Walka o pomoc publiczną oraz subiektywne spojrzenie na rynek PV


Ostatnie działania związane z ustawą o OZE dotyczyły głównie aspektów związanych z przyznawaniem sektorowej pomocy publicznej przez państwo. Rząd twierdzi, że notyfikacja jest niepotrzebna, zdania ekspertów są podzielone.

O co w tym wszystkim chodzi? Rzecz polega na tym, że inna niż zaplanowana (“dotacje z UE”) przez Komisję Europejską “pomoc publiczna”, której rządy udzielają w swoim państwie, jest nielegalna. Jednocześnie polityka klimatyczna wymusza rozwój pewnych gałęzi przemysłu, w tym np. OZE. A jak się najlepiej rozwija gałęzie przemysłu z punktu widzenia państwa? Przez dotacje – w rozumieniu – przez takie skierowanie strumienia pieniędzy, aby trafiły one przez spółki skarbu państwa z powrotem do budżetu. Jednocześnie zamysł Komisji jest inny i polega na tym, że należy budować konkurencyjny (otwarty na penetrację zewnętrzną) rynek.

I w tym cała gra. Komisja chce, aby rynek otwierać dla zachodnich przedsiębiorstw (rozwój między innymi fotowoltaiki) – na czym pośrednio skorzystają również małe i średnie przedsiębiorstwa lokalne, skarb państwa preferuje, aby pieniądze z rynku wracały do budżetu (współspalanie biomasy) – na czym korzystają wyłącznie wielcy gracze. Pewnym złotym środkiem byłoby wprowadzenie właśnie net-meteringu (rozwój rynku mikro) oraz aukcji dla wielkich graczy.

Tak czy inaczej, rząd procedując ustawę w ten sposób, gra va banque. Pojawiają się merytoryczne głosy analityków, wskazujących na poprzednie decyzje KE np. w sprawie systemu zielonych certyfikatów w Wielkiej Brytanii, sugerujące, że to podejście może się nie sprawdzić.

Tym samym, wygląda na to, że rząd albo nie zna tamtych przypadków, albo ma własne, solidne przesłanki, którymi wszakże nie dzieli się z przedstawicielami rynku, że ta procedura zakończy się pozytywnie. Niestety z punktu widzenia inwestora, tego typu poczynanie oznacza przede wszystkim jedno – ryzyko.

Co ciekawe, wychodzi na to, że jest to spójne z naszą dotychczasową polityką w sprawie OZE, gdzie w jako jednym z nielicznych Państw UE, pewna część “wsparcia dla OZE” wróciła z powrotem do kasy budżetowej (przez współspalanie węgla z biomasą).

W kuluarach toczy się jeszcze bitwa o net-metering, ale mimo że zapis wciąż jest w projekcie, wiszą nad nim czarne chmury w postaci interesów spółek OSD (które miałyby bilansować niestabilne źródła OZE). Kto z tej walki prosument vs OSD o net-metering wyjdzie zwycięsko? Na razie lepiej projektować tak, aby nie uzależniać się od wyniku tej bitwy.

Rynek z punktu widzenia małych i średnich firm

Powyższa część historii pt. Ustawa o OZE nie ma obecnie większego znaczenia z punktu widzenia małych firm oraz osób fizycznych. W segmencie mikroinstalacji rozwijają i rozwijać się będą optymalnie dopasowane do potrzeb (zużycia energii), często hybrydowe systemy kilku-kilowatowe dla osób fizycznych oraz kilkunasto(dziesięcio)-kilowatowe dla części firm wytwórczych.

Najwięcej marketingowego szumu zrobi program Prosument, którego budżet jest co prawda niewielki (600 mln zł), ale z punktu widzenia NFOŚiGW jest on tylko wstępem wytyczającym ścieżki dla dużo większych budżetów z Regionalnych Programów Operacyjnych.

W tym momencie NFOŚiGW prowadzi już nabór dla JST (Jednostek Samorządu Terytorialnego). Co prawda, sprawa nie jest taka prosta, bo JST musi w tym programie przyjąć rolę banku, ale wciąż jest to najbardziej opłacalny kanał dystrybucji środków, a i pojawiają się powoli pomysły co z tym fantem zrobić.

Tym samym fotowoltaika będzie się rozwijać nie tak szybko, jak by chciał rynek, ale za to stabilnie i z ogromnymi perspektywami (to już akurat niezależne od polityki, ale taka to jest po prostu technologia).

Jakub Wiśniewski

www.fotowoltaika-szkolenia.pl

fot. freeimages.com

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here