📻 FEJS SIĘ WALI! Sieciowo i globalnie

Porazka cięzko wypracowana

AUDIO REO. Posłuchaj nagrania artykułu. Czyta Hubert Augustyniak.

Myślisz, że miałeś za sobą nieudany rok? Pomyśl o roku Marka Zuckerberga. Miliarder z Doliny Krzemowej i jego dziecko przeskoczyli bowiem – by zacytować legendarnego Malcolma Tuckera z kultowego serialu serialu The Thick of It – z kategorii tych, których ludzie kochają nienawidzić, do tych, których ludzie po prostu nienawidzą.


Zuckerberg nie tylko stracił jednego dnia jakieś 15 miliardów dolarów (choć to wirtualne pieniądze), ale musiał przechodzić przez szereg upokarzających przesłuchań przed parlamentami i komisjami po obu stronach Atlantyku oraz być może bezpowrotnie pożegnał się ze statusem złotego dziecka cyfrowej rewolucji.

Co gorsza, wszystko to (i kryzys wizerunkowy Facebooka, i kłopoty jego założyciela) zasłużenie. A lista skandali i kłopotów, przez jakie przechodził w 2018 roku Facebook, jest tak długa, że zasługuje na osobny tekst – zresztą magazyn VOX pokusił się o wypisanie ich wszystkich i naprawdę jest to obszerna wyliczanka.

Chronologicznie (i skrótowo) należy wymienić przynajmniej:
– aferę Cambridge Analytica,
– kwestię umieszczanych za ruble reklam w trakcie trwania amerykańskiej kampanii wyborczej,
– kłamstwa w sprawie udostępniania danych podmiotom trzecim,
– kolejne (które to już?) oskarżenia o szpiegowanie prywatnych rozmów i profilowanie,
– korzystanie z podejrzanych usług lobbingowych,
– i, last but not least, kradzież danych do logowania 30 milionów osób.

Gdyby ktoś spróbował sobie wyobrazić gorszą serię większych i pomniejszych katastrof dla firmy, której misja głosi łatwe i przyjemne łączenie ludzi… Cóż, byłoby to pewnie możliwe.

Dlatego tak trudno nazwać rok 2018 dla Facebooka słowem innym niż katastrofa. Nim dobiegł końca a szefostwo mogło złożyć sobie życzenia lepszego roku przed nimi, każdy szanujący się dziennikarz technologiczny zdążył już obśmiać powtarzany przez Zuckerberga refren o poważnych problemach, z którymi Facebook się mierzy i ma za sobą. Bo było i jest jasne, że nic w tej piosence nie brzmi czysto.

Lajk dla Ministerstwa Prawdy

Facebook okazał się wyjątkowo poręcznym narzędziem dla wszelkiej maści politycznych demagogów, spin-doctorów, szarlatanów i (faktycznych lub aspirujących) autokratów. Gdy we wrześniu 2018 roku Mark Zuckerberg przekonywał na łamach Washington Post, że Facebook może pomóc chronić demokrację, jego argumenty spotykały się co najwyżej ze wzruszeniem ramion, jeśli nie śmiechem lub nieskrywaną złością.

Być może pięć lub dziesięć lat temu – gdy grono gadających głów promujące idee cyfrowej demokratyzacji było liczniejsze – byłoby inaczej. Ale Zuckerbeg pisał te słowa pół roku po wybuchu afery Cambridge Analytica, która pokazała, jak łatwo użyć prywatnych danych milionów osób, które gromadzi Facebook do celów politycznej propagandy i manipulacji. Więcej, pokazała też, jak słabo gigant z Doliny Krzemowej chroni informacje o użytkownikach i jak (równie) kiepsko radzi sobie z olbrzymim kryzysem, gdy ten zostanie ujawniony.

Jak wtedy, gdy New York Times ujawnił, że Facebook broni się przez atak. Głośny raport z jesieni 2018 roku pokazywał – gdy platforma przechodziła wzmożony atak mediów związany z kolejnymi naruszeniami prywatności i bezpieczeństwa danych – jak o jej interesy bili się wynajęci lobbyści spod ciemnej gwiazdy, a kierownictwo kalifornijskiego giganta próbowało wywierać osobiste naciski na polityków.

W trakcie, gdy Mark Zuckerberg objeżdżał świat z przeprosinami, Sheryl Sandberg [jedna z prezesek Facebooka i druga osoba w firmie] nadzorowała agresywną kampanię lobbingową wymierzoną w krytyków w Facebooka, próbując przekierować głosy niezadowolenia na konkurencję i zatrzymać szkodliwe [dla Fb] ustawy – pisał Times. Facebook wynajął związaną z Partią Republikańską firmę od czarnego PR. Miała ona dyskredytować protestujących przeciwko firmie aktywistów, łącząc ich z liberalnym finansistą, Georgem Sorosem. Firma wykorzystywała swoje powiązania biznesowe, aby skłonić żydowską organizację społeczną, by ta pomogła odmalować krytykę Facebooka jako antysemicką. W Waszyngtonie […] Sandberg uwodziła lub zastraszała wrogich Facebookowi członków Kongresu.

