień wiosny. I tak, aby wraz z monsunem, który przyjdzie po Nowym Roku, uniknąć powodzi lub suszy, lawin błotnych czy tajfunów, ludzie od najdawniejszych czasów stosują magiczne obrzędy, odstraszające demony i przyciągające szczęście.

Żyjąc zgodnie z rytmem natury, po 12 miesiącach pracy rozpoczynają okres odpoczynku.

W Wietnamie Nowy Rok nosi nazwę Tết, co po oznacza: spojenie bambusowej łodygi. Jego nadejście symbolizuje kolejny etap życia. Data święta jest ruchoma, wyznacza się ją na podstawie kalendarza księżycowego. Opiera się on na ruchu Księżyca wokół Ziemi, czyli jego wędrówce przez 12 znaków Zodiaku. Razem z fazami Księżyca (nowiem, kwadrami i pełnią) wyznacza to rytm, w jakim żyją ludzie, zwierzęta i rośliny. Obecnie został on wyparty przez kalendarz gregoriański, jednak w dawnych czasach regulował prace na polach uprawnych, a także czas wolny: świąt i festiwali.

Główne obchody Tết rozpoczynają się w pierwszy nów, który wypada między 10 stycznia a połową lutego. W 2019 roku Tết wypadnie stosunkowo późno, bo 5 lutego i Rok Psa przejdzie w Rok Świni.

Świnia jest bardzo ważna dla Wietnamczyków i symbolizuje dobrobyt, szczęście, bogactwo i pełny brzuch.

W czasach ortodoksji komunistycznej władze niechętnie patrzyły na noworoczne święto, ale obecnie Tết wraca w wielkim stylu. To najważniejsze i największe święto rodzinne w Wietnamie. Jego tradycja liczy prawie cztery tysiące lat. Są z nim związane legendy i niezwykle silna tu wiara w duchy.

wietnamski nowy rok
fot. Andrzej Meller

Przygotowania rozpoczynają się już dwa tygodnie przed świętem. Wietnamczycy robią olbrzymie zakupy, bo potem większość sklepów i spora część restauracji będzie zamknięta przez tydzień, a niekiedy dłużej. Na rynku w położonym na południu rybackim mieście Phan Thiết, niedaleko którego mieszkałem trzy lata, przed Komitetem Partii co roku trwa ruchliwe, kolorowe targowisko. Całe miasto centrum produkcji sosu rybnego ale i cały kraj, będzie ozdobione plakatami z przywódcą rewolucji wietnamskiej, Ho Chi Minhem, i liczbą 88. 3 lutego minie właśnie kolejna rocznica założenia Komunistycznej Partii Wietnamu. Jak co roku będzie wyglądać to tak, jakby za Ho Chi Minhem, wskazującym na billboardzie ręką świetlaną przyszłość, zaczynały się pola chryzantem i drzewek kumkwatu. Drzewka pełne owoców, liści, gałęzi i korzeni symbolizują szczęście i pomyślność w nowym roku. Na północy podobną rolę odgrywa drzewko kwiatu brzoskwini lub moreli. W przeciwieństwie do wielu kwiatów kumkwat zakwita wczesną wiosną, symbolizując siłę witalną i odwagę. Ludzie wiozą na motocyklach drzewka w donicach i dekorują nimi wejścia do domów. Rośliny te spełniają funkcję naszej choinki. Południowy Wietnam mieni się na żółto i pomarańczowo.

Jednak jeszcze na początku ostatniego miesiąca starego roku odbywa się pierwsza część przygotowań i obchodów zamykających cykl 12 miesięcy. W ósmy dzień tego miesiąca całe rodziny robią generalne porządki sprzątają dokładnie dom, aby odgonić złe duchy. Od nowa także ozdabia się ołtarz poświęcony pamięci przodków, na którym powinno leżeć minimum pięć różnych owoców. Poza funkcją dekoracyjną reprezentuje on koncepcję taoistyczną, według której świat składa się z pięciu elementów: metalu, drewna, wody, ognia i ziemi. W wierzeniach ludowych owoce mają również formę dziękczynienia za udane plony i zapewnienia sobie zamożności na nadchodzący rok. Symbolika tego daru kryje się też w grze słównazwy owoców powinny tworzyć idealne zdanie: Modlić się, aby zapewnić rodzinie wszystkiego pod dostatkiem w nowym roku. Talerz z owocami, ułożonymi piramidalnie, zawiera zwykle od pięciu do ośmiu ich rodzajów: kiść bananów, grejpfruty, pomelo, cytrusy, dłoń Buddy i mandarynki, limonki, pomarańcze, jabłka lub persymony. Na północy Wietnamu talerz z owocami zwykle jest skromniejszy niż na południu, ze względu na mniejszą ilość owoców dostępnych zimą.

