Ustawa odległościowa działa…


Ustawa odległościowa działa zgodnie z prawdziwymizałożeniami jej twórców – całkowicie wstrzymała rozwój energetyki wiatrowej wPolsce. Do odpowiednich urzędów nie wpłynął żaden nowy wniosek o pozwolenie nabudowę nowego wiatraka.

 

Od wejścia w życie ustawy 15 lipca 2016 r., organemadministracji, właściwym w sprawach elektrowni wiatrowych i związanych z nimirobót budowlanych jest wojewoda. W ramach utrudnienia życia potencjalnyminwestorom zdjęto bowiem te obowiązki ze starostów i przeniesiono naadministrację rządową. Zapytaliśmy zatem urzędy wojewódzkie, ile do grudniaub.r. otrzymały nowych wniosków o pozwolenie na budowę nowej elektrowniwiatrowej. W piętnastu przypadkach odpowiedź brzmiała „żadnego”. Szesnastyurząd – opolski – nie odpowiedział na nasze pytanie, ale wydaje się nie mieć towiększego znaczenia. Widać doskonale, że czarne prognozy spełniły się co dojoty. Rozwój energetyki wiatrowej w Polsce został definitywnie wstrzymany.

 

Zgodnie z ostatnimi danymi URE, opartymi na wydanych koncesjach,w Polsce są dokładnie 1193 wiatraki o mocy zainstalowanej 5807 MW. Być możeuruchomione zostaną jeszcze jakieś instalacje, które w momencie wejścia w życieustawy były w na tyle zaawansowanym stadium, że inwestorzy podjęli jeszczepróbę dostosowania ich do nowych przepisów o minimalnych odległościach. Jeżelijuż, to będą to jednak wielkości mało znaczące.

 

Nie jest jednak wykluczone, że rząd będzie chciał jeszczebardziej pognębić całą branżę. Ustawa odległościowa wprowadziła nowe zasadyopodatkowania wiatraków podatkiem od nieruchomości, który trafia do kas gmin.Dotychczas płaciło się go od wartości tzw. części budowlanej, czyli fundamentui wieży. Nowe przepisy przewidują opodatkowanie turbiny wiatrowej w całości, coteoretycznie oznacza wzrost podatku, ale z drugiej strony – są niejednoznaczne.Inwestorzy, widząc w perspektywie możliwość wzrostu obciążeń podatkowych,zwracają się do wójtów o indywidualne interpretacje. A te bywają diametralnieróżne. Z części wynika, że podatek można płacić „po staremu”, a z części – żetrzeba „po nowemu”. Ministerstwo Finansów, które mogłoby teoretycznie wydaćpowszechnie obowiązującą interpretację przepisów, jakoś do tego się nie pali.Interpretacje, niekorzystne dla właścicieli farm z pewnością zostaną zaskarżonedo sądów administracyjnych, ale wyroki być może będą tu miały drugorzędneznaczenie. Z punktu widzenia rządu, walczącego z wiatrakami na wszelkiesposoby, otwarcie nowego pola konfliktu i skłócenie, gdzie się tylko da gmin zinwestorami, to tylko i wyłącznie korzyść. Będzie można opowiadać, że wiatrakinie tylko szkodzą, ale też ich właściciele uchylają się od płacenia podatków wodpowiedniej wysokości.

 

Ustawa odległościowa, przez niektórych – trafniej – nazywanaantywiatrakową, miała na celu uregulowanie kwestii lokalizacji elektrowniwiatrowych i „ochronę mieszkańców”. Autorzy projektu przekonywali, że ustawanie ograniczy rozwoju energetyki wiatrowej w Polsce i jej celem wcale nie są zmianyprawno-podatkowe. Prawda jest jednak taka, że nowe przepisy nie dają inwestoromszansy na znalezienie odpowiednich lokalizacji dla nowych projektów, a niejasnasytuacja podatkowa już działających farm wiatrowych dodatkowo zniechęca biznesdo naszego kraju. Jeśli rząd sądzi, że w ten sposób zniechęci tylko inwestorówz branży OZE, może się mocno przeliczyć.

Wojciech Krzyczkowski / REO.pl
fot. Pixabay

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here