📻 TYLKO BÓG MOŻE nas sądzić – rapują polscy biskupi. W sprawie pedofilii!

Nihil novi. Gen. Jaruzelski wyznaczył sobie jako prokuratora historię

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Bożena Sitek.

 



Wydawało się, że wydarzenia ostatnich lat czy niedawna premiera filmu Kler (bije rekordy frekwencji) da naszemu Kościołowi do myślenia. Że instytucja, która od wieków uważa się za świętą i niepodlegającą krytyce, w końcu pójdzie po rozum do głowy. Że w końcu zrozumie, że średniowiecza – gdy klątwa rzucona na krytyków załatwiała wszystko, stosów ani indeksów ksiąg zakazanych (obecnie raczej gazet) już, czy jeszcze, nie ma.

proj.graf. PS

O średniowieczu wspominam nie bez przyczyny. Otóż praktycznie aż do czasów współczesnych nie mieliśmy do czynienia z czymś takim jak nieskrępowany przepływ informacji. To praktycznie rzecz biorąc, na szerszą skalę, wymysł dwudziestowieczny. W pełnej formie mamy z nim do czynienia od popularyzacji internetu. Kiedyś monopolistami w tym względzie były władze, czy to świeckie, czy kościelne. Odcięcie społeczeństwa od faktów głoszonych poza tymi kręgami było raczej nietrudne. Wystarczyło delikwenta – heretyka – spalić na stosie, ewentualnie nałożyć na niego ekskomunikę albo oskarżyć o zdradę stanu i zgładzić. Zresztą nie za bardzo miał on techniczne możliwości do głoszenia retoryki innej niż chrześcijańska, a nawet jeżeli później tak się zdarzało, to zasięg jego myśli był mocno ograniczony.

Nasz Kościół, jak widać, do dzisiaj czerpie z technik propagandowych, które się wtedy sprawdzały. Przez lata hierarchowie w żywe oczy wypierali się, że pedofilia w Kościele ma miejsce, przez lata rzucali klątwy na każdego, kto mówił inaczej, i mówienie o pedofilii przedstawiali jako ataki sług szatana. Jednak dzisiaj ta taktyka okazała się nieskuteczna. Nieskrępowany przepływ informacji i nawał dowodów, z którymi zetknął się praktycznie każdy członek naszego społeczeństwa, sprawiły, że Kościół – zamiast jak przed wiekami, wyjść z tej sytuacji obronną ręką – kłamaniem w żywe oczy jeszcze bardziej się pogrążył i skompromitował.

Nasi hierarchowie kilka lub kilkanaście lat później niż ich pobratymcy z Zachodu, ale zdali sobie sprawę, że długo tak nie pociągną. Nie było już jak zaprzeczać masowym doniesieniom o wykorzystywaniu dzieci przez księży. Efektem tego jest wydane przez Episkopat oświadczenie, w którym stwierdza on, że pedofilia wśród niektórych duchownych miała miejsce i że generalnie jest im z tego powodu bardzo przykro.

To, jak na nasz Kościół, bardzo dużo (wszak nie porównuje już mówiących o pedofilii do morderców z NKWD), ale jednak tak naprawdę znaczy to niewiele.

Problemem jest to, czego w oświadczeniu zabrakło.

Kościół nadal nie ugiął karku, nie oddał się do niczyjej dyspozycji – ani niezależnej komisji, ani państwa. Hierarchowie chcą sami być sędziami we własnej sprawie. Nie ma słowa o odpowiedzialności Kościoła jako instytucji, o systemowym ukrywaniu pedofilii. Nie ma słowa o odszkodowaniach. Można odnieść wrażenie, że pedofile są niczym kosmici albo nasłani agenci, że nic wspólnego z Kościołem nie mają, że tylko przypadkiem i podstępem zakradli się do jego szeregów.

Jest akapit o winie jednostek, ale ani słowa o winie Kościoła.

Największym problemem wcale nie jest to, że w Kościele są pedofile, bo to świadczy tylko o owych pedofilach, problemem jest reakcja Kościoła na te przypadki. A ta reakcja świadczy już nie o pojedynczych księżach, ale o instytucji jako całości.

Nie mówię już o tym, jak latami manipulowano, mówiąc, że wśród pedofilów księża stanowią niewielki odsetek. To czysta propaganda, bo jeżeli księża stanowią niewielki odsetek w społeczeństwie, to nawet jeżeli każdy ksiądz byłby pedofilem, nadal będą oni stanowili niewielki odsetek wszystkich pedofilów. W oczywisty sposób powinni podać odsetek pedofilów wśród księży, nie na odwrót, a tego nigdy nie zrobiono.