Przed świętem należy też oddać długi i załagodzić stare konflikty, czyli pogodzić się z wrogami, chociaż – jak potem opowiem – niekiedy wykorzystywano ten okres do wojowania. 23. dnia tego miesiąca składa się hołd Ông Táo Bogu Kuchni. Według tradycji tego dnia Bóg Kuchni, który wie o wszystkim, co się dzieje w domu, idzie do nieba, by złożyć Jadeitowemu Cesarzowi, głównemu bóstwu taoistycznego panteonu, całoroczny raport o całej rodzinie. Dlatego

Wietnamczycy szykują specjalną ucztę, na południu obowiązkowo złożoną z karpi.

Pod ołtarzykiem Boga palą się kadzidła. W ten sposób przekupuje się Niebo, aby następny rok był szczęśliwy.

wietnamski nowy rok
fot. Andrzej Meller

Na tydzień przed Nowym Rokiem przygotowania idą pełną parą. Dom musi być gotowy na przyjęcie rodziny, przyjaciół, gości. Przed wejściem do każdego wietnamskiego domu w wielkich glinianych donicach stoją kwiaty: chryzantemy bądź orchidee oraz drzewka brzoskwini, mandarynkowe, pomarańczowe lub kumkwatu.

Kiedy dom jest przystrojony, ołtarzyk rodzinny ozdobiony, a Jadeitowy Cesarz otrzymał właściwy raport, czas na najważniejszą część przygotowań: pieczenie ciastek ryżowych bánh chưng i bánh dầy. Ponieważ zajmuje ono około 12 godzin, w tym czasie starsi dzielą się z dziećmi wietnamskimi tradycjami i opowiadają im legendy oraz historie rodzinne. Tradycja pieczenia ciastek sięga 4000 lat, kiedy szósty władca dynastii Hùng, leżąc na łożu śmierci, zastanawiał się, któremu ze swych 22 synów przekazać władzę. Ponieważ zbliżało się Tết, kiedy to Wietnamczycy czczą swoich przodków, król wpadł na pomysł, że przekaże ją temu księciu, który wymyśli potrawę najlepiej pasującą do okoliczności. Książęta rozjechali się na koniach po królestwie. Jednemu z nich, młodemu chłopcu o imieniu Lang Liêu, przyśnił się sen: on i jego bracia przygotowywali jedzenie dla króla, kiedy nagle objawił im się duch w postaci kobiety. Duch zbliżył się do Liêu i wyszeptał: Nie istnieje nic, co byłoby większe niż Niebo i Ziemia, i nic bardziej wartościowego niż ryż. Pokażę ci, jak przygotować potrawę, w której będą zawarte wszystkie te trzy rzeczy. Młody Liêu przyniósł duchowi wymagane składniki, a ten przystąpił do pracy.

Wziął trochę kleistego ryżu i położył go na zielonym liściu. Potem dołożył fasoli, dodał pieprzu, soli, mięsa wieprzowego i całość doprawił sosem rybnym. Przykrył wszystko kolejną porcją ryżu i uformował z tego kwadrat. Na koniec zawinął ciastko w liść i związał taśmą bambusową. Ta potrawa – wyjaśnił duch – przedstawia Ziemię. Jest kwadratowa [ludzie wierzyli, że Ziemia jest kwadratowa – przyp. A. M.], jak Ziemia i pokryta zielonymi liśćmi. Podobnie jak rośliny i zwierzęta są częścią Ziemi, tak mięso, fasola i sos rybny są częścią potrawy. Teraz trzeba tylko jeszcze ciastko ugotować w wodzie, aby zachowało świeżość. Nosi ono nazwę bánh chưng. Duch wziął kolejną misę pełną kleistego ryżu i z pomocą tłuczka oraz moździerza uformował masę, z której ulepił płaskie, okrągłe ciastka. Te słodycze są okrągłe jak Niebo. Nazywają się bánh dầy – powiedział. Gdy książę się zbudził, nie tracąc czasu przygotował potrawy, które pokazał mu we śnie duch: ciastko słone i kanciaste jak Ziemia oraz słodkie i okrągłe jak Niebo.

