Co łączy Luksemburg, Holandię, Irlandię i Cypr? Wszystkie te kraje są rajami podatkowymi leżącymi w UE. Teraz na pełną już skalę dołącza do nich Estonia. Państwa te swoją działalnością szkodzą Unii Europejskiej, jednak nie widać, żeby instytucje unijne miały pomysł i motywację, by z tym skończyć.

12 marca e-rezydentem Estonii został… Mukesh Ambani. Co najbogatszy Hindus i jeden z najbogatszych ludzi na świecie ma wspólnego z małym postradzieckim krajem, położonym na północy Europy? Czyżby zakochał się w tamtejszych odrapanych blokowiskach po obejrzeniu kultowego filmu Lukasa Moodyssona Lilya 4-ever? Nie bardzo – e-rezydentura pozwala na korzystanie z dobrodziejstw estońskiej administracji nie ruszając się z domu. Dzięki temu, każdy kto złoży wniosek i otrzyma status e-rezydenta, będzie mógł korzystać z internetowych usług, które świadczą tamtejsze urzędy. No dobrze, ale po co Hindusowi korzystanie z estońskich urzędów? Otóż e-rezydentura pozwala też na założenie w Estonii firmy i korzystanie dzięki niej z estońskiego prawa podatkowego. I tu kłania się kolejna innowacja wprowadzona przez Estonię jakiś czas temu – nazwana już w debacie ekonomicznej podatkiem estońskim. Pozwala on na zwolnienie od podatku dochodowego zysków spółek, które będą reinwestowane. No i tu już dochodzimy do sedna – Ambani po założeniu spółki w Estonii będzie mógł tam przenosić zyski ze swoich innych spółek, żeby skorzystać z ulgi, jaką daje podatek estoński.

Wal-Mart na zielonej wyspie
Estonia dołączyła w ten sposób do całej listy krajów UE, które są zwyczajnymi rajami podatkowymi. I które są swoim działaniem szkodzą zarówno poszczególnym krajom UE, jak i Wspólnocie jako całości. Działalność rajów podatkowych pozwala unikać podatków działającym na terenie UE spółkom, co drenuje finanse publiczne członków UE. Ci zaś wpadają w przeróżne kłopoty – albo muszą się ratować długiem i wpadają w kryzys dłużny, albo ratują się ograniczaniem wydatków na cele społeczne, co zaś sprowadza na nie kryzys socjalny. Ich kłopoty szybko odczuwają także pozostałe kraje UE, gdyż Wspólnota to system naczyń połączonych. Co udowodnił nam niedawny kryzys strefy euro, do dziś zresztą nie do końca zaleczony.

to nie pomyłka, w ciągu jednego roku PKB Irlandii urósł o jedną czwartą – to prawdopodobnie rekord świata.

Jednym z rajów podatkowych jest Irlandia. W roku 2015 jej wzrost gospodarczy osiągnął poziom… 26%. Tak, to nie pomyłka, w ciągu jednego roku PKB Irlandii urósł o jedną czwartą – to prawdopodobnie rekord świata. Średni wzrost w UE był wtedy ponad 10 razy niższy. Ówczesny minister finansów Irlandii Michael Noonan wprost przyznał, że ten niespotykany nigdzie indziej wzrost to wynik inwersji podatkowej, czyli mówiąc po ludzku przenoszenia dochodów do krajów o przyjaznych dla przedsiębiorców podatkach. A Irlandia takie ma – nie tylko ma bardzo niski podatek CIT na poziomie 12,5%, ale jeszcze umożliwia zawieranie niejawnych układów tamtejszego fiskusa z korporacjami, które zechcą zostać rezydentami Zielonej Wyspy. Przeniosły się tam chociażby spółki technologiczne z USA Apple i Google. Swoją spółkę-córkę ma tam nawet Wal-Mart, chociaż… nie ma tam ani jednego sklepu. Wielka wędrówka kapitału do Irlandii zainteresowała wreszcie Komisję Europejską, która nakazała koncernowi Apple zwrócenie 13 miliardów euro niezapłaconych tam podatków. Problem w tym, że z werdyktem KE nie zgodził się… rząd Irlandii, który stwierdził, że on tych pieniędzy nie chce. Nic dziwnego, w końcu sam wcześniej nieoficjalnie te miliardy Apple’owi podarował.

