W poniedziałek zaczyna się szczyt klimatyczny ONZ w Paryżu

W poniedziałek rozpocznie się szczyt klimatyczny ONZ w Paryżu: blisko 200 państw ma się na nim porozumieć, jak chronić klimat globu. Na otwarciu obecność zapowiedzieli przywódcy największych krajów i gospodarek, w tym prezydent USA Barack Obama. Będzie też polska premier Beata Szydło.

O szczycie rozmawiał w czwartek z szefową rządu przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk. Paryż to jedno z pierwszych miejsc, jakie odwiedzi za granicą nowa premier. Wśród przywódców ma się też znaleźć rosyjski prezydent Władimir Putin, choć nie zostało to jeszcze oficjalnie potwierdzone. Maraton negocjacyjny, już bez przywódców, ma trwać do 11 grudnia.

Minister środowiska Jan Szyszko zapowiedział, że Polska będzie dążyć do osiągnięcia nowego, sprawiedliwego dla wszystkich państw globalnego porozumienia klimatycznego. Jak mówił, głównym celem Polski jest zrównoważony rozwój, a nie ambicje poszczególnych gospodarek. Zdaniem polityków PiS UE bierze na siebie zbyt duże i kosztowne zobowiązania klimatyczne, które nie współgrają z postawą pozostałych gospodarek, stąd krytykują oni często unijny pakiet klimatyczny. Prezydent Andrzej Duda uważa, że ciężar ograniczeń emisji powinny wziąć na siebie też pozaeuropejskie wielkie gospodarki – inaczej unijne zobowiązania powinny zostać zrewidowane. Ponadto – jak podkreślał – Polska w ramach dotychczasowych zobowiązań na poziomie ONZ obniżyła emisje o 30 proc., zamiast przypisanych jej 6 proc.

Unia Europejska ma złożyć w Paryżu swoją ofertę, a mianowicie co najmniej 40-proc. redukcję emisji CO2 do 2030 r. – wskazała w rozmowie z PAP ekspertka demosEUROPA Julia Michalak. Jej zdaniem spotkanie ONZ zakończy się porozumieniem, gdyż swój wkład w ograniczanie wzrostu temperatur na świecie zadeklarowało już ponad 170 państw reprezentujących 95 proc. światowych emisji.

– Wszystko wskazuje na to, że porozumienie zostanie zawarte, ponieważ dzisiaj mamy już ponad 170 narodowych kontrybucji złożonych przez kraje, w których zobowiązują się do podjęcia działań na rzecz klimatu. Ważne będzie to, czy porozumienie w wystarczający sposób zabezpieczy realizację złożonych deklaracji – powiedziała Michalak. – To jest zupełnie inna sytuacja niż w Kopenhadze, porozumienie jest nieuniknione – dodała. Zwróciła uwagę, że swój udział w wysiłkach na rzecz ochrony klimatu zapowiedzieli najwięksi emitenci, tacy jak USA, Chiny czy Indie, a o tym, że klimat znalazł się znów wysoko na politycznej agendzie świata, świadczy to, że do Paryża wybiera się prawie 150 przywódców.

Zaznaczyła jednocześnie, że Unia uzgodniła już swoje energetyczno-klimatyczne cele na rok 2030 i będzie je realizować. – W najbliższych latach będą toczyć się negocjacje o szczegółach, jak będą one wdrażane – podkreśliła. – Zarówno w interesie UE, jak i Polski jest zagwarantowanie, żeby na COP 21 było zawarte ambitne porozumienie, ponieważ pozwoli to zapewnić, że działania klimatyczne będą podejmowane także przez inne kraje, a dzięki temu przemysł europejski nie będzie wyeksponowany w takim stopniu na globalną konkurencję – oceniła. Jej zdaniem porozumienie w Paryżu otworzy drogę do zwiększania ambicji klimatycznych co pięć lat.

Z kolei Robert Zajdler z Instytutu Sobieskiego ocenił w rozmowie z PAP, że porozumienie w Paryżu zależy od tego, na ile ambitne i wiążące cele znajdą się w nowej umowie. – Moje odczucie jest takie, że jeżeli tam będą jakieś mocno wiążące cele, takie, które będą niemożliwe do osiągnięcia przez państwa rozwinięte niskim nakładem, to państwa rozwinięte tego nie podpiszą – powiedział. Dodał, że kraje te w obecnej dobie nie przeznaczą zbyt dużych środków na inwestycje związane z klimatem. – Powiedziałbym, że szanse na porozumienie są duże, natomiast ten dokument może być bardziej rozmyty. Idea jest taka, żeby nie schłodzić za bardzo tych gospodarek celami, których nie da się w rozsądny sposób osiągnąć – dodał.