W końcu książęta wrócili do ojca, demonstrując mu potrawy przywiezione z całego kraju. Król przyjrzał się i wszystkie spróbował. Po południu władca ogłosił swoją decyzję. – Mój osiemnasty syn zostanie koronowany na króla i zasiądzie na tronie. Potrawa, którą przygotował, jest niepowtarzalna nie tylko z powodu smaku. Ma także ważne znaczenie. Swoimi prostymi dodatkami, które każdy może wyhodować samodzielnie, oddaje ona cześć Niebu i Ziemi, a także naszym przodkom. Ta potrawa pokazuje, jak ważni są przodkowie, tak ważni jak Niebo i Ziemia. Nawet jeśli ciastka wyglądają skromnie, może je przygotować tylko rzetelny człowiek o wielkim talencie. W ten sposób książę Liêu został koronowany na siódmego króla Hùng. Od tej pory naród wietnamski zawsze przygotowuje na Nowy Rok ryżowe ciasteczka bánh chưng i bánh dầyaby oddać cześć przodkom. 

Pierwszy raz jemy z żoną te ciastka w pensjonacie Lang Cat na plaży przy Morzu Południowochińskim. Pani Tam, która zaprosiła na noworoczną ucztę cały pensjonat, dodała do bánh chưng kambodżańską marihuanę. Nie wiem, jak na te ciastka zareagowałby król dynastii Hùng, ale zarówno nasi gospodarze, jak i mieszkańcy Lang Cat byli bardzo zadowoleni.

Wszyscy składali sobie życzenia roześmiani od ucha do ucha.

Potem najstarsze pokolenie dziadek z babką, którzy zjedli tradycyjne bánh chưng bez dodatków, podeszli do ołtarza pomodlić się i oddać cześć przodkom. Na stole poza kosmicznym ciastkami znalazły się zapieczone krewetki, zupa z kaczki, gotowany szpinak wodny i wołowina z ziołami owijana w papier ryżowy, a także marynowane szalotki i szynka w liściach bananowca. Wietnamczycy wypijali piwo za piwem, a dziadek co chwila wytaczał z barku kolejną nalewkę.

wietnamski nowy rok
fot. Andrzej Meller

W tradycyjnym wietnamskim domu w wigilię Tết przed północą domownicy zbierają się przed ołtarzem Władcy Niebios. Po złożeniu ofiar i zapaleniu kadzideł, wszyscy z niecierpliwością czekają, aż niebo rozświetli się fajerwerkami, które przeganiają demony, szczególnie chętnie pojawiające się na ziemi w ostatnią noc roku.

Wietnamczycy starają się robić jak najwięcej hałasu bębenkami, gongami, dzwonkami – czym się da.

Demony zresztą nie tylko boją się hałasu instrumentów i sztucznych ogni, ale również czerwonego koloru, dlatego domy przystrajane są łańcuchami z papryki chilli, a na zielonych gałęziach noworocznych zawiązuje się czerwone wstążki. Od 1994 roku sztuczne ognie są zakazane. Nie można nawet puszczać muzyki imitującej wystrzały, dlatego w noworocznych procesjach Wietnamczycy niosą czasami makiety sztucznych ogni. Po północy gospodarz rozpala ognisko, na którym spalane są podarki dla duchów przodków papierowe pieniądze w świątecznych kopertach, a także papierowe przedmioty imitujące na przykład samochody czy ubrania. Zapewniają one łaskę bogów.

