📻 JAKI BĘDZIE NASZ ŚWIAT ZA 20-50 LAT?

EKONOMICZNY TEMAT CZERWCA: DOCHÓD PODSTAWOWY

AUDIO REO. Posłuchaj na podcaście. Czyta Danuta Stachyra. 8’50”


Mamy rok 2019 i, chcąc nie chcąc, właśnie stoimy u progu rewolucji lub ewolucji, nie tylko technologicznej, ale również cywilizacyjnej. To, którą z dróg wybierzemy, zależy od nas jako społeczeństwa. Pewne jest jedno: zmian nie unikniemy. Jeżeli jako ludzkość wykażemy się dojrzałością, to nadejdą one w procesie ewolucji. Natomiast jeśli dojrzałości nam zabraknie, to pojawią się pod płaszczykiem rewolucji – i wojny będą wówczas nieuniknione. 

Roboty zmieniają rynek pracy

Od kilkunastu lat robotyzacja rozwija się w zadziwiająco szybkim tempie. Jedną z najprężniej i najchętniej rozwijanych dziedzin jest AI, co sprawi, że nasza przyszłość będzie wyglądała całkiem inaczej niż dzień dzisiejszy. Czy w przyszłości powinno nam lepiej się żyć? Tak. Czy damy radę unieść brzemię postępu? To się okaże.Znaczny postęp możemy obserwować już od pierwszej dekady XXI wieku. W wyniku rozwijania dziedzin robotyzacji i automatyzacji pracę w amerykańskim przemyśle straciło ponad 5 milionów pracowników. Na samym początku maszyny zastępowały ludzi w prostych czynnościach, jak dokręcanie śrub w fabrykach samochodowych, ale z czasem zaczęły nas wyręczać w pracach wymagających większego skupienia. Dziś, maszyny są w stanie wypełniać druki, sporządzać sprawozdania, a nawet analizować klisze rentgenowskie i dokumenty.

Za kilkanaście, może kilkadziesiąt lat będziemy mieli do czynienia z globalnym przymusowym bezrobociem.

Szacuje się, że do 2020 roku może zniknąć ponad 7 milionów miejsc pracy. Znaczna część zwolnień dotknie sektor administracyjno-biurowy, gdzie obecnie zatrudnienie znajduje wiele osób z tak zwanej klasy średniej.

Tendencja spadkowa zatrudnienia w wielu też innych sektorach spowodowana będzie nieustającym postępem technologicznym i naukowym, a także starzeniem się społeczeństw krajów zachodnich. Najbardziej znaczącą konsekwencją tych procesów stanie się całkowite przemodelowanie rynku pracy na świecie. Praca rąk ludzkich będzie niezbędna w przypadku zadań bardzo prostych, których automatyzacja w najbliższym czasie nie obejmie z powodu niskiej rentowności takiego działania. Drugim typem pracy, który ocaleje po przemianach, będzie ta wymagająca bardzo wysokich nakładów intelektualnych, na przykład naukowa, między innymi przy rozwijaniu sztucznej inteligencji. Jak nietrudno się domyślić, zadania, które nie wymagają ani wytężonego wysiłku umysłu, ani zbytnich nakładów sił fizycznych, staną się domeną robotów i innych maszyn. Za kilkanaście, może kilkadziesiąt lat będziemy mieli do czynienia z globalnym przymusowym bezrobociem. I tu pojawiają się pytania: co należy zrobić? Czy może warto rozważyć dochód podstawowy?

Bieda zamiast sielanki 

Wydawać by się mogło, że dochód podstawowy w takiej sytuacji byłby świetnym rozwiązaniem. Ludzie nie musieliby się oddawać pracy, zaczęli spędzać więcej czasu z rodziną, rozwijali swoje pasje i poświęcali się hobby. Ale rzeczywistość jest jednak dosyć brutalna i nie pozwoli nam na realizację tej sielskiej wizji. W obecnym systemie, opartym na pieniądzu, systemie, w którym rządzi twarda ekonomia, to rozwiązanie jest nie do uniesienia. Żaden kraj nie jest w stanie zapewnić swoim obywatelom dochodu podstawowego, który nie obniżyłby ich stosunkowo wysokiej stopy życia. Każdy obywatel z klasy średniej zostałby dochodem podstawowym zrzucony w odmęty życia na granicy biedy.

