TRUMP DOZBROI WIETNAM. Przeciw komu?

Jeśli dojdzie do prowokacji może rozegrać się piekło

AUDIO REO. Posłuchaj nagranego artykułu. Czyta Hubert Augustyniak. 15’03”

Wizyta Donalda Trumpa w Hanoi 27 lutego 2019 na szczycie amerykańsko-północnokoreańskim miała dodatkowy wymiar, o którym obserwatorzy – w większości, przejęci najpierw zapowiedzią rozmów, potem ich przebiegiem, ale najbardziej zerwaniem – wydawali się nie mieć nie tylko wiedzy, ale nawet świadomości czy intuicji. Wietnam nie pełnił tu roli porównywalnej do Warszawy z początku tego samego miesiąca na tzw. szczycie bliskowschodnim, popularniej zwanym irańskim lub – bez ogródek – antyirańskim.
O ile stolica naszego kraju spełniała rolę służebną i kompletnie bezpodmiotową (za wyjątkiem pyskówki z najwyższymi władzami Izraela, gdzie rola ta została sprowadzona do przedmiotowej), o tyle w Wietnamie rozmowy z przywódcami nie były poświęcone rodzajowi ciasteczek i napojów na rozmowy z Kimem. Kaliber – nomen omen – ustaleń był zgoła odwrotnego znaczenia. Obecnie jeśli chodzi o politykę światową USA, skąd mogą wycofują wojska i… obietnice złożone wcześniej przez poprzedników bądź już przez pomarańczowotwarzowego przywódcę, ale po przeanalizowaniu amerykańskich priorytetów. I tak np. inna wizyta ważnego polityka ze Stanów Zjednoczonych niedawno w Polsce rozwiała nasze nadzieje na kretyńsko nazwaną mianem Fort Trump ideę zmaterializowania współpracy wojskowej. Dla USA Europa Środkowo-Wschodnia nie jest ani szczególnie istotna politycznie czy gospodarczo, ani nie jawi się jako region zagrożony. Wyprowadzki żołnierzy trwają również w krajach Bliskiego Wschodu i praktycznie wszędzie, gdzie można poza… No właśnie, poza sąsiedztwem Chin.

Jest więc wielce prawdopodobne, że oficerowie Michael z Johnem, którzy przeglądali sobie w internecie strony z atrakcyjnymi mieszkankami naszego blond-kraju, szybciutko będą musieli zmienić adresy www na katalogi azjatyckie, dokładnie wietnamskie. Bo, teoretycznie bratnie dla Chińskiej Republiki Ludowej państwo, czyli Socjalistyczna Republika Wietnamu, tak jak i znienawidzone przez dziesiątki lat Stany Zjednoczone, w rzeczywistości ma się – jeśli chodzi o sąsiadów – na baczności. Pamiętając o proporcjach terytorialnych między obu krajami, o doświadczeniach historycznych, o nieprzenikliwości natury chińskiej oraz znając nastroje, jakie panują między obywatelami obu republik.

Prawda jest taka, że kraje hot dogów i sajgonek są sobie obecnie bardzo potrzebne, razem podchodząc do azjatyckiego mocarstwa z równie uprzejmą nieufnością. Wietnam do dealu wnosi sąsiedni teren, amerykanie broń, oba kraje ludzi. Kto wie, czy te przykryte widowiskiem z dyktatorkiem z KRLD rozmowy na miejscu nie były, de facto, w azjatyckiej podróży Trumpa ważniejsze?

50 lat po tragicznej wojnie wietnamsko-amerykańskiej i długim okresie wrogości propagandowej taki obrazek w Hanoi stwarza niezwykłe wrażenie. Co połączyło władze obu państw? Patos chwili – szczyt z przywódcą Korei Północnej? Bynajmniej.
Pomimo oficjalnej wieloletniej przyjaźni Pekinu i Hanoi, a konkretnie partii komunistycznych obu krajów, historia relacji azjatyckich sąsiadów jest znacznie bardziej złożona niż wydawać by się mogło choćby nam, Europejczykom. Bo czy wiedzieliście, że kilka lat temu sytuacja była na ostrzu noża i mogło dość do wewnątrz-azjatyckiej wojny? Kiedy porozmawiamy z przeciętnym Wietnamczykiem bardzo szybko zorientujemy się, że pod  oficjalnym braterstwem dinozaurów komunizmu kryje się wzajemna ludzka antypatia, jeśli nie nienawiść. 

Wielki brat od tysięcy lat

Przez dwa tysiąclecia Państwo Środka wasalizowało południowego sąsiada narzucając mu swoją kulturę, styl życia i dyrygując jego polityką. Wietnamczycy raz po raz powstawali, walczyli z Chińczykami, raz przegrywając, raz wyganiając ich za Deltę Rzeki Czerwonej. Duża bogata mniejszość chińska przez tysiąclecia zamieszkiwała Wietnam, a opozycja chińska skłócona z kolejnymi cesarzami niejednokrotnie znajdowała azyl w Wietnamie.

