Ustawa o OZE a sprawa polska


Stwierdzenie „słoń a sprawa polska”, upowszechnione przez Stefana Żeromskiego, odzwierciedla tendencję Polaków do szukania we wszystkich kwestiach związków z polską sprawą narodową. Powiązanie projektowanej ustawy o odnawialnych źródłach energii („Ustawa OZE”) ze „sprawą polską” może zatem wydawać się zabawne. Niemniej międzynarodowa konferencja Europejskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (EWEA), która odbyła się w Wiedniu na początku lutego br., skłania do bardziej ogólnych refleksji w odniesieniu do przedłużających się prac legislacyjnych nad Ustawą OZE oraz ogólną sytuacją rynkową.

Jednym z celów Ustawy OZE była implementacja dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2009/28/WE z dnia 23 kwietnia 2009r. w sprawie promowania stosowania energii ze źródeł odnawialnych zmieniającej i w następstwie uchylającej dyrektywy 2001/77/WE oraz 2003/30/WE („Dyrektywa OZE”). Sam fakt ostatecznej transpozycji powyższej dyrektywy (niezależnie od tego, czy nastąpi w ramach Ustawy OZEm czy tzw. małego trójpaku) powinien docelowo obniżać ryzyko regulacyjne w Polsce. Problem polega jednak na tym, że w świetle Dyrektywy OZE jej implementacja do krajowego porządku prawnego powinna była nastąpić do 31 grudnia 2010 r. Przedłużające się prace nad Ustawą OZE oraz całym tzw. trójpakiem energetycznym spowodowały, że w ostatnich latach Polska stała się krajem bardzo wysokiego ryzyka inwestycyjnego, przynajmniej jeżeli chodzi o rozwój odnawialnych źródeł energii.

Również duża liczba istotnie zmieniających się projektów ustawy nie wpływa korzystnie na zaufanie inwestorów do państwa. Fakt ten, niestety, łatwo było zaobserwować w trakcie konferencji EWEA. Pomimo tego, że tzw. rynkom wschodzącym poświęcono odrębny blok programowy, zainteresowanie Polską jako celem potencjalnych inwestycji było nieznaczne. Istotna część deweloperów postrzega nasz kraj jako miejsce o niepewnym systemie wsparcia i otoczeniu regulacyjnym. Dotyczy to nie tyko samych prac nad Ustawą OZE, lecz również zagadnień związanych z polityką przestrzenną czy otoczeniem kontraktowym. Ostatnie zmiany w kodeksie postępowania cywilnego i ich wpływ na potencjalną trwałość umów najmu i dzierżawy również nie pozostały niezauważone przez inwestorów zagranicznych. W tym kontekście kwestią kluczową jest przyspieszenie przedłużających się prac legislacyjnych nad nową Ustawą OZE. Co więcej jednak, jeżeli Polska chce liczyć się w sektorze energetyki odnawialnej i wspierać rozwój „zielonych” źródeł konieczne jest wypracowanie spójnego i stabilnego otoczenia regulacyjnego. I w tym miejscu dochodzimy do samego projektu omawianej ustawy.

Wsparcie energetyki odnawialnej w Polsce jest i (w świetle Ustawy OZE) będzie oparte na systemie świadectw pochodzenia. Z tego względu liczba tych certyfikatów na rynku, a w konsekwencji ich cena ma istotne znaczenie dla efektywności ekonomicznej rozwijanych projektów. Obecna sytuacja rynkowa aż nadto wyraźnie pokazuje, jak cena świadectw pochodzenia wpływa na efektywność ekonomiczną inwestycji. Fakt ten teoretycznie został zidentyfikowany przez Ministerstwo Gospodarki. Projekt Ustawy OZE przewiduje, że jeżeli średnie ceny praw majątkowych wynikających ze świadectw pochodzenia będą przez okres co najmniej dwóch kolejnych kwartałów niższe niż 75 proc. wartości opłaty zastępczej, minister gospodarki, po przeprowadzeniu analiz będzie mógł w drodze rozporządzenia zwiększyć wielkość udziału energii elektrycznej wytwarzanej w instalacjach odnawialnego źródła energii w sprzedaży energii elektrycznej odbiorcom końcowym. Pozostaje jednak pytanie, czy tak przygotowany mechanizm w pełni eliminuje ryzyko regulacyjne.

Po pierwsze, nie jest jasne, czy poziom 75 proc. jest wystarczający dla ochrony inwestycji w toku. Po drugie, powyższe rozwiązanie nie nakłada na ministra gospodarki obowiązku reakcji, przyznając mu jedynie taką możliwość (i to nawet w sytuacji, gdy interwencja na rynku będzie obiektywnie niezbędna). Rodzi to ryzyko braku właściwej reakcji na zmieniające się otoczenie regulacyjne.

Wydaje się również, że Ustawa OZE w zbyt małym stopniu odnosi się do kwestii tzw. bankowalności projektów inwestycyjnych. Z punktu widzenia instytucji finansujących trwałość i stabilność danej inwestycji jest kwestią kluczową dla prowadzenia projektu. Z tego względu szereg rozwiązań zaproponowanych w Ustawie OZE może wpłynąć negatywnie na politykę kredytową banków. Dotyczy to kwestii ograniczonej długości systemu wsparcia, zmienności współczynników korekcyjnych czy braku pewności co do liczby świadectw pochodzenia obecnych na rynku.

Podsumowując, należy zauważyć, że rynek energetyki odnawialnej w całej Europie stanowi istotną gałąź przemysłu, gwarantującą nie tylko osiągnięcie celów indykatywnych stawianych przez Dyrektywę OZE, lecz również zapewniającą miejsca pracy dla tysięcy osób. Wydaje się, że Polska nie może sobie pozwolić na zaniedbania na tej płaszczyźnie. Podważenie wizerunku Polski jako kraju przyjaznego inwestorom może bowiem rzutować negatywnie nie tylko na rozwój energetyki odnawialnej, lecz również na zaangażowanie obcego kapitału w innych sektorach gospodarki.

 

Maciej Szambelańczyk
Wierciński Kwieciński Baehr sp.k.

Rynek energetyki odnawialnej w całej Europie stanowi istotną gałąź przemysłu, gwarantującą nie tylko osiągnięcie celów indykatywnych stawianych przez Dyrektywę OZE, lecz również zapewniającą miejsca pracy dla tysięcy osób, fot. morisius cosmonaut/CC BY 2.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here