Jeżeli politycy będą chcieli utrzymywać obecny system monetarny, to najprawdopodobniej nie unikniemy kryzysu.

W tym miejscu pole do popisu będą mieli najbardziej wpływowi politycy tego świata. Jeżeli będą chcieli utrzymywać obecny system monetarny, to najprawdopodobniej nie unikniemy kryzysu. W skali globalnej dojdzie wtedy do drastycznego rozwarstwienia społecznego, będą wzrastały niepokoje i niezadowolenie wśród obywateli świata, a to spowoduje, że wojna, niestety, będzie nieunikniona. Co po niej zostanie z naszej planety i cywilizacji, trudno przewidzieć, ale nie jest to optymistyczna perspektywa. Jeżeli zdecydujemy się na taki scenariusz, świadczyć to będzie o tym, że do postępu nie dorośliśmy i podeszliśmy do takich zmian bez odpowiedniego przygotowania.

to, że nie byłoby pieniędzy, nie oznaczałoby końca handlu, produkcji i wynagrodzeń

Rynek usług intelektualnych

Drugi scenariusz jest nieco utopijny. Jeżeli w obliczu zmian obudzimy się i zdecydujemy się na rozwiązanie wręcz abstrakcyjne, może nas czekać inny los. Tym rozwiązaniem byłoby odejście od polityki i gospodarki monetarnej.

Wymagać to będzie ogromnej siły, nakładów pracy ludzkich głów, a przede wszystkim wyobraźni. Taką wizję roztaczał futurolog Jacque Fresco. Zaprojektował on system globalnego społeczeństwa, gdzie wartością nie są pieniądze, a ludzki umysł. I tu znowu rodzą się pytania: co z handlem? Co z wytwarzaniem dóbr, skoro nikt za to nie dostanie w takim świecie zapłaty? Otóż to, że nie byłoby pieniędzy, nie oznaczałoby końca handlu, produkcji i wynagrodzeń. W swojej wizji Fresco przedstawia utylitaryzm jako walutę. Każda jednostka budująca społeczność, wykonując pracę, płaciłaby tym innym ludziom w zamian za inne wykonywane przez nich usługi. Można powiedzieć, że jest to coś w duchu handlu wymiennego. I oczywiście praca ta nie polegałaby na prostych i średnio zaawansowanych czynnościach (bo te wykonywane byłyby całkowicie przez maszyny), ale każda osoba przykładałaby się do dalszego rozwoju pracą swojego umysłu. Stworzylibyśmy społeczeństwo naukowców i inżynierów. W takiej sytuacji priorytety ludzkości byłyby zupełnie inaczej skategoryzowane. Musielibyśmy zrozumieć, że sensem naszego istnienia jest rozwój cywilizacji, eksploracja kosmosu, a prymitywne emocje, takie jak chęć materialnego wzbogacenia się, musiałyby w ludziach bezpowrotnie zaginąć. Trochę to piękne, a trochę straszne.

Tę wyidealizowaną wizję jednak też można zburzyć. Istnieje bowiem możliwość, że gdy sięgniemy już technologicznego sufitu i nic nie będziemy musieli robić, to wpadniemy w zaślepiający konsumpcjonizm, a nasze umysły będą jeszcze bardziej oddalać się od chęci poznawania Wszechświata i rozwijania cywilizacji.


Rewolucja więc czy ewolucja? Rozwój czy konsumpcjonizm? Utopia czy dystopia? Na te pytania musimy odpowiedzieć sobie w duchu, zgodnie z naszym systemem wartości. Dopiero na takim gruncie możemy podejmować działania kierunkowe, dokładając swoją cegiełkę do wybranego scenariusza.



REO POLECA

MICHAŁ KARLIŃSKI: Nowoczesność pcha ludzkość do przodu