Słowem,

Kościół nie widzi problemu we własnej instytucji, w jej strukturach i w jej przekonaniu, że jej dobro jest tożsame z dobrem samego Boga,

czymś dużo ważniejszym niż jakieś ofiary pedofilii. Dowiedzieliśmy się, że jedyną bolączką Kościoła są jednostki – czarne owce, których ów Kościół nie potrafił wyłapać. A to nieprawda. Otóż prawdziwy problem to przekonanie o absolutnej nadrzędności interesu instytucji nad wszystkim innym, już o dobru pojedynczych osób nie wspominając. Pamiętajmy, że każde ujawnienie przypadku pedofilii przez biskupa, każde zgłoszenie sprawy do prokuratora, narażałoby na szwank reputację całego Kościoła i wydaje się, że to jest główną przyczyną tego, iż owe przypadki owe były, zapewne przez wieki, ukrywane. Obecnie okazało się, że

taktyka zamiatania pod dywan zniszczyła dobre imię tej instytucji o wiele bardziej

– stąd wspomniane oświadczenie i przyznanie, że takie rzeczy miały miejsce.

Gdyby jakiś biskup jednak zdecydował się narazić wcześniej ową reputację i nie zatajał podobnych spraw, zapewne naraziłby się krytykę innych hierarchów. Mógłby nawet zostać okrzyknięty wrogiem Kościoła, bo bardziej interesowałby go los zwykłego człowieka, a nie dobro instytucji (dobro źle pojęte). Bo gdyby ta instytucja postrzegała własną misję jako bycie naprawdę godnym reprezentantem Boga (czy chrześcijańskich wartości) na ziemi, to dla swojego dobra przypadki pedofilii by wykrywała i ujawniała, słowem: oczyszczała się. A o ofiary by dbała, bo tak oczywiście nakazuje sumienie chrześcijanina. Ale jak widać Kościół swój interes widzi zupełnie inaczej. Już nawet nie mówię tu o pieniądzach, ale o dominacji nad duszami i umysłami, czyli szeroko pojętej władzy i wpływach.

Stawiam więc tezę, że to nie jest tak, iż biskupi nie mieli zasad. Mieli, z tym że trochę inne niż większość ludzi.

Dla duchownych najwyższym nakazem moralnym zawsze było dobro Kościoła.

Potrafili mu podporządkować wszystko inne i uważali, że służą tym samym samemu Bogu. To, że musieli w tym celu wyłączyć to, co większość ludzi nazywa sercem? To, że musieli wyłączyć elementarną wrażliwość na los drugiego człowieka, zwłaszcza małego i bezbronnego? Myślę, że namiestnik samego Boga na ziemi ma ważniejsze sprawy na głowie niż jakieś dzieci. Szczególnie gdy wokół tyle ataków na Kościół. To akurat uniwersalny problem – im bardziej ktoś się czuje wybranym, im bardziej naznaczonym i świętym, tym mniej obchodzi go los drugiego człowieka.

Zatem tego oświadczenia nie potrafię odczytać inaczej niż efekt braku wyjścia i próbę uratowania tego co się da. Bo przecież nadal widać, że Kościół przed nikim odpowiadać nie ma zamiaru, nikomu krzywd zadośćuczynić nie chce, a tak naprawdę nie czuje się w ogóle winny całej sytuacji. Winne są jedynie jednostki, które dopuściły się takich czynów. A to, że biskupi ukręcali sprawom łeb i przenosili takich księży do innych parafii, aby dalej mogli krzywdzić dzieci? To chyba w naszym prawie nazywa się współudziałem… Niezgłoszenie czy tuszowanie takiego przestępstwa chyba też podlega pod kodeks karny.

Dlatego dopóki nie zobaczę w więzieniu zatajającego podobne sprawy biskupa oraz wyprzedawania majątku Kościoła na odszkodowania dla ofiar, to uznam, że instytucja ta, jak to zwykle bywa, wymiguje się od odpowiedzialności albo w swojej pysze uważa, że nie musi przed nikim odpowiadać. Aż się chce zacytować słynnego rapera, który śpiewał, że tylko Bóg może nas sądzić. Oni wydają się uważać tak samo.

Nie mówiąc już o tym, że sposób, w jaki kler odsuwa od siebie odpowiedzialność, zadziałałby chyba jedynie w średniowieczu. Zresztą puste kościoły i brak powołań to chyba najlepsza kara, jaką społeczeństwo może naszym specom od moralności wymierzyć.



REO POLECA

REO PYTA: Czy nowe pokolenie ciągnie za sobą złą passę przemysłu mięsnego?