Jezioro Hoan Kiem, fot. pixabay.com

Symbolem Hanoi jest Jezioro Hoan Kiem, którego nazwa po polsku brzmi – Jezioro Zwróconego Miecza. Kiedy Chińczycy najechali Wietnam po raz kolejny w XV wieku z jeziora wynurzył się żółw i głównodowodzącemu armią wietnamską, późniejszemu cesarzowi Le Loi, wręczył miecz, którym ten pokonał Chińczyków. Potem żółwik poprosił o zwrot miecza, gdyż ten mógł się przydać w przyszłości…

Nawet historia ostatniego półwiecza udowadnia, że ta relacja to istny roller coaster.

Sojusznik i wróg

Chiny wraz z całym blokiem sowieckim wsparły Hanoi w obu Wojnach Indochińskich, najpierw przeciw Francuzom, a następnie przeciw demokratycznemu rządowi z Sajgonu i wojskom koalicji, na czele której stał Waszyngton. Jednak zadyma na półwyspie nie skończyła się 30 kwietnia 1975 roku, kiedy czołg T55 o bocznym numerze 390 staranował bramę Pałacu Prezydenckiego w Sajgonie, dziś zwanym Pałacem Zjednoczenia.

Dokładnie w tym czasie do władzy w Kambodży doszedł Pol Pot i jego rzeźnicy – Czerwoni Khmerzy, którzy w trzy lata wymordowali jedną trzecią własnego narodu. Pol Pota wspierał Pekin, a Czerwoni Khmerzy, którzy uważali, że Delta Mekongu tradycyjnie należy do Wielkiej Kambodży notorycznie ostrzeliwali wietnamskie wioski, a także dokonywali rzezi cywilów po wietnamskiej stronie granicy.

Propagandowy mural z czasów Kambodży Pol Pota, fot. flickr.com

Tego było dla Hanoi za wiele. W styczniu 1979 roku Ludowa Armia Wietnamu w dwa tygodnie rozbiła Czerwonych Khmerów i zajęła Phnom Penh. Niedobitki wraz z przywódcami ukryli się w dżungli na granicy z Tajlandią. Na odpowiedź Chin nie trzeba było długo czekać. Latem 1979 Armia Chińskiej Republiki Ludowej najechała północ Wietnamu, zajęła Sa Pa, a pobita przez bitne oddziały wietnamskie wycofała się po dwóch miesiącach, stosują taktykę spalonej ziemi. Letnia wojna kosztowała Chińczyków (wg liczb, które podają Wietnamczycy) 200 tysięcy dusz. Wietnam opuściło około 800 tysięcy Chińczyków Hoa.

Rządowe abordaże

Lata 70/80 to konflikt o sporne wyspy Spartly i Paracelskie na Morzu Południowo-Chińskim. Parokrotnie oba kraje strzelają do siebie i stają na krawędzi wojny. W 1988 r. Pekin i Hanoi stoczyły jeszcze jedną krótką bitwę morską u wybrzeży Wysp Spratly, która zakończyła się wygraną floty chińskiej.

– Podobnie było w 2013 roku, kiedy akurat byłem w Wietnamie – mówi informator REO – Napięcie zaczęło się na początku maja. Wtedy to Chińczycy przyholowali i zainstalowali u wybrzeży spornych Wysp Paracelskich ogromną platformę wiertniczą „Haiyang 981” i zapowiedzieli, że w sierpniu zacznie pracę – wspomina.

Zdaniem naszego informatora pragnącego zachować anonimowość: Wyspy Paracelskie to archipelag prawie bezludnych, skalistych wysepek – 330 km na południe od chińskiej wyspy Hainan i 320 km na wschód od wybrzeża Wietnamu. Chińscy historycy twierdzą, że to chińscy żeglarze odkryli je i zagospodarowali 2000 lat temu. Wietnamczycy polemizują, kolonizację wysp przypisując swoim przodkom. I wskazują na fakt, że wyspy są naturalnym przedłużeniem ich szelfu kontynentalnego.

Na wiosnę 2013 roku Hanoi natychmiast zażądało przerwania prac przy platformie. Premier Nguyễn Tấn Dũng poinformował agencję Reutera, że: Wietnam będzie zdecydowanie bronić swej suwerenności. Kilka wietnamskich okrętów usiłowało przeszkodzić Chińczykom, lecz Pekin skierował w ten rejon flotyllę znacznie silniejszą: ponad sto jednostek. Skończyło się na oblewaniu okrętów wietnamskich z działek wodnych i wzajemnych próbach taranowania. Ale w Wietnamie plotkowano o zabijaniu wietnamskich rybaków i zatapianiu ich kutrów, o czym miały milczeć władze. Bardzo ostre relacje między mieszkańcami obu krajów nie przedostały się w pierwszej połowie naszej dekady do świadomości światowej

Pekin od razu oskarżył Hanoi o podsycanie napięć w regionie. – Przeinaczają fakty, oczerniają Chiny i wysuwają niedorzeczne oskarżenia – mówiła rzeczniczka chińskiego MSZ. – Któż ciągle podważa suwerenność drugiego kraju? Kto powoduje napięcia na morzach? Kto, u licha, niszczy pokój i stabilizację na Morzu Południowochińskim? Fakty mówią same za siebie.