Na każdym wietnamskim rynku można kupić tony tych pieniędzy i papierowych przedmiotów. Wietnamczycy palą je zresztą przed domami w każdą pełnię. Ponieważ tu nie obchodzi się urodzin, Tết to także szczególny czas dla dzieci. Dostają w prezencie czerwone koperty z pieniędzmi oraz słodycze i kandyzowane owoce, ale najpierw muszą złożyć starszym życzenia.

Główne obchody trwają trzy dni, podczas których należy podporządkować się dwóm głównym zakazom: sprzątania, żeby nie wymieść szczęścia z domu, i spierania się, żeby nie mieć wrogów, bo jakie będą te pierwsze dni nowego roku, taki okaże się cały rok – wierzą Wietnamczycy. Ci, którzy stracili w tym roku kogoś bliskiego, nie powinni chodzić w gości do nikogo poza najbliższą rodziną.

W praktyce Tết to prawie dwa tygodnie jedzenia, picia i ogólnej laby,

w czasie której Wietnam nie działa. Sklepikarze zamykają sklepy, restauracje nie działają. Rozkwitają za to miejsca noworocznej turystyki, gdzie ceny zarówno na bilety do tych miejsc, jak i na noclegi, a nawet menu restauracji podskakują parokrotnie do góry. Bilety i noclegi są zarezerwowane na wiele miesięcy naprzód, o czym warto pamiętać, odwiedzając Wietnam.

Jedni świętują po roku pracy, drudzy zarabiają na cały rok.

Pierwszy dzień nowego roku przeznaczony jest na rodzinne spotkania, podczas których wspólnie się ucztuje. Domownicy wstają wcześnie rano, aby przygotować się na nadejście gości. W zależności od tego, kto przestąpi próg domu, może wnieść do niego przychylność bogów albo ich niełaskę, dlatego tak ważne są życzenia pierwszego gościa. Podczas noworocznych spotkań Wietnamczycy życzą sobie najczęściej pomyślności, dostatku i długowieczności, ale tradycyjne życzenia brzmią: Syna na początek roku, córki na koniec. Ci, którzy chcą poznać, jaki los spotka ich w najbliższym czasie, udają się do pagód i świątyń, aby wywróżyć sobie szczęście lub zakupić noworoczne życzenia wypisane na czerwonym papierze. Zwykle spokojne świątynie w święta są pełne ludzi modlących się i składających ofiary pod każdym ołtarzykiem.

Drugi dzień zwykle spędzany jest z przyjaciółmi, a trzeci z nauczycielami, którzy w Wietnamie cieszą się dużym szacunkiem.

Świąteczna atmosfera nie kończy się jednak wraz z nastaniem czwartego dnia nowego roku, bowiem wiosna to czas ludowych festiwali w pagodach i świątyniach.

wietnamski nowy rok
fot. Andrzej Meller

 

Wietnamczycy w Polsce także starają się spędzać Nowy Rok tradycyjnie:

  • Jest to moment wspomnień i budowania własnego Wietnamu wokół siebie tu w Polsce, skoro nie mogę być tam na miejscu – mówi Ania, Wietnamka z polskim paszportem, która nie dostaje od lat wietnamskiej wizy.
  • To czas refleksji, jednoczenia się z ludźmi, spotkań z najbliższymi, moment, który budzi nadzieję i odnawia wiarę w dobro. To polski sylwester, wigilia, amerykańskie święto dziękczynienia oraz święto zmarłych w jednym. To także czas odkryć, że można wykorzystać drzewko jabłkowe i przerobić je na wietnamskie drzewko morelowe czy kumkwatu, które symbolizują wiosnę – dodaje Ania, która w Polsce żyje od 9. roku życia. Dla Ani to także czas, kiedy należy bardziej pomagać rodzinom opozycjonistów i wspominać ofiary masakry w Hue z 1968 roku.


Otóż w Wietnamie zazwyczaj na wiosnę, tuż po Tết, rozpoczynały się duże operacje militarne. Trzeba je było zawsze zakończyć przed nastaniem pory deszczowej, w czasie której artyleria i czołgi grzęzły w błocku, a samoloty nie mogły wylądować na zalanych deszczem pasach startowych gdzieś na prowincji kraju. Tak było w 1954 roku, kiedy wojska generała Võ Nguyên Giápa, zwanego Napoleonem Wschodu, w sławnej bitwie pod Điện Biên Phủ pokonały francuskich kolonizatorów, którzy musieli na zawsze wynosić się z Indochin.

