Weronika Kostrzanowska: Oda do bioróżnorodności

Ziemia – planeta nie tylko ludzi

W 1992 roku w Rio de Janeiro podpisano Konwencję o Różnorodności Biologicznej. W sumie, po ratyfikacjach, dokument zatwierdziło 196 państw. Ta międzynarodowa umowa powstała w odpowiedzi na wyraźnie widoczną tendencję spadkową liczby gatunków na naszej planecie. Szczytne cele, jakie przyświecały konwencji, to ochrona bioróżnorodności, monitorowanie i przeciwdziałanie procesom, które ją zubożają, a także sprawiedliwy podział dóbr genetycznych. Od podpisania umowy minęło już ponad 25 lat. Czy możemy już spać spokojnie myśląc, że bioróżnorodność na Ziemi ma się dobrze?

Każdy jest niezastąpiony

Zanim odpowiemy sobie na to pytanie, przybliżę kilka problemów i faktów. Czym owa bioróżnorodność właściwie jest? Krótko mówiąc, zróżnicowaniem życia, jego form na świecie. Przejawia się występowaniem różnorodnych gatunków w rozmaitych ekosystemach. Same ekosystemy, jakie znamy, również mogą, a nawet powinny być zróżnicowane. Mało tego, dane gatunki organizmów wewnątrz własnej populacji powinny być różne, by cały ekosystem sprawnie i prawidłowo funkcjonował. Wydawać by się mogło, że ludzie, jako gatunek, są tak zaawansowani, że zapewne wyginięcie jednego czy drugiego gatunku nie powinno robić żadnej różnicy. Takie myślenie, niestety, może nas zaprowadzić jedynie na skraj zagłady…

Na straży porządku

Każdy element w światowym ekosystemie jest ważny i równy sobie. Każdy organizm oddziałuje na inne. Najprostszym przykładem takiego oddziaływania jest łańcuch troficzny. Jeżeli zabraknie pierwszego ogniwa, którym najczęściej są rośliny bądź najmniejsze organizmy, po kolei zaczną wymierać kolejne gatunki budujące dany łańcuch troficzny.

Nietrudno sobie wyobrazić, że niszcząc niszę jednego gatunku, możemy doprowadzić do wymierania kolejnych organizmów, kończąc na tych, które znajdują się w naszym bezpośrednim otoczeniu i od istnienia których my, ludzie, jesteśmy uzależnieni. Aby temu zapobiec, musimy wszyscy zrozumieć, że Ziemia to wspólny dom wszystkich organizmów, połączonych ze sobą delikatną siecią oddziaływań różnego rodzaju, a naszym zadaniem, jako inteligentnych stworzeń, jest to, by tę inteligencję wykorzystać w celu ochrony nas wszystkich i naszego domu. Ale czy rozumiemy te zależności? Czy robimy wszystko, by zachować bioróżnorodność?

Wpływ człowieka?

Od 1992 roku wydarzyło się kilka ważnych rzeczy. Uruchomiono specjalny fundusz na rzecz ochrony bioróżnorodności w krajach rozwijających się. Jednak to trochę za mało, ponieważ od tych 25 lat gatunki nadal wymierają. Zarówno te zamieszkujące lądy, jak i te żyjące w wodnym środowisku. Jakie są tego przyczyny? Według autorów publikacji How to pay for saving biodiversity głównymi przyczynami są zbyt niskie nakłady finansowe przeznaczane na ochronę bioróżnorodności, brak współpracy międzynarodowej, a także brak kontroli nad wykorzystywaniem zasobów naturalnych i nadmierna ich eksploatacja.

od 100 lat znów wymieranie gatunków zachodzi w szybszym tempie, niż miało to miejsce kilka tysięcy lat temu.

Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego ponadto podejrzewają, że właśnie jesteśmy świadkami kolejnego w historii planety masowego wymierania gatunków. Okresów takich było dotychczas pięć, a ostatni dotknął dinozaury. Uczeni zauważyli pewną korelację między czasem zasiedlania przez ludzi danego terenu a wymieraniem gatunków w tych miejscach. Oczywiście badania te dotyczą bardzo długiego czasu, ponad 10 tysięcy lat, dlatego nie możemy być pewni co do tego, czy mamy do czynienia z silnym związkiem przyczynowo-skutkowym, czy może to jednak jest tylko i wyłącznie niefortunna dla nas korelacja.
Nie zmienia to faktu, że od 100 lat znów wymieranie gatunków zachodzi w szybszym tempie, niż miało to miejsce kilka tysięcy lat temu. I o ile z wymieraniem sprzed 10 tysięcy lat nie jesteśmy w stanie ściśle powiązać działalności człowieka, tak z obecnym spadkiem bioróżnorodności mamy wiele wspólnego. Coraz większa liczba ludności na świecie i wszystkie związane z tym zmiany antropogeniczne, jak choćby globalne ocieplenie, wpływa destrukcyjnie na żywot wielu organizmów.

Karczowanie gatunków

O lasach deszczowych każdy z nas słyszał.  Mówi się często o nich jako zielonych płucach Ziemi, co nie powinno dziwić. W końcu zajmują znaczną powierzchnię Ameryki Południowej, a jak drzewa, to fotosynteza, a jak fotosynteza, to lepszy obieg węgla w przyrodzie i większa zawartość tlenu w powietrzu. Oprócz tego lasy deszczowe są wręcz namacalnym obrazem definicji bioróżnorodności. Ze względu na panujący tam klimat ilość gatunków flory i fauny jest porażająca, a część z nich stanowią gatunki endemiczne, czyli takie, które są typowe dla określonego środowiska i nie występujące nigdzie indziej. Właśnie tam możemy zobaczyć, jak ważne są oddziaływania międzygatunkowe.

Obserwujemy to w dosyć przykry sposób i dopiero po fakcie zdajemy sobie ze wszystkiego sprawę. Mam na myśli sukcesywne karczowanie lasów deszczowych. Drzewa puszczy amazońskiej są wycinane na surowiec, ale także pod monokulturowe uprawy drzew dających oleje, na które jest ogromne zapotrzebowanie ze strony przemysłu spożywczego. Oprócz tego, że zmniejszamy bioróżnorodność na tym terenie przez ograniczenie drzewostanu, to należy pamiętać, że ekosystem to inaczej system naczyń połączonych, zwłaszcza na terenach Amazonii i przez wycięcie drzew określonego gatunku cierpią też inne.

A do nieszczęścia nie trzeba wiele, wystarczy kilka drzew mniej, by skutki wycinki były odczuwalne. Zespół badawczy z Imperial College London zaobserwował, że wybiórcze karczowanie drzew w sąsiedztwie zbiorników wodnych i ich strumieni doprowadza niemal do wyginięcia ryb słodkowodnych. Wcześniej przypuszczano, że poziom liczebności osobników ryb będzie uzależniony od stopnia wycinki, natomiast okazało się, że każda ilość wyciętych drzew jest zbyt duża. Nie znaleziono też zależności między liczebnością ryb a gatunkiem czy rejonem wycinanych drzew. Skutek był zawsze ten sam. Biolodzy próbowali ustalić przyczynę takiego zjawiska, ale byli w stanie jedynie wysnuć podejrzenia, że drzewa w sąsiedztwie strumieni i zbiorników wodnych wpływają na temperaturę wody, zacienienie i zawartość składników odżywczych w wodzie. Brak drzew nad strumieniami przyczynia się również do erozji gleby nad strumieniami, co skutkuje spłyceniem koryta. Oprócz tego, że w wyniku wycinki cierpią drzewa i ryby, to cierpi również miejscowa ludność, dla której ten gatunek ryb stanowi pokarm.

większa bioróżnorodność powoduje mniejszy odsetek zachorowań, a także szybszy i łagodniejszy przebieg infekcji.