Optymalizacyjna Luxtorpeda
Kolejny bulwersujący przykład to Luksemburg. W 2014 roku afera LuxLeaks ujawniła, że to państwo Beneluksu zawarło 340 niejawnych układów z firmami, które dzięki temu otrzymały dodatkowe ulgi podatkowe, w zamian za przeniesienie do tego malutkiego państwa swoich dochodów. Przykładowo tamtejsza spółka-córka sieci McDonald’s w latach 2009-2013 wygenerowała przychód na poziomie niemal… czterech miliardów dolarów. Żeby wygenerować taki obrót w pół milionowym państwie jego obywatele musieliby chyba nie jeść niczego innego niż hamburgery. A i tak byłoby trudno, bo te kanapki ktoś musiałby im przygotowywać i sprzedawać, tymczasem owa spółka-córka McDonald’sa zatrudniała… 13 osób. W 2013 roku malutki Luksemburg miał aktywnych 120 porozumień cenowych z korporacjami, które legalizowały ceny transferowe używane przez poszczególne koncerny (manipulowanie cenami transferowymi to najpowszechniejszy sposób przenoszenia dochodów do innych krajów). Tymczasem Polska miała w tym samym czasie… 20 takich aktywnych umów. Co jeszcze bardziej bulwersujące, premierem Luksemburga w okresie, w którym trwał proceder ujawniony przez LuxLeaks, był Jean-Claude Juncker, czyli obecny szef Komisji Europejskiej. Włos mu z głowy z tego powodu nie spadł. Skazani zostali za to dwaj sygnaliści – księgowi z firmy doradczej PwC – którzy ujawnili cały proceder.

W 2013 roku malutki Luksemburg miał aktywnych 120 porozumień cenowych. Tymczasem Polska miała w tym samym czasie… 20 takich aktywnych umów.

Afrodyta nie lubi wysokich podatków
Także inne unijne raje podatkowe mają swoje modele biznesowe, którymi przyciągają zyski korporacji. Holandia jest słynna z holenderskiej kanapki, czyli z mechanizmu umożliwiającego korzystanie ze zwolnienia od podatku od dywidend w Antylach Holenderskich, które formalnie należą do jurysdykcji Holandii. Z mechanizmu tego również ochoczo korzystały spółki technologiczne z USA – Google i Apple. Cypr natomiast zapewnia ulgi podatkowe dla dochodów od licencji, czyli na przykład opłat za korzystanie ze znaków towarowych. Swego czasu korzystała z tego polska spółka LPP, właścicielka marek Cropp, Reserved czy House, która przeniosła na Wyspę Afrodyty prawa do nich. W ten sposób spółka LPP działająca w Polsce, jak też pozostałe spółki LPP w Europie, musiały płacić za prawo do używania tych marek do spółki na Cyprze. W ten sposób spółka w Polsce zwiększała swoje koszty, a więc obniżała wykazywany w Polsce dochód. Dochód powstawał za to na Cyprze, jednak tam już był on znacznie niżej opodatkowany.

Co w tym wszystkim jest najgorsze? Że te wszystkie praktyki są doskonale znane instytucjom unijnym i nic z tym nie robią. W ostatnim czasie rzeczywiście problem optymalizacji podatkowej jest częściej podnoszony na forum UE, a jednym z najgłośniej mówiących o konieczności jego rozwiązania jest Polska. Nic dziwnego, nasz kraj jest jednym z tych, którzy najwięcej tracą na całym procederze. Niestety nie widać wielkiego zaangażowania unijnych instytucji w tej sprawie. To też nie dziwi, bo gdyby nagle zareagowały na praktyki estońskie, to musiałyby zabrać się także za Luksemburg, którego byłym premierem jest jej szef, oraz za Holandię, której byłym ministrem spraw zagranicznych jest jej ważny wiceszef. Zresztą w innej aferze podatkowej Panama Papers pojawiło się nazwisko kolejnego europejskiego prominenta, belgijskiego europosła Guya Verhofstadta – spółka, w której władzach zasiadał, miała swoją spółkę-córkę w raju podatkowym na Bermudach.