Platforma do szerzenia niepokojów

Ten sam raport New York Timesa sugerował również, że firma nie ujawniała całości informacji, jakie miała na temat kampanii dezinformacyjnych prowadzonych m.in. z Rosji oraz karała, zamiast nagradzać, pracowników ujawniających zagrożenia i nieprawidłowości. I to wszystko, gdy Zuckerberg przekonywał, że tylko połączone siły sektora prywatnego i publicznego obronią amerykańską demokrację. Rewelacje New York Timesa pokazały, że były to wyznania o krótkiej dacie ważności do spożycia.

Zresztą, zaledwie trzy dni przed publikacją wspomnianego wyżej tekstu Zuckerberga w Washington Post branżowa strona Columbia Journalism Review zamieściła tekst o tytule Przemoc w Niemczech, Indiach, Libii, Birmie i na Filipinach powiązana z Facebookiem. W artykule Matthew Ingram przywoływał różne niezależne śledztwa dziennikarskie i badania, które wskazywały, że w minionych latach

Facebook wykorzystywany był nie tylko do prowadzenia (nierzadko toksycznych) kampanii politycznych, ale wprost do wzniecania przemocy.

Chyba żaden szanujący się analityk czy badaczka nie przekonują, że Facebook bezpośrednio odpowiada za przemoc polityczną jako taką, ale coraz więcej osób jest zgodnych, że model biznesowy platformy sprzyja szerzeniu się radykalnych treści, a sam Facebook wprost zarabia dzięki najbardziej nawet koszmarnym i szkodliwym treściom.

Coraz mniej obrońców

To zaś tworzy problem wizerunkowy i idące za nim kłopoty polityczne. Dopóki Facebook cieszył się wizerunkiem faktycznie prodemokratycznej platformy, która umożliwia pluralistyczną debatę i wolną od cenzury dyskusję, nie brakowało polityków i polityczek skłonnych bronić biznesu Zuckerberga przed ramieniem państwowej regulacji. Dziś nie potrzeba skomplikowanego procesu dedukcyjnego, by zauważyć, że będzie o to dużo trudniej.

📻 MŁODZI UCIEKAJĄ Z TITANICA. Jakub Dymek o kondycji fb

Po wszystkich traumatycznych doświadczeniach 2018 roku zachodnia klasa polityczna – jedyna realna siła wciąż, przy pomyślnych wiatrach, zdolna stawiać wymogi cyfrowym gigantom – jest dużo bardziej otwarta na pomysł regulowania działalności Facebooka i innych platform komunikacji online.

Nawet tradycyjnie prorynkowi i liberalni brytyjscy torysi włączyli pomysł rządowej regulacji branży cyfrowej do swojego programu. Unia Europejska wprowadziła RODO, dyrektywę o ochronie danych osobowych, najbardziej jak dotąd ambitny i szeroki program regulacji biznesu cyfrowego – a największe korporacje najwyraźniej nie miały innego wyboru niż się do dyrektywy stosować. Nie wspominając już o amerykańskim Kongresie – gdzie po stronie części demokratów widać autentyczną chęć rewanżu na Facebooku, wcześniejszym sojuszniku i hojnym sponsorze, za „odebranie” zwycięstwa Hillary Clinton w 2016 roku.

Wielka międzynarodowa korporacja i jej sprawiający wrażenie socjopaty szef to też, patrząc na sprawę cynicznie, wygodny kozioł ofiarny i obiekt, na którym łatwo skoncentrować publiczny gniew.

Demokraci dążąc do skutecznego uregulowania, ukarania, a może nawet rozbicia (były takie precedensy w przeszłości) giganta z Doliny Krzemowej mają wiele do wygrania.

Koniec czy zasłużona emerytura?

Facebooka mogą – choć też nie muszą – pogrzebać kłopoty prawne. Amerykański urząd nadzoru komunikacji elektronicznej może ukarać firmę za naruszenie wcześniejszych porozumień o ochronie danych osobowych. Nowe regulacje mogą uczynić model biznesowy firmy Zuckerberga mniej opłacalnym. UE może w końcu zdecydować o opodatkowaniu firmy, która notorycznie płaciła rekordowe niskie stawki dzięki najróżniejszym operacjom księgowym.

A w najzamożniejszych regionach, USA i Europie, Facebook stracił – być może bezpowrotnie – resztki pozytywnego wizerunku. Reklamodawcy mogą z biegiem czasu uznać – a niektórzy już to zrobili – że obecność ich marki w ścieku fake newsów, propagandy i coraz bardziej toksycznej pseudodebaty nie pomaga ich produktom. Jak na ironię jednak, przenieść mogą się na Instagrama – który również należy do Facebooka.

 

REO POLECA

BYŁEM IDIOTĄ – pisze Paweł Sito o aferze facebooka