📻 WIELKI MUR. Zakryje piękno i radość.

Tej budowli w racjonalny sposób nie da się obronić

AUDIO REO. Posłuchaj nagrania artykułu, czyta Paweł Sito. 11’17”

 

 

Szarmu czar(m)

Sharm El Sheikh to perła w turystycznej koronie Egiptu. To kurort leżący w południowej części półwyspu Synaj nad tzw. Złotą Zatoką riwiery Morza Czerwonego. Miejsce jest prześliczne. Z jednej strony miasto okalają góry z Parkiem Narodowym Świętej Katarzyny. Z drugiej rozciąga się dziewiczy Park Narodowy Ras Muhammad oraz malowniczy Rezerwat Nabk. To jedno z najpiękniejszych miejsc na ziemi.

Sharm El Sheikh to istny raj dla nurków, wielbicieli kąpieli słonecznych, dobrej zabawy, jedzenia i w miarę taniego wypoczynku. To jedno z niewielu miast turystycznych w tym muzułmańskim kraju, gdzie jest kasyno, a alkohol kupimy w zwykłym sklepie tuż za rogiem.

Na niewielkim skrawku ziemi wybudowano ponad 500 hoteli, sześć tysięcy restauracji i barów, nowoczesny port lotniczy czy międzynarodowe centrum konferencyjne. Z racji ograniczeń prawnych wszystkie budynki mają maksymalnie dwa piętra, a przeważają wystawne wille z basenami, ogrodami i fontannami. Wszędzie jest mnóstwo zieleni.
Mieć dom w Sharmie – to marzenie każdego Egipcjanina. Sharm – to cel wakacyjnych podróży setek tysięcy przede wszystkim Rosjan, Brytyjczyków, Niemców i Skandynawów. Także Polaków. Wszystko rozwijało się pięknie i wyglądało bajkowo, aż nastąpił kres tej sielanki.

Terror w raju

Pierwsze kłopoty miasta zaczęły się w 2005 roku, kiedy to w trzech skoordynowanych zamachach bombowych zginęło 88 osób z 13 różnych krajów. Do zamachu przyznały się organizacje terrorystyczne powiązane z Al-Kaidą. Drugi cios nastąpił 10 lat później. W samolocie lecącym z Sharm el Sheikh do Sankt Petersburga podłożono bombę. Zginęły 224 osoby. Wszyscy na pokładzie. W większości byli to obywatele Rosji. Dokonanie zamachu przypisali sobie dżihadyści popierający Państwo Islamskie. Od tamtego czasu większość linii lotniczych na całym świecie zawiesiło połączenia z Sharm el Sheikh.

Z miliona turystów odwiedzających zrobiło się zaledwie kilkadziesiąt tysięcy.

Przywracanie bezpieczeństwa

Przez ostatnie trzy lata władze prowincji Synaj Południowy robiły więc wszystko, by poprawić bezpieczeństwo na swoim terenie, a także wizerunek. Zrewolucjonizowano systemy kontroli na lotnisku. Wprowadzono dodatkowe kontrole drogowe. Aresztowano kilkaset osób podejrzanych o wspieranie lub udział w działaniach grup terrorystycznych.
W mieście rozpoczęła pracę prężna siatka tajnych służb policyjnych. Bezprecedensowa akcja militarna rządu w górach Synaju doprowadziła do zlikwidowania kilku tysięcy zwolenników ISIS.

Wojna z terroryzmem cały czas trwa. To przyniosło efekty. Wszystko powoli zaczęło wracać do normy. Obecnie Sharm znów pojawił się na turystycznej mapie świata. Ponownie stał się celem wakacyjnego wypoczynku. W 2018 roku przyjechało tu ponad 300 tysięcy turystów.
Po co więc mur wokół miasta? Na to pytanie nie potrafi odpowiedzieć nikt. To bardzo wstydliwy temat.

 

Mieszanka betonu i druku kolczastego

– To nie jest mur. To raczej projekt barier i ogrodzeń wokół miasta z czterema pięknymi bramami wjazdowymi – mówi gubernator Synaju Południowego. Generał Khaled Fouda dodaje: – Ten projekt ma chronić turystów przed zagrożeniem terrorystycznym.
Mur ma mieć aż 37 kilometrów długości. Jego wysokość to sześć metrów. Składać się będzie z mieszanki betonowych barier, oraz drutu kolczastego. Na całej jego długości mają powstać stanowiska strażnicze, system monitoringu i detektory ostrzegające o konsekwencjach w razie próby pokonania go. Do ochrony muru mają być także wykorzystywane specjalnie wyszkolone psy.