Różnorodność dla zdrowia

Kolejnym problemem związanym z malejącą bioróżnorodnością jest łatwiejsze roznoszenie chorób. Pierwszym przykładem będzie grzybica atakująca żaby. Batrachochytrium dendrobatidis to gatunek grzyba atakujący płazy, w większości żaby. Rozprzestrzenia się na skórze zwierzęcia i w końcowej fazie prowadzi do zatrzymania akcji serca. Mówi się nawet o epidemii grzybicy płazów i nigdy wcześniej nie zaobserwowano ich wymierania na tak dużą skalę. Naukowcy z Uniwersytetu w Ohio wykazali związek między bioróżnorodnością a zachorowalnością i przebiegiem choroby. Okazuje się bowiem, że większa bioróżnorodność powoduje mniejszy odsetek zachorowań, a także szybszy i łagodniejszy przebieg infekcji.

Najprawdopodobniej za taki stan rzeczy odpowiedzialny jest efekt rozmycia. Polega to na tym, że nie wszystkie gatunki płazów są dobrymi gospodarzami dla grzyba, dzięki czemu mogą ograniczyć rozprzestrzenianie się choroby. W przypadku bardzo ograniczonej liczby gatunków na danym terenie infekcja może łatwiej i szybciej atakować kolejne osobniki. Można powiedzieć, że jedne gatunki chronią inne przed niepotrzebnymi infekcjami i chorobami, są swoistą tarczą ochronną.

Podobny efekt możemy zaobserwować w Tanzanii. Znaczne jej tereny są karczowane pod pola uprawne. Jeżeli zmniejszamy zalesienie na danym terenie, to także zmniejszamy populacje dużych ssaków, których naturalnym siedliskiem są właśnie lasy. Jeżeli z kolei zmniejszamy populację dużych ssaków, to przyczyniamy się do zwiększenia populacji gryzoni i mniejszych organizmów, takich jak pasożyty, gdyż często duże ssaki właśnie kontrolują liczebność tych mniejszych. A jeśli mamy do czynienia z nadmierną ilością gryzoni i pasożytów, to łatwiej o roznoszenie się chorób, tak jak dżuma.

Tak, tak, nie przeoczyliście się. W Europie nie odnotowujemy już żadnych przypadków zachorowań, ale w Afryce problem istnieje nadal. Sytuacji nie ułatwia fakt, że gryzonie są nosicielami czarnej śmierci, którą mogą zarazić się ludzie. Szacuje się, że ponad 75% populacji szczura afrykańskiego jest zakażona dżumą. Chorobę na ludzi są w stanie przenosić również pchły. I nie zapowiada się na to, by sytuacja w Tanzanii się poprawiła, bowiem swoje zbiory ludzie trzymają blisko domostw, stwarzając przy okazji doskonałe warunki do życia i rozmnażania się szczurom, roznoszącym dżumę.


Jak widać, globalny ekosystem stanowi delikatną sieć, gdzie najmniejsza, często nieumyślna zmiana prowadzi do katastrofalnych skutków, które nie zawsze jesteśmy w stanie naprawić. Jedyne skuteczne działanie, mające na celu ochronę wszelkich gatunków, w tym Homo sapiens. jest działanie zawczasu. Zanim wytniemy choćby jedno drzewo, zastanówmy się 10 razy nad konsekwencjami. Nie zawsze to, co ma służyć ułatwieniu nam życia w krótkim czasie, faktycznie nam pomoże. Najczęściej takie krótkowzroczne działania obracają się przeciwko nam samym. Skutki nie zawsze będą odczuwalne od razu. Może odczujemy je dopiero za 20 czy 100 lat. Ale nastąpi to na pewno. Przyroda zawsze sobie poradzi – bez nas, zwierzęta i rośliny nawet będą sobie lepiej radziły bez naszej ingerencji. Ale my bez różnorodności gatunkowej nie poradzimy sobie na pewno. Przyroda nie jest zależna od ludzi, to ludzie są skazani na jej łaskę, więc bądźmy wobec niej pokorni i dobrzy, by jutro przywitać na pięknej planecie, ze zdrowymi płucami wypełnionymi czystym powietrzem.



REO poleca: 

📻 Hubert Bułgajewski: Orangutany a olej palmowy