TRUMP NEWS: Ropa większa niż życie

Wizerunek jaki prezydent USA robi swojemu krajowi nasuwa określenie BARBARIA

Donald Trump dał się już poznać jako przywódca nieprzejmujący się kwestiami środowiskowymi i problemem globalnego ocieplenia. Jego polityka stanowi zupełne przeciwieństwo tego, czym kierował się jego poprzednik, Barack Obama. Ostatnio Trump wydał zezwolenie na poszukiwanie ropy i gazu u wschodnich wybrzeży Stanów Zjednoczonych, pod dnem Oceanu Atlantyckiego, przy użyciu dość kontrowersyjnych metod, które stanowią poważne zagrożenie dla delikatnego życia morskiego.

Co to za metody?

To poszukiwanie ropy pod dnem oceanu za pomocą fal sejsmicznych. Płynący statek za pomocą specjalnego działa – zanurzonej w wodzie wiatrówki sejsmicznej – strzela w stronę dna morskiego powietrzem pod ogromnym ciśnieniem. Wystarczającym do wywołania rozchodzących się w wodzie fal sejsmicznych, które przy tym generują hałas o wysokim natężeniu, wystarczającym do uszkodzenia ludzkiego słuchu. Fale te penetrują podłoże skalne. Odbite między innymi od potencjalnych złóż ropy wracają do ciągnących się za statkiem hydrofonów. Urządzenia odbierają fale, które są następnie analizowane przez komputery. Powstaje dzięki temu obraz skalnego podłoża oceanicznego wraz z jego strukturą.

Różne rodzaje skał, woda pod dnem i złoża ropy, odbijając fale z wiatrówki, generują fale o różnych częstotliwościach, właściwych dla każdej struktury skalnej lub innego materiału. Dzięki temu geolodzy widzą to, czego nie widzi ludzkie oko.

Hałas startującej rakiety 

Metoda wydaje się nieszkodliwa. Ot, statek płynie i przeszukuje dno. Nikt nie strzela do zwierząt, nie wrzuca do wody Bóg wie czego, nie ciągnie się długiej na setki metrów sieci, nie niszczy się dna morskiego. Pozory mylą. Silnie sprężone powietrze, którym strzela wiatrówka, według naukowców generuje ogromny hałas. Jest on nawet głośniejszy do dźwięku startującej rakiety (nawet takiej jak Saturn V, którą Neil Amstrong poleciał na Księżyc). Czy chciałbyś stanąć kilkanaście metrów obok niej?

Jeśli nic się nie zmieni, to lada dzień od New Jersey po samą Florydę będą rozbrzmiewać dźwięki mające siłę 260 decybeli.Wiele zwierząt oceanicznych, a w szczególności ssaki morskie, takie jak wieloryby, opierają swoje istnienie na zdolności do używania dźwięku. Dla tych zwierząt dźwięk ma zasadnicze znaczenie dla ich zdolności do znajdowania jedzenia, lokalizowania innych zwierząt, unikania drapieżników, reprodukcji, a tym samym przetrwania – powiedział Douglas Nowacek, ekspert z Duke University.

Impulsy generowane są przez wiatrówki dniami i nocami w 10-, 12-sekundowych odstępach. Według niektórych badań dźwięk, jaki generuje sejsmiczna wiatrówka, może rozchodzić się w promieniu 4000 km i powodować u zwierząt problemy z orientacją i znajdowaniem pożywienia. Zwierzęta nie mają szans na ucieczkę.

Ropa ważniejsza

Najgorsze jest w tym to, że nawet same instytucje rządowe zdają sobie z tego sprawę. Ale cóż, władza chce, sługa musi. Narodowa Administracja ds. Oceanów i Atmosfery (NOAA) – ta sama, która zajmuje się badaniami klimatu – wydaje z ramienia administracji Trumpa pozwolenia firmom poszukiwawczym na przypadkowe zabijanie ryb, ssaków morskich i innych stworzeń żyjących w północno-zachodnim Atlantyku. NOAA oprócz badań oceanów i klimatu, jako organizacja rządowa, zarządza w imieniu waszyngtońskich władz wodami oceanicznymi należącymi do USA.

