📻 SEKS: Stymulacja językiem polskim

Chodzi o to, aby język giętki... i to, i tamto

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Paweł Sito.

 


TAKŻE JĘZYK POLSKI MOŻE STYMULOWAĆ OSOBY PARTNERSKIE, ZARÓWNO W TRAKCIE SEKSU JAK I ROZMÓW W INNYCH OKOLICZNOŚCIACH

 

 

Seks to temat niełatwy i bardzo często jawi się jako tabu. Przyczyny mogą wynikać z wielu rzeczy. Jedną z nich jest najzwyczajniej w świecie język. Wiele osób twierdzi, że mówiąc o seksie mamy do wyboru jedynie: sztywną, nomen omen i formalną nomenklaturę medyczną, mało zmysłowe wulgaryzmy lub dziwaczne nazwy własne. Nic pomiędzy, nic co byłoby zadowalające i niekrępujące. Normalne.

Innego zdania jest wybitny językoznawca, profesor Jerzy Bralczyk, który nie zgadza się z powszechną opinią. Słów przeróżnych na ten temat jest mnóstwo. On zaś wraz z żoną, psycholożką Lucyną Kirwił napisali książkę Pokochawszy poświęconą językowi miłości. Mówią oni: Można się kochać bez porozumiewania. Ale dobrze, jeśli język w tym uczestniczy. I choć to brzmi zabawnie, to już nie jest takie to, że faktycznie wiele par uprawia miłość bez porozumienia, jedynie mówiąc o tym (jako czynności) oraz o tym i o tym (jako organach płciowych). Niektórzy, by zatrzeć złe wrażenie pewnego rodzaju dzikości, czy nieśmiałości głoszą tezę, że ludzie dzielą się na tych, którzy mówią o seksie, ale nie uprawiają go, i na tych, którzy funkcjonują dokładnie na odwrotnych zasadach.

Zrozumiałym jest, że tak jak rozmowa na tematy intymne między rodzicami a dziećmi może być krępująca, tak między dwojgiem dojrzałych, kochających się partnerów tematy te powinny być naturalne. A wbrew pozorom wcale nie są. Wniosek z tego taki, że język sprawia, iż mamy problem z nazywaniem naszych pragnień, fantazji i potrzeb. A zazwyczaj jak już się staramy, to i tak dochodzi do wielu nieporozumień. Przykład? Wulgarne nazewnictwo może szybko zniechęcić partnerkę lub partnera do aktu miłości, z natury zmysłowego i intymnego. Może źle zrozumieć nasze intencje lub po prostu obrazić się za sposób, w jaki są one przekazywane.

A terapeuci i seksuolodzy twierdzą, że problemy w łóżku mogą być głównym powodem rozpadu małżeństwa. Przyczyną zaś tych kłopotów może być brak dopasowania wynikający z nieumiejętności rozmowy o tym. Tak więc okazuje się, że wbrew pozorom lekkości tematu, sprawa może nabierać najpoważniejszego wymiaru.

Jacek Lewinson, autor Słownika seksualizmów polskich, twierdzi, że język seksu był najlepiej rozwinięty w czasach renesansu. Seks był wtedy formą rozrywki i relaksu, ponieważ ludzie nie mieli aż tylu zmartwień, jako że był to złoty okres w historii Polski. Stosunkowo, nomen omen, wygodne suknie również do seksu nie zniechęcały, w przeciwieństwie do wymyślnych i trudnych w zakładaniu strojów czasów napoleońskich, chociażby. Lewinson twierdzi, że czarę goryczy przelała epoka romantyzmu, co może się wydać zaskakujące. Warto jednak pamiętać, że miłość, owszem, ceniona była bardzo, ale przede wszystkim w  platonicznym wydaniu.

Cielesność znajdowała się na dalszym miejscu.

W 1913 r. seksuolog Stanisław Kurkiewicz wymyślił swój własny słownik. Irytował go bowiem fakt, że pacjenci nie są w stanie opisać mu swoich dolegliwości i przypadłości. I tak masturbację nazywał samieniem, a stosunek seksualny dotknieniem mężczyńskim, a seksuologa doktorem płciownikiem. Domyślności czytelników pozostawiam kolejne neologizmy: płcenie, łechtaczenie, trudnoszczytaka, napopędaka, samieństwo i przebłogość.

Jeden z warszawskich ginekologów, dr Marek Marcyniak, twierdzi, że ludzie klasy wyższej wyjątkowo lubią posługiwać się określeniem penis. Nie znaczy to jednak wcale, że płynnie poruszają się pośród medycznego nazewnictwa. Problem językowy został zauważony także na warszawskim wydziale polonistyki. Kamila Komaiszko jest autorką pracy magisterskiej właśnie na temat języku seksu, który można odnaleźć w prestiżowych magazynach kobiecych Elle i Twój Styl. Licząca 123 strony analiza seksualnego języka w tych czasopismach potwierdza, że o seksie nie mówi się już wprost. Wszystko, byleby nie wykazywać się znajomością podstawowych, bezpośrednich pojęć.

Żeby nie pozostać, nomen omen, gołosłownym prezentuję na koniec kilka synonimów do seksu ze Słownika seksualizmów polskich: stosunek, dueros, kogel-mogel, próba mikrofonu, robienie pelargonii, poznanie w sensie biblijnym, spróbowanie jak Adam z Ewą, strzelenie Amorka, sprawy śmieszne, zaganianie diabła do piekła czy zmontowanie gwiazdy. Dobranoc!



REO POLECA

📻 RENATA DANCEWICZ: To one są dla mnie źródłem wiedzy o seksie