Podkreślił, że Polsce zależy na globalnym porozumieniu, bo ono zapewni bardziej zrównoważony rozwój. – Nie chcemy być tym, który blokuje, ale chcemy znaleźć takie mechanizmy, które ustalą ambicje na takim poziomie, żeby nie niszczyły gospodarki, nie stawiały zbyt wygórowanych wymagań dla jednego rejonu świata (UE – PAP), bo wtedy Komisja Europejska będzie przykręcała śrubę swoim państwom członkowskim, a niekoniecznie to będzie miało odwzorowanie także w innych rejonach świata – powiedział ekspert. Jego zdaniem polski minister będzie zwracał podczas negocjacji uwagę na inne sposoby ochrony klimatu niż tylko ograniczenie przemysłowych emisji CO2, na co głównie zwraca uwagę UE, np. na zalesianie.

UE przekonuje, że aby nie dopuścić do katastrofalnych skutków zmian klimatu, należy utrzymać wzrost średniej temperatury na świecie poniżej 2 st. C w porównaniu do poziomu sprzed rewolucji przemysłowej.

Unijny komisarz ds. działań klimatycznych i energii Miguel Canete powiedział w środę, że nie ma wątpliwości co do porozumienia w Paryżu, a jego obawy dotyczą tego, że może ono być minimalistyczne. – UE chce dobrego, ambitnego porozumienia, a nie jakiegokolwiek – zaznaczył.

– Rozumiem, że Polska będzie wywiązywała się ze swoich wcześniejszych zobowiązań. Mamy porozumienie Rady Europejskiej z października 2014 r., w którym ustaliliśmy nasze cele klimatyczne. Polska była częścią tego porozumienia – przypomniał komisarz. Podkreślił, że Polska bardzo aktywnie kształtowała mandat negocjacyjny dla UE na konferencję w Paryżu i że został on przyjęty jednomyślnie. Rozumiem, że będziemy w stanie negocjować w Paryżu na podstawie naszego mandatu i Polska będzie z nami na pokładzie – dodał.

Polska, jako część UE, ale też 176 innych krajów świata przesłało już swoje deklaracje do nowego porozumienia klimatycznego (Intended Nationally Determined Contributions – INDC).

Jednak porozumienie ONZ może się rozbić o finanse. Kraje rozwijające się uzależniają bowiem swoje działania od pomocy, jaką mają im przekazać na walkę ze zmianami klimatu kraje rozwinięte. Zgodnie z przyjętymi wcześniej zobowiązaniami od 2020 r. transfer ten ma wynosić 100 mld dol. rocznie. Chodzi o wartość przekazywanych technologii, inwestycji prywatnych, ale też środków publicznych. 134 kraje rozwijające się, zrzeszone w “Grupie 77”, domagają się konkretnych zapisów dotyczących mechanizmów finansowania, by deklaracje dotyczące przekazywania środków nie pozostały puste.

Ramową konwencję ONZ ws. zmian klimatu podpisano w 1992 r. na Szczycie Ziemi w Rio de Janeiro. Dokument określał założenia współpracy międzynarodowej na rzecz ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. Początkowo konwencja nie zawierała wiążących limitów dot. emisji, z czasem do umowy dołączono dodatkowe protokoły z limitami. Jednym z najbardziej znanych jest protokół z Kioto z 1997 r. Nie przystąpili do niego jednak głowni emitenci CO2, tacy jak USA czy Chiny.

Pierwsze po Kioto globalne porozumienie miało zostać zawarte na szczycie klimatycznym w Kopenhadze w 2009 r. Państwa miały się tam zobowiązać do zmniejszenia do 2050 r. globalnej emisji CO2 o 50 proc. w stosunku do poziomu z 1990 r. Szczyt zakończył się fiaskiem, ograniczono się w nim do zapisu, że działania na rzecz zmniejszenia emisji powinny być wystarczające, by wzrost temperatury na świecie do 2050 r. nie przekroczył 2 st. C w porównaniu z epoką przedindustrialną.

Po fiasku tego porozumienia w 2012 r. w Doha państwa porozumiały się, że Protokół z Kioto ma obowiązywać do końca 2020 r., a nowa umowa klimatyczna miałaby zostać zawarta w 2015 r. Do respektowania tzw. poprawki dauhańskiej zobowiązała się w praktyce tylko UE, ze swoimi zobowiązaniami redukcyjnymi do 2020 r.

Podwaliny pod nowe globalne porozumienie zostały położone w Warszawie, gdzie wypracowano kompromis umożliwiający dalsze rozmowy przed Paryżem. Kolejna konferencja w Limie nie okazał się też przełomowa, choć państwa porozumiały się, że do szczytu w Paryżu przedstawią własne cele.

Po atakach terrorystycznych w Paryżu 13 listopada pojawiły się pytania o międzynarodowe spotkanie w tym miejscu i udział w nim przywódców. Prezydent USA Barack Obama zapowiedział, że weźmie udział w konferencji mimo krwawych zamachów; zaapelował do innych przywódców, aby zrobili to samo, aby wykazać, że świat nie boi się terrorystów. – Sądzę, że jest absolutnie konieczne, by każdy kraj, każdy lider, przekazał posłanie, że okrucieństwo zabójców nie powstrzyma świata przed rozwiązaniem ważnych problemów – powiedział w Kuala Lumpur, stolicy Malezji, gdzie uczestniczył pod koniec ub. tygodnia w szczycie ASEAN.

PAP
 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here