Trudny temat

Odpycha jak kolej.

Polskie koleje, zamiast być alternatywną dla samochodu formą transportu, są antyreklamą ekologii. Zamiast zachęcać, ZNIECHĘCAJĄ do działań na rzecz ochrony środowiska – pisze, dojechawszy już do domu, nasz człowiek w Poznaniu, Szymon Mazur.

Już prawie 30 lat minęło od upadku komunizmu i transformacji ustrojowej. W Polsce przez ten czas nastąpił niewątpliwy, ogromny postęp technologiczny. Do zapadłych wiosek dociągnięto światłowody z internetem, na dachach domów lśnią panele słoneczne, a mieszczuchy segregują odpady na pięć frakcji. Niestety ten sielski obraz psuje nieco fakt, że po torach w Polsce ciągle jeżdżą tysiące śmierdzących pociągów wesoło obsrywających okolicę. Chociaż Polskę uznaje się za rynek rozwinięty, a my sami uważamy się raczej za mieszkańców Europy Zachodniej, to wygląd, stan techniczny, wyposażenie i czystość pociągów sytuuje nas raczej w gronie biednych państw azjatyckich i afrykańskich.

Na 2315 wagonów Intercity jeżdżących po Polsce niecały tysiąc ma zamknięte układy toalet. W Przewozach Regionalnych na 686 EZT (Elektrycznych Zespołów Trakcyjnych) aż 400 ma stare toalety. Tylko w kolejowych spółkach samorządowych – 100% toalet ma zamknięty obieg nieczystości…

Tak jak 50 czy 70 lat temu w większości polskich pociągów ładunki zostawiane przez pasażerów w toaletach są beztrosko zrzucane na tory przez dziurę w podłodze. Jadące na wycieczkę do Krakowa czy Gniezna dzieci klas młodszych zdumione obserwują przez dziurę w kiblu uciekające w tył tory i z dziką radością wyrzucają tą drogą wszystko, co jest pod ręką, w tym kanapki z jajkiem od mamy.

W szkole nauczyciele bardzo się starają i mówią wiele pięknych słów o oszczędzaniu energii, segregacji odpadów, oczyszczaniu ścieków i efekcie cieplarnianym. Sprawę rozsypywania ludzkich placków pomijają milczeniem. Dzieci jadące na wycieczkę szkolną dowiadują się w toalecie w pociągu nie tylko jak smakuje papieros, ale także tego, że kupę, śmieci, papier toaletowy, i wszelkie inne odpady można po prostu wyrzucić przez dziurę na tory. A jak można przez dziurę, to można też przez okno. A jak można przez okno w pociągu, to pewnie można przez okno w mieszkaniu…

Dziura w podłodze to nie wszystko. Pasażerowie kolei w Polsce ciągle nie mogą liczyć na europejski standard usług. Poza zwykłymi opóźnieniami, które jeszcze można zrozumieć, pasażer nieustannie narażony jest na inne niespodzianki i zaskoczenia. Ciągle zdarzają się pociągi z całkowicie wyprzedanymi biletami, do których można co prawda wsiąść, ale nie ma gwarancji miejsca siedzącego! Dlaczego do przepełnionego pociągu nie można dostawić wagonu – nikt nie wie. Po Polsce ciągle pomykają pociągi pełne stojących, siedzących i leżących na korytarzach pasażerów, którzy, gdy ich przyciśnie, są zmuszeni do skorzystania z obrzydliwego kibelka z dziurą w podłodze. Aż dziw bierze, że w wakacje i święta kolejarze nie pozwalają na jazdę na dachu…

W Polsce kolej, która w założeniach miała być alternatywnym środkiem transportu dla samochodu, jest jeżdżącą antyreklamą ekologii i zaprzeczeniem troski o środowisko. Kolej nie chce masowego wzrostu liczby pasażerów i stara się raczej zniechęcać niż zachęcać do korzystania ze swoich usług.

Kierowca, który chociaż raz wsiadł do pociągu z wyprzedanymi miejscami siedzącymi, po przejażdżce na korytarzu i obejrzeniu torów przez dziurę w podłodze, na lata staje się zajadłym wrogiem kolei. Choćby miał stać dwie, trzy czy nawet pięć godzin w korku, woli cierpieć we własnym aucie z klimatyzacją i wygodnymi siedzeniami, niż jechać pociągiem, który albo przyjedzie albo nie i raczej będzie śmierdział niż pachniał. Szkoda.