Filip Kowalik: W prawo? W lewo? W mieście to nieistotne

Od partycypacji mieszkańców nie ma odwrotu. Ważne, aby chcieli powszechnie korzystać z tej możliwości. Nowoczesne miasta oferują im takie narzędzia, że chcą.

Siła miast polega na umiejętnym korzystaniu z partycypacji społeczeństwa. A siła mieszkańców na tym, że koncentrują się oni na rozwiązywaniu bardzo konkretnych problemów i robią to w bardzo efektywny sposób.

Polityka lokalna różni się od polityki krajowej. W polityce miejskiej nieistotny jest podział na prawicę i lewicę. Są elementy bardziej i mniej postępowe, bo tu rozwiązuje się realne problemy. Samorządowcy muszą je definiować i wdrażać rozwiązania. Jednocześnie wzrost zaangażowania mieszkańców prowadzi do zmian w sposobie funkcjonowania miasta. Technologia jest jedynie narzędziem, które umożliwia większą partycypację.

Od niemal dekady powstają serwisy, takie jak Otwarta Warszawa, gdzie ludzie zgłaszają swoje projekty, a także biorą udział w kształtowaniu projektów innych, co daje im poczucie wpływu. Podobnie w Poznaniu, kiedy powstawał park Kasprowicza, mieszkańcy za pośrednictwem umieszczonej w internecie Geoankiety mogli wyrazić swoje oczekiwania wobec tego, jak ten park ma wyglądać.

wzrost zaangażowania mieszkańców prowadzi do zmian w sposobie funkcjonowania miasta.

Panele obywatelskie i referenda
Od niedawna miasta stosują też panele obywatelskie, czyli regularne spotkania z mieszkańcami. Olsztyn czy Gdańsk to miasta, gdzie tego typu spotkania już się odbywają, a w styczniu podobną inicjatywę podjął Lublin. Tematykę proponuje miasto, ale też i mieszkańcy zgłaszają te problemy, które dla nich są istotne – np. w Lublinie tematem pierwszego panelu będzie to, jak rozwiązać problem smogu, a wcześniej w Gdańsku dyskutowano o tym, jak radzić sobie z podtopieniami, które sprowadzają ulewne deszcze. Kolejna forma prowadzenia dialogu z mieszkańcami to referenda: obecnie już żadne miasto nie wystąpi np. z inicjatywą zorganizowania olimpiady bez przeprowadzenia wcześniej referendum w tej sprawie. Sprawdziło się to m.in. w Krakowie, gdzie w 2014 roku mieszkańcy opowiedzieli się przeciwko zgłoszeniu kandydatury miasta jako gospodarza igrzysk.

Aplikacje miejskie
Miasta czerpią też z wiedzy mieszkańców na zasadzie crowdsourcingu, na temat jak zarządzać miastem. Nowy Orlean posłużył się do tego gamifikacją i stworzył Big Easy Budget Game. To gra, w której mieszkańcy dostają możliwość zarządzania budżetem (oczywiście w oznaczonych ramach, bez możliwość dokonywania drastycznych przesunięć, które mogłyby doprowadzić do kryzysu). Ludzie zaczynają sobie zdawać sprawę, na czym to polega, że budżet ma ograniczenia i z czym musi mierzyć się samorząd, rozdzielając środki, a z drugiej strony miasto ma informację zwrotną na temat oczekiwań mieszkańców.

W tworzenie idei miejskich włączają się nie tylko dorośli i młodzież, ale również dzieci. One przecież w głównej mierze będą żyć i korzystać z tych projektów.

W Warszawie z kolei znana jest aplikacja 19115, dzięki której można zgłaszać różne miejskie problemy, od źle zaparkowanych aut, po sugestie, jak należy ułożyć rozkład jazdy tramwajów – inspiracją było podobne rozwiązanie z Nowego Jorku, dzięki któremu Michael Blomberg miał wygrać wyścig po trzecią kadencję burmistrza miasta. Używając podobnych narzędzi Amsterdam planuje rozbudowę infrastruktury rowerowej. Zanim uruchomił budżet o wartości 200 milionów euro, to sześć tys. rowerzystów zainstalowało sobie aplikację, która śledziła trasy ich przejazdów i stąd miasto dowiedziało się, w którym miejscu zapotrzebowanie na taką infrastrukturę jest największe.

Zbieranie opinii
W tworzenie idei miejskich włączają się nie tylko dorośli i młodzież, ale również dzieci. One przecież w głównej mierze będą żyć i korzystać z tych projektów. W Oslo jest np. aplikacja dla dzieci, które wracając ze szkoły i zgłaszają uwagi co można na niej poprawić. Komórkami robią zdjęcia wszystkich elementów, które wg nich stwarzają zagrożenie lub utrudnienie w drodze do szkoły. Do tworzenia przestrzeni bardziej przyjaznej dzieciom sięga się także po znane im technologie, którymi posługują się nawet lepiej niż dorośli – świetnym narzędziem jest m.in. Minecraft – w każdym zakątku świata dzieci pod okiem urbanistów projektują swoje wymarzone miasta. W Szwajcarii mieszkańcy opiniowali projekt wagonów kolei podmiejskiej i to nie we współpracy z miastem, a bezpośrednio z wykonawcą. W Australii funkcjonują konsultacje z deweloperami i ludzie decydują, ile ma być miejsc parkingowych albo czy chcą rozwiązań pasywnych (dom samowystarczalny energetycznie).