Czarne złoto jest ważniejsze. Ceny ropy, choć ostatnio niskie, są jednak wyższe niż jeszcze parę lat temu.

60-80 dolarów za baryłkę kusi.

Tym bardziej że ropa prędzej czy później zdrożeje, bo jest na nią popyt. A dopóki jest, dopóty USA będą jej szukać, chcąc być niezależnymi od krajów arabskich.

Prezydent Trump daje w sumie tym firmom [wydobywczym] pozwolenie na nękanie, krzywdzenie, a nawet zabijanie życia morskiego, w tym krytycznie zagrożonych waleni biskajskich. Wszystko w pogoni za brudną i niebezpieczną ropą spod oceanicznego dna –  powiedziała Diane Hoskins z Oceana, największej międzynarodowej organizacji zajmującej się ochroną oceanów.

Ekologiczne szacunki, nawet te rządowe, biją na alarm. Szczególnie zagrożone są ssaki morskie, m.in. delfiny i wspomniany waleń biskajski. Ten ostatni gatunek, żyjący u wybrzeży Ameryki Północnej, kiedyś bardzo powszechny, dziś jest na granicy wymarcia. Dawniej szkodziły mu połowy, teraz nietypowe metody poszukiwań spragnionego ropy świata. Obecnie w oceanie żyje zaledwie 440 osobników walenia biskajskiego. To krytycznie mało.

Waleń biskajski – dorosły osobnik z młodym. Fot. wikimedia commons, NOAA

Co może zapobiec wyginięciu tego gatunku? Sprzeciw Amerykanów wobec polityki Trumpa. Albo spadek cen ropy, bo na rynku pojawi się jej nadpodaż – co już miało miejsce.

Bez złudzeń

Ale czekanie na zmianę władz lub na potanienie ropy może okazać się dla ssaków morskich za długie. I nawet nie pomogą zalecenia rządowe co do sejsmicznych poszukiwań. Owszem, geolodzy będą musieli stosować odpowiednie procedury wydane przez NOAA, np. operatorzy urządzeń będą musieli najpierw sprawdzić, czy nie ma zbyt dużego zagrożenia dla ławic ryb lub pływających matek z młodymi delfinami albo wielorybami. Ale jako że nie przewiduje się kary za nieumyślne zabicie zwierzęcia, to znając realia, poszukiwacze będą iść po trupach. Bo kto u licha sprawdzi, w jakich okolicznościach zginął wieloryb?

Badania sejsmiczne stanowią podwójne zagrożenie dla biologicznie bogatych wód u wybrzeży Atlantyku – powiedział Steve Mashuda, partner zarządzający do spraw oceanów w Earthjustice. Oznaczają nie tylko rychłą śmierć ssaków morskich. Ewentualne odkrycia ropy to kolejne zagrożenie.

Ogrom zagrożenia obrazują badania przeprowadzone u wybrzeży Tasmanii. Naukowcy zauważyli, że te metody niosą śmierć także mikroorganizmom takim jak zooplankton. Nawet dwie trzecie z nich może wyginąć w bardzo krótkim czasie od impulsu wiatrówki. Co szczególnie ważne, naukowcy wcześniej ocenili, że wpływ na zooplankton będzie odczuwalny tylko w odległości 100 metrów od uderzenia. Nowe badania pokazują, że impulsy uderzają w zooplankton nawet w odległości kilometra.

Pozostaje więc mieć nadzieję, że ostatecznie władze pod naporem lokalnej społeczności i władz stanowych odstąpią od tego pomysłu. Zamiast poszukiwać ropy i szkodząc tym samym organizmom żywym, powinno się od niej odchodzić. Tym bardziej że rozwiązania technologiczne już są dostępne.


Źródła:

www.theguardian.com



REO POLECA

📻 Eko-życie. Czy stać nas mentalnie na porzucenie mieszczańskiej wygody?

Hubert Bułgajewski
Publicysta REO. Wcześniej portali: naukaoklimacie.pl oraz ziemianarozdrozu.pl Ekspert ds. zmian klimatu. Autor bloga Arktyczny Lód.