Władze Wietnamu przyzwalają na demonstracje

Ale na morskich przepychankach się nie skończyło. W komunistycznym Wietnamie, gdzie ludzie nie mogą ot, tak sobie, zbierać się i demonstrować, agresywna polityka Chin rozpaliła antychińskie i patriotyczne nastroje – przy cichej aprobacie rządu. I szybko wymknęły się one spod kontroli.

– Tłumy Wietnamczyków ruszyły na chińskie fabryki w całym kraju – bądź uważane za chińskie, choć w istocie tajwańskie, singapurskie, czy południowokoreańskie – wspomina nasz informator – Przy początkowej bezczynności policji doszło do regularnych bitew z ich chińskimi pracownikami, demolowania, okradania, podpalania i niszczenia zakładów. Zginęło co najmniej 20 osób, setki zostały ranne.

Po zamieszkach, wietnamskie władze aresztowały ok. 600 osób, a Chiny ewakuowały z Wietnamu około 3 tys. swych pracowników; tysiące uciekły też do sąsiedniej Kambodży. Szef dyplomacji Chin Wang Yi wezwał Hanoi do powstrzymania wrogich wystąpień.

W Wietnamie o tym wszystkim informowali w zasadzie jedynie opozycyjnie nastawieni blogerzy, czyli jedyne prawdopodobnie miarodajne źródło wieści z Wietnamu. Dwaj z nich, najbardziej znani – Nguyễn Hữu Vinh oraz Nguyễn Thị Minh Thùy – zostali aresztowani. Rządowa prasa i telewizja zachowały niezrozumiałe dla Wietnamczyków milczenie. Relacjonowały tylko spontaniczne patriotyczne demonstracje, o rozróbach nie było mowy. Być może to tylko dolało oliwy do ognia w feudalnych stosunkach lud-państwo.

Protesty antychińskie w Wietnamie sprzed 6 lat

– Rząd nabrał wody w usta, bo wysprzedał Chinom połowę kraju i napchał własne kieszenie. Jest skorumpowaną marionetką Pekinu, tak nielubianego przez zwykłych Wietnamczyków – napisał mi wtedy w mejlu 30-letni przedsiębiorca i bloger z Hanoi, pragnący zachować anonimowość. – A przynajmniej tak myślą prości ludzie, którzy niestety skierowali swój gniew przeciw pracodawcom, w wyniku czego pracę straciło kilkadziesiąt tysięcy, i tak biednych, Wietnamczyków. Naród jest wściekły na rząd za brak konkretnej reakcji na politykę Chin. Z kolei rząd boi się, że cała sprawa z Chinami może obrócić się przeciwko niemu na arenie wewnętrznej – dodał.

W tak ludnym, bo ponad 90-milionowym reżimie jak Wietnam, radykalne protesty i zamieszki są ewenementem na skalę nie spotykaną od lat. Władza milcząco pozwoliła społeczeństwu wyrazić patriotyczną frustrację, ale zarazem dopuściła do niespotykanych tu rozbojów, a nawet mordów na bogu ducha winnych chińskich pracownikach. Jednocześnie, nie informując społeczeństwa o tych zdarzeniach, próbowała ukryć prawdę.

– Nic się nie zmieniło mimo upływu sześciu lat. Wietnamczycy oczekują, że sytuacja na linii Pekin-Hanoi znowu wybuchnie, tym razem ze zdwojoną siłą – mówi nasz informator z Sajgonu.

Wizyta Donalda Trumpa w Hanoi, 27 lutego 2019

Dopiero co Hanoi odwiedził amerykański prezydent Donald Trump. Choć hanojskie rozmowy dotyczyły głównie rozbrojenia atomowego reżimu Kima, to podpisano umowy o kupnie amerykańskich Boeingów dla wietnamskich linii lotniczych, a także rozmawiano o zakupie amerykańskiej broni dla Ludowej Armii Wietnamu – rzecz do niedawna nie do pomyślenia. Dopiero co, bo w 2016 roku pierwszy raz od czasów zakończenia II Wojny Indochińskiej zdjęto embargo na amerykańską broń dla Wietnamu.

– Te dostawy sprzętu wojskowego to tylko blef. Komuniści chcą pokazać Chinom, że mają w Waszyngtonie silnego sojusznika. Sytuacja jest paranoiczna: nasze komunistyczne władze uwielbiają amerykańską potęgę, ale boją się chińskiej siły. Kochają chiński komunizm, a boją się amerykańskiego kapitalizmu – twierdzi wietnamski dysydent, którego nazwijmy Nguyen.

***

Czas pokaże jak potoczą się stosunki azjatyckich sąsiadów w regionie, który cały się zbroi i buduje kolejne bazy wojskowe. Być może uwaga świata przeniesie się wkrótce z Bliskiego Wschodu i Zatoki Perskiej na akwen Morza Południowo-Chińskiego. Oby nie.


REO POLECA

📻 CHINY I MY: Czy z tych ziarenek będzie ryż?