Zupełnie innego zdania są sami turyści,

którzy na forach internetowych nie kryją swojego oburzenia: – To jakaś paranoja. Często latam na Filipiny, do Turcji, Paryża. Sam jestem z Niemiec. Szczególnie w ostatnich latach zamachy bombowe zdarzają się tam często, jednak nikt nawet nie myśli, by walczyć z terroryzmem stawiając mury. Są inne metody – pisze Martin z Monachium.

Olga z Ukrainy dodaje: – Jak mam się czuć w mieście odgrodzonym murem od reszty świata. Już sama świadomość, że taka bariera istnieje przyprawia mnie o klaustrofobię. W życiu do Sharmu już nie pojadę. Steve z Wielkiej Brytanii idzie jeszcze dalej: – Każdy mur dzieli ludzi i powoduje frustrację. Nawet na komunistycznej Kubie czy w Korei Północnej nikt nawet nie wpadł na pomysł, by turyści siedzieli za ogrodzeniem i byli pilnowani jak małpy w cyrku. To jest chory pomysł.

Kiedy mur zostanie ukończony Sharm el Sheikh stanie się pierwszym tak wielkim kurortem na świecie funkcjonującym za ogrodzeniem.

– To smutny i irytujący widok. Wydaje się, że idee prezydenta Donalda Trumpa (budowy muru pomiędzy USA a Meksykiem) są zaraźliwe, a nasi urzędnicy mają ten sam ograniczony pogląd na to, jak można wprowadzić bezpieczeństwo bez niszczenia turystyki i piękna regionu – napisał na Facebooku wściekły Mohammed Abo Logy. Lokalny dziennikarz z Sharm el Sheikh dodał również w swoim komentarzu: Mur otoczy moje miasto od obszaru Nebk na północy, aż do Parku Narodowego Ras Mohammed na południu. Ściana będzie bardzo wysoka i zablokuje widok na góry i zmieni nasze piękne miasto w ohydne więzienie.

 

Huczy jedynie na forach

Pomysł z powstaniem muru zrodził się już po pierwszym zamachu. Jednak wówczas, w 2005 roku, został zarzucony jako niepotrzebny i nieproduktywny. Ponadto nie było na to pieniędzy. Dziś fundusze się znalazły.

Koszt jego budowy i utrzymania muru wokół Sharmu szacowany jest na ponad miliard dolarów.

Egipskie media o budowie muru nie piszą w ogóle. Na publiczne komentarze decydują się nieliczni. Egipcjanie po prostu boją się, by nie zostać posądzonym o sprzyjanie terroryzmowi. Za to idzie się tam do więzienia.

Niechętnie i z lekkim dystansem piszą o sprawie także zagraniczne media. Wszyscy zdają sobie sprawę, że gdy sprawa stanie się głośna wybuchnie gigantyczny, międzynarodowy skandal. Dziennikarze wolą poczekać na rozwój sytuacji.

Tymczasem na forach internetowych osób, które właśnie wróciły z Sharmu ten temat zdominował dyskusję o wymarzonych wakacjach, a stwierdzenia typu: Egipcie, dokąd zmierzasz?; powariowali; debilizm; za drutami kolczastymi wypoczywać nie zamierzam, bo źle mi się to kojarzy; budowę widziałam na własne oczy. Gdy dowiedziałam się o co chodzi po prostu się popłakałam; przypomniało mi się komunistyczne NRD – są bardzo częste. Pozostałe nie nadają się do zacytowania.

Turyści na taką walkę z ochroną swojego bezpieczeństwa się nie zgadzają.

Jest jeszcze jedna ważna sprawa, która powoli przebija się do opinii publicznej. Mur odetnie przede wszystkim wędrowną społeczności Beduinów od swobodnego przemieszczania się do i z Sharm el Sheikh. Już dziś wyrażają oni swoje ogromne niezadowolenie. Zwłaszcza po tym, jak politycy przekonali Beduinów, aby współdziałali z rządem Egiptu w walce z dżihadystami na Synaju. Teraz Beduini zastanawiają się, czy postąpili słusznie.

***
W swoich publikacjach zawsze, jak mogę, staram się tłumaczyć złożoność procesów społecznych i decyzji politycznych podejmowanych przez rządzących Egiptem. W tym wypadku jestem bezradny. Tej budowli w racjonalny sposób nie da się obronić. Tym bardziej komuś, kto dużą część swojego życia spędził w obozie państw socjalistycznych i najweselszym ze znajdujących się tam baraków – czyli w PRL-u.

Dla mnie budowanie muru zawsze pozostanie synonimem zła i bezradności wobec własnych obywateli. Niestety, gigantyczny, wysoki na 6 metrów, mur wokół Sharm el Sheikh rośnie z dnia na dzień.

Zdjęcia: hurghada24.pl



REO POLECA

📻 EKWADOR: Mieszkańcy nie wiedzą, co El Niño przyniesie tym razem