📻 Bartek Pograniczny: Uwaga – śmieciarka jedzie!

Wyrzucone – wrzucone

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Bożena Sitek.

 



Czas na remont, a zatem i na pozbycie się starych rzeczy. O, ta komoda pamięta jeszcze dziadków, lampa jest już mocno niedzisiejsza, a i ubrań zebrało się trochę za dużo. Trzeba się tego pozbyć. Czyli co, wrzucamy wszystko do kontenera? Właśnie że nie! – To, że jakaś rzecz przestała nam się podobać, nie znaczy, że jest nieprzydatna. Szybko znajdzie nowy dom – przekonuje Dominika Szaciłło, założycielka fejsbukowej strony
Uwaga, śmieciarka jedzie.

Dominika Szaciłło, fot. Karol Jungst

Jest 2013 rok. Dominika Szaciłło, projektantka wzornictwa przemysłowego, matka dwójki dzieci, mieszka na Saskiej Kępie w Warszawie i co jakiś czas widzi przy śmietniku interesujące, wciąż dobrze wyglądające meble. Nie może ich zabrać do domu, a chciałaby, żeby się uratowały. Loguje się na Facebooku i zakłada fanpejdż – stronę matkę dzisiejszych 49 regionalnych śmieciarek. – Pierwsze rzeczy zniknęły w ciągu kilkunastu minut. Fanpejdż rósł bardzo powoli, bo wrzucałam tam zdjęcia przedmiotów tylko z mojego śmietnika. Później przyłączyło się też kilkoro znajomych – wspomina. Po dwóch latach zakłada grupę warszawską. Dziś liczy ona ponad 42 tysiące członków.

 

Skarby na wyciągnięcie ręki
Założycielka na wniosek użytkowników zdecydowała, że na stołeczną śmieciarkę można wrzucać nie tylko zdjęcia starych mebli. Gdy ktoś przechodzi obok kontenera z czymś ciekawym, od razu zamieszcza fotkę na grupie i podaje adres (w poście głównym lub do wiadomości prywatnej). Często informuje także, czy ta osoba może na przykład przetrzymać dany przedmiot, czy ma klucze do altanki albo że tylko była tam tylko przejazdem. Niektórzy zaczęli też ogłaszać, co mają do oddania ze swoich domów.

Wszystkie oferty muszą być darmowe. Jeśli czegoś nam brakuje, na grupie na pewno to znajdziemy. Ubrania, kask rowerowy, przewijak, szkliwo do ceramiki – to tylko niektóre z ostatnich skarbów, które się tam pojawiły. Kiedyś udało się na przykład uratować slajdy warszawskiego fotografa, którego spadkobiercy postanowili wyrzucić całą kolekcję na śmietnik.

Każdy może zgłosić, że w jego mieście też powinna powstać śmieciarka. Szaciłło stworzyła regulamin, który w miarę zgłaszanych potrzeb zmienia. Powstał też dokument dotyczący bezpieczeństwa dla tych, którzy zapraszają po odbiór rzeczy do siebie. Założycielka razem z zespołem zadbała o wszystko. – Żadnych dramatycznych sytuacji nie było, ale lepiej być zawczasu ostrożnym. Dużo pracy mnie to nie kosztuje, a wielu osobom może pomóc. Głównie ja przygotowuję regulaminy, ale coraz częściej we współpracy z innymi, opartej na wzajemności i dobrej woli. Mam ogromne wsparcie od adminek. Razem podejmujemy lepsze decyzje – dodaje.

Na grupie co miesiąc wrzucanych jest 5 tysięcy postów. Zdaniem Szaciłło dzieje się tyle, ponieważ śmieciarka łączy różne potrzeby. – Są takie osoby, które lubią coś upolować na śmietniku i wyremontować albo oddać do renowacji i w ten sposób poprawić stan swojego mieszkania. Są też tacy, którzy po prostu handlują, tacy, którzy są kolekcjonerami, ale też osoby bardzo biedne, które inaczej nie byłyby w stanie zdobyć łóżka, krzesła czy materaca. Jest też bardzo dużo mam i ojców, bo dziecięce ubranka i inne rzeczy szybko się zużywają, ale nadal mogą się komuś przydać. Mamy osoby o bardzo różnych poglądach i temperamencie, lecz staramy się wspólnie budować przyjazną przestrzeń i rozumieć innych – wyjaśnia.

Wyścigi
Społeczność śmieciarki wpisuje się w nurt minimalizmu i ponownego wykorzystywania rzeczy. Ludzie, którzy potrzebują pewnej oryginalności, w ten sposób mogą znaleźć coś niepowtarzalnego. Bo mebel z Ikei już nie robi wrażenia. – Ta grupa jest na tyle duża, że często się okazuje, iż ktoś ma coś dosłownie parę kroków od domu i może to zabrać przy okazji. Nie marnujemy czasu na przejazd, szukanie czegoś w sklepie. Na śmieciarce po prostu coś się pojawia i jest do wzięcia – mówi adminka. Choć przyznaje, że gdyby kupowała wszystko w sklepach, może już dawno skończyłaby remont w domu, ale nie miałaby tej satysfakcji. Takie podejście mają chyba też inni członkowie grupy, bo często wręcz ścigają się, kto pierwszy dotrze do danego śmietnika i zabierze interesujący przedmiot.

Meblowa odnowa
Dla tych, którzy chcą na przykład wesprzeć organizacje charytatywne, powstała lista, do kogo warto się zgłosić. Na samym początku jedna z administratorek zauważyła też, że członkowie chcą się pochwalić, jak udało im się odnowić meble. Tak powstała grupa Perły z odzysku – Vintage PRL Design (prawie 70 tysięcy członków). Szaciłło sama mebli nie odnawiała, raczej korzystała ze śmieciarki, by przekazać stare rzeczy dalej. – Ale raz wybrałam się na tour i zdobyłam trzy rzeczy od obcych mi osób. To niesamowite wrażenie, że po prostu się jedzie i dostaje kabel USB, potem jedzie się dalej, dostaje się szynę do drzwi, a w kolejnym miejscu doniczkę – wspomina.

Jakby na potwierdzenie tego, że członkowie śmieciarki są wszędzie, kilka dni temu zobaczyłem na grupie zdjęcie mojego podwórka. Sterta różnych rzeczy, meble i dywan. Wyjrzałem przez okno – wszystko się zgadza. Następnego dnia spojrzałem ponownie. Dywanu już nie ma. Komuś się przydał. I dobrze, śmieciarka dała mu szansę na drugie życie.