Jednak najbardziej kojarzoną z wietnamskim Nowym Rokiem operacją była komunistyczna Ofensywa Tết rozpoczęta przez wojska podległe Napoleonowi Wschodu dokładnie w Nowy Rok 1968 roku. 21 stycznia tego roku partyzantka Wietkongu oraz Ludowa Armia Wietnamu Północnego zupełnie zaskoczyły wojska Wietnamczyków z południa i ich amerykańskich sprzymierzeńców. Zresztą po pierwszych wystrzałach Wietkongu Amerykanie są przekonani, że to noworoczne fajerwerki.

Do Sajgonu o świcie wchodzi 35 batalionów Wietkongu. Część partyzantów przebrana jest za południowych policjantów. Atakują pałac prezydencki, lotnisko, kwaterę główną Marynarki Wojennej WP, siedzibę Szefostwa Połączonych Sztabów ARW i ambasadę amerykańską. Tu ofensywa nie udaje się i Wietkong po dwóch dniach zostaje wykurzony z miasta.



Najcięższy przebieg – i ten dramat ma na myśli Ania, którą cytowałem wyżej – Ofensywa Tết ma miejsce w cesarskim Huế, zdobytym najpierw przez wojska Wietnamu Północnego, a następnie odbitym przez armię Wietnamu Południowego i Amerykanów. W czasie krótkiego władania miastem Wietkong przeprowadza czystkę prorządowej elity. Jego służby chodząc z imiennymi listami wrogów od domu do domu rozstrzeliwują około 5000 zwolenników Południa.

Tết roku 1968 był przełomem w II Wojnie Indochińskiej. Paradoksalnie komuniści wykorzystali święto, którego oficjalnie nie obchodzili, bo wiadomo, że religia to opium dla ludu.

Ofensywa nie przyniosła Wietkongowi spodziewanych korzyści i zakończyła się militarną przegraną Północy – powiedział mi kiedyś Jeff, amerykański emeryt, który brał udział w tamtych zdarzeniach po stronie armii amerykańskiej i który na emeryturze osiadł w Wietnamie. – Ponieśliśmy jednak ciężkie straty i w zasadzie się skompromitowaliśmy. To było na pewno przełomowe wydarzenie w tej wojnie. Co najważniejsze, opinia publiczna w USA przestała popierać nasz udział w konflikcie indochińskim i w końcu musieliśmy się wynosić – dodał Jeff, który wylądował w Wietnamie przypadkowo na dzień przed rozpoczęciem tej wielkiej bitwy i od razu wziął udział w trzymiesięcznych odpieraniu wietnamskich ataków na oblężoną bazę Khe Sanh.

wietnamski nowy rok
fot. Andrzej Meller

Kiedy teraz tu, w Wietnamie, zbliża się Tết i zaczynają się przygotowania, tamta wiosna do mnie wraca. Obserwuję, jak ludzie wożą na skuterach z targów drzewka mandarynkowe i kwiaty w donicach, jak wystawiają przed domami ciastka bánh chưng, szynkę w liściach bananowca – i mną telepie. To pierwsze obrazki, jakie pamiętam z Wietnamu, kiedy 20 stycznia 1968 roku jechałem ciężarówką z Đà Nẵng do naszej bazy – spokojnie opowiada stary Amerykanin, dla którego Tết także okazało się przełomowym momentem w życiu i po którym przez lata chodził na terapię PTSD.

 



REO POLECA

I PO ŚWIĘTACH… W Norwegii

 

 

Andrzej Meller
Andrzej Meller, pisarz i podróżnik. Instagram: @eamellers Autor książek reporterskich: „Miraż. Trzy lata w Azji”, „Zenga, Zenga, czyli jak szczury zjadły króla Afryki” oraz „Czołem, nie ma hien. Wietnam, którego nie znacie”. Organizator wypraw do Azji z firmą Conqueror Travel Club. http://www.conqueror.com.pl/concierge/wietnamzmellerem/