Rozproszenie władzy
Partycypacja obywateli prowadzi do rozproszenia władzy. Samorządy przenoszą decyzje na mieszkańców. Często zaczyna się to w sytuacjach kryzysowych. W Madrycie po kryzysie na rynku nieruchomości wiele niedokończonych inwestycji zostało porzuconych. W ramach programu Laboratorios Ciudadanos mieszkańcy przejmują te pustostany i zagospodarowują je po swojemu. Władze Paryża podjęły ciekawą inicjatywę. Uznały, że każdy może być ogrodnikiem i dały mieszkańcom możliwość ingerowania w miejską zieleń. Warunkiem było uzyskanie karty ogrodnika, na wzór karty rowerowej.

Aktywista skuteczniejszy
Przy wszelkich tego typu inicjatywach na pierwszy plan wysuwa się grupa najbardziej aktywnych obywateli. Ich wpływ na miasto od lat rośnie i dlatego w Bostonie zrobiono badania, na ile w ogóle aktyw miejski jest ważniejszy, niż władza wybierana w wyborach lokalnych. Wniosek z nich był taki, że np. w biedniejszych dzielnicach aktywiści mieli lepszy kontakt z mieszkańcami niż władze, a poza tym mieli większe umocowanie dla darczyńców prywatnych i dysponentów programów rządowych, bo sprawniej przeprowadzali pewne zadania, a jednocześnie byli niewrażliwi na koniunkturę polityczną, co w dłuższej perspektywie przekładało się na większą trafność i – w konsekwencji – trwałość rozwiązań. Pewnym zagrożeniem jest tutaj brak procedury odwoławczej, czyli jeśli ktoś źle coś zdiagnozuje i wybierze złe rozwiązanie, to trudniej będzie to zmienić.

Władze Paryża Uznały, że każdy może być ogrodnikiem i dały mieszkańcom możliwość ingerowania w miejską zieleń.

Alternatywny samorząd
Miejscy społecznicy okrzepli na tyle, że zaczęli powoływać własny, alternatywny samorząd w postaci burmistrza nocnego czy burmistrza rowerowego – w tym względzie przoduje Amsterdam. Taki burmistrz to społeczna funkcja pomocowa, funkcja doradcy samorządu, wybierana przez stowarzyszenia. Na tych osobach spoczywa ciężar tworzenia rozwiązań, których samorząd nie podejmuje. Burmistrz nocny został wymyślony przez właścicieli nocnych lokali. Jednym z rozwiązań było np. włączenie policjantów po cywilnemu w uspokajanie ludzi, którzy za mocno się rozbawili, stwarzając konkretne zagrożenie. Policja pełniła tu funkcję negocjatorów zmniejszających napięcie, a nie funkcjonariuszy, którzy mają na celu aresztowanie rozrabiaków. Innym rozwiązaniem było zamykanie knajp o różnych porach, aby uniknąć sytuacji, że wszyscy goście równo o 2 w nocy kumulują się na ulicach, co zwiększa zagrożenie.

Smart City 3.0
Miasta zmierzają w kierunku poszerzania demokratyzacji życia. Odzwierciedla się to nawet w idei smart city. Boyd Cohen, profesor Przedsiębiorczości, Zrównoważonego Rozwoju i Smart ,na Universidad del Desarrollo w Santiago de Chile stworzył swoistą gradację tego typu rozwiązań. Pierwsza generacja inteligentnych bezpośrednio absorbowała rozwiązania, które stworzyły dla nich Microsoft, Cisco, czy IBM. Pomysły informatyków nie do końca trafiały jednak w oczekiwania mieszkańców. Dlatego druga generacja rozwiązań powstała przy współpracy miejskich włodarzy. Silnych burmistrzów którzy mieli poczucie, że dobrze znają oczekiwania obywateli. Nie jest to jedna rozwiązanie systemowy, bo sprawdza się przy naprawdę dobrych samorządowcach, trafnie definiujących sytuację w mieście. Tak pojawiła się trzecia generacja, gdzie do decyzji o wdrożeniu danej technologii angażuje się mieszkańców. Tak działa m.in. Amsterdam gdzie funkcjonują tzw. living labs – to grupy mieszkańców którzy zgłaszają się jako beta testerzy, sprawdzający rozwiązania pilotażowe.

To pokazuje jak poważny i jak trwały jest proces włączania mieszkańców we współdecydowaniu o własnym mieście. Od coraz poważniejszej partycypacji nie ma odwrotu. Ważne, aby mieszkańcy chcieli z tego korzystać w sposób powszechny. Postawy obywatelskie muszą rozwijać się równolegle do możliwości, jakie oferują nowoczesne miasta. Inaczej narzędzia dialogu z samorządem i współdecydowania pozostaną martwe lub będą zawłaszczane przez wąskie grupy najbardziej zainteresowanych, którzy niekoniecznie reprezentują stanowisko szerokiej rzeszy mieszkańców.