USA chcą stanąć do wyścigu technologicznego w offshore


Jeśli chodzi o morską energetykę wiatrową, to spośródświatowych potęg USA są na szarym końcu. Na morzach pracują dziś wiatraki ołącznej mocy prawie 12 GW, z czego 90 proc. stoi u brzegów Europy, a Amerykaniedopiero kończą swoją pierwszą, stosunkowo niewielką farmę Block Island. Jednakz nowej strategii wynika, że plany są rozległe, a najdalej idą te dotyczącecięcia kosztów offshore.

 

Dokument to efekt współpracy departamentów Energii (DoE)i spraw wewnętrznych (DoI). Jej głównym założeniem jest osiągnięcie w 2030 r. mocyzainstalowanej farm u wybrzeży USA na poziomie 86 GW. Ponieważ wedługnajróżniejszych prognoz, w skali świata pracować mają wtedy morskie wiatraki ołącznej mocy niemal 2000 GW, wkład Ameryki nie wydaje się znaczący. JednakAmerykanie są mistrzami w obniżaniu kosztów tego, za co się zabiorą, dlategonajbardziej interesującą lekturą są wywody o tym, w jaki sposób i o ileoffshore może stanieć.

Morska energetyka wiatrowa jednak się rozwija

Dziś offshore jest w czołówce technologii OZE jeślichodzi o koszty. Jednak świat zmienia się w takim tempie, że pochodzące sprzedkilku lat oceny nawet wybitnych fachowców o tym, że morska energetyka wiatrowaprawdopodobnie nigdy bez subsydiów nie będzie konkurencyjna, straciły już niecona aktualności. Według niemieckiego Commerzbanku w ciągu 10 lat udział offshorew produkcji energii z wiatru skoczy z dzisiejszych 5 proc. do 25 proc., aprzekierowywanie strumienia kapitału z farm lądowych do morskich jest jużwidoczne.

 

Jak zatem widzą swoją przyszłość w tym sektorze Amerykanie?Przede wszystkim oszacowali swoje zasoby. Pełny potencjał pięciu wyróżnionychmorskich „wiatronośnych” obszarów oceniono na 10 tys. GW, jednak biorąc poduwagę różne ograniczenia (np. środowiskowe) i dzisiejszą technologię – dałobysię na nich uzyskać nieco ponad 2000 GW. Wobec tej wielkości 86 GW za niecałe15 lat nie wygląda imponująco, ale za to realistycznie. Jeśli do tego dodać 75GW już dziś istniejących farm lądowych i plany ich rozwoju, to bardziej realnestają się snute przez DoE wizje roku 2050, kiedy to nawet 35 proc. zużywanej wUSA energii elektrycznej mogłoby pochodzić z wiatru.

Koszty największym wyzwaniem

Do tego jednak trzeba przezwyciężyć największe dziś – jakpodkreśla strategia – wyzwanie, czyli koszty, bo dziś koszt prądu z offshorejest zbyt wysoki, aby bez subsydiów mógł konkurować na wolnym rynku. W USA w 2015r. w zależności od regionu poziom LCOE szacowano na 130-450 $/MWh. Jednak, jakwyliczyło National Renewable Energy Laboratory, spadek LCOE poniżej 100 dol. zaMWh do 2025 r. jest realny, a pięć lat później może być już powszechny.Amerykańskie modele wskazują, że między 2015 a 2030 rokiem LCOE będzie spadać o5 proc. rocznie. Co więcej, już około roku 2019 r. LCOE powinno spaść poniżejpoziomu wskaźnika LACE, pokazującego koszt zaniechania danej inwestycji. A tojuż wyraźna przesłanka, aby w offshore inwestować. Wyraźnego spadku oczekujesię też jeśli chodzi o nakłady inwestycyjne na jednostkę mocy zainstalowanej.

 

Wszystko to ładnie wygląda na papierze, dlatego teżnależy zapytać, jakie podstawy ma amerykańska administracja, by snuć takiewizje. Otóż są całkiem mocne. Od kilku lat DoE przeznacza dziesiątki milionówdolarów na granty na badania nad nowymi, tańszymi konstrukcjami wież podmorskie wiatraki. Pływające czy trójnożne podstawy mają być wyraźnie tańsze oddzisiejszych konstrukcji, zwłaszcza przy masowej produkcji na miejscu. Skokowokoszty ma obniżyć pojawienie się turbin o mocy 10 MW, dwukrotnie większych odnajwiększych dzisiejszych. W dodatku bardziej wydajnych, bo zaopatrzonych w wielołopatowewirniki z elastycznymi skrzydłami i ustawiające się z wiatrem, a nie pod wiatrjak dzisiejsze konstrukcje. Rząd zamierza prace nad tymi koncepcjami dalejhojnie finansować.

 

Wychodzi na to, że USA nieco przespały pojawienie sięoffshore, ale na dobre się obudziły. I choć nie zamierzają ścigać się narozmach z Europą i Chinami, to chcą brać udział w wyścigu technologicznym. A tozawsze przynosiło korzyści.

 

 

Wojciech Krzyczkowski

fot. freeimages.com

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here