📻 TELEWIZOR: Okno na świat, który nie istnieje

Relikt ubiegłego stulecia na sczęście coraz rzadziej sytuuje się w mieszkaniuach, jak prywatny ołtarz.

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Danuta Stachyra.

 



Pamiętam czasy studenckie, gdy nie mogłem zrozumieć kolegi, który stwierdził, że w domu nie ma telewizji. Oczywiście nie byłem bezkrytyczny wobec tej formy przekazu, jednak uważałem, że dobrowolnie odcina się on od tzw. świata (jakikolwiek by on był), konkretnie od informacji o nim. Jak bardzo się myliłem, rozumiem teraz, gdy sam przez osiem lat spędziłem przed telewizorem kilkanaście godzin oglądając przez pierwsze dwa wyłącznie serial Czas honoru, ewentualnie później mecze  Polski na mistrzostwach Europy czy świata.

A może posłuchać TVP i pożegnać się z ich estetyką, wizją prawdy i dziennikarstwa, a jeśli chodzi o wszystkie inne, to ze starodawnym, ale jeszcze nie tu, „modnym retro”, stylem życia?

Wyrzucając oglądanie telewizji z listy codziennych zajęć nie tylko nie odcinamy się od świata, ale wręcz do niego wracamy. Oczywiście, jako student socjologii miałem do czynienia z wieloma teoriami, jak destrukcyjny jest przekaz telewizyjny, jak przesiąknięty propagandą i przedstawiający fałszywy obraz świata. Jednak zrozumiałem te teorie dopiero, gdy telewizora się pozbyłem. Wcześniej wydawało mnie się, że przekaz być może jest stronniczy, promuje określoną wizję świata, jednak sądziłem że jestem wobec niego tak krytyczny, że w gruncie rzeczy nie wpływa on na mnie. Telewizję traktowałem głównie jako metodę zabicia czasu, wiedząc, że większość z tego co oglądam to zwykłe, jak to się mówi, głupoty.

Że coś jest nie tak dochodziło do mnie w temacie muzyki i (niegdyś jedynej) TVP. Jak to jest – zastanawiałem się – że praktycznie wszyscy moi znajomi słuchają innych dźwięków, telewizja zaś gra rzeczy kompletnie od czapy, sama je promując i sztucznie nobilitując do kategorii przeboje?

Jaka szmira wychyli się zza kurtyny? Szczerze? Mam to, domyślny czytelnik spodziewa się – i słusznie – gdzie.

Jednak to jest trochę tak jak w memie Marty Frej o tym jak kobieta przeszła na dietę idealną. Rzuciła czytanie kobiecych gazetek, przeszła na literaturę feministyczną i czuje się znacznie lepiej. Kobiecie gazetki jak wiadomo, mogą kobietę zdołować bardziej niż wskazanie wagi łazienkowej, sam żartowałem, że ich nie czytam i czuję się świetnie oraz, że polecam ich rzucenie. O co chodzi zrozumiałem dopiero, gdy przestałem oglądać TV. Tam też przedstawiona jest określona wizja świata, określony system wartości i sposób myślenia. Promowany jest określony styl życia. Wszystko co widzimy na ekranie, jest z pozoru różnorodne, jednak mieści się w pewnych ramach. Głupie seriale, amerykańskie filmy, teleturnieje oraz oczywiście telenowele itd., wszystko to podświadomie, nawet jeżeli z ich treścią się nie zgadzamy, traktujemy jako ważny punkt odniesienia. Możemy się śmiać z “M jak miłość”, jednak zachowania bohaterów będziemy zwykle uważać jako typowe dla naszego społeczeństwa, a raczej nie typowe (w znaczeniu, że częste), lecz jako jakiś stan wymarzony. A socjolog potrafi dopatrzeć się zła nawet w tym ukochanym przez wielu serialu.

Amerykańska kultura, także ta filmowa, oczywiście ma nam do zaoferowania ambitne dzieła mówiące nam prawdę o świecie i człowieku, jednak nie wiedzieć czemu do naszej telewizji trafiają w większości, do bólu takie same filmy przedstawiające np. białych mieszkańców domów na przedmieściach. Trochę jak w westernach, niby inni bohaterowie, inna akcja, ale konie, saloony, szeryfowie i strzelaniny wszędzie takie same. Tak samo z amerykańskimi filmami, gdzie między wierszami przekazywane jest np., że oznaką dorosłości jest rezygnacja z marzeń, ideałów na rzecz zdobycia większego domu. Wolność i swoboda, tak ważne we współczesnej kulturze europejskiej, przedstawiane są jako objaw niedojrzałości, jako niepoważne podejście do życia. Poważnym natomiast jest dążenie do dorobienia się (czego objawem są duży dom i samochód), nawet za cenę wątpliwych moralnie decyzji, jakie często trzeba podejmować, np. w korporacjach.

Jakże dwuznacznie brzmi? Że przez tyle lat byliśmy przywiązani do telewizora

W naszej (europejskiej) kulturze, raczej niezbyt dobrze postrzega się rezygnację z marzeń, np. o zarabianiu prowadząc własnego bloga, na rzecz posady w korporacji, w typowym amerykańskim filmie jest to przedstawiane jako przejaw dojrzałości i rozsądku, a postawa człowieka nie oddanego w całości pracy na rzecz dobrobytu rodziny i maksymalizacji zysków jako niepoważna. Zupełnie inaczej, wręcz odwrotnie jest w kinie europejskim, lecz ono raczej rzadko gości na naszych ekranach, szczególnie jego ambitniejsza część. Nie wspomnę już, że w amerykańskich filmach, bohaterowie praktycznie nigdy nie czytają, a intelektualiści czy artyści stanowią w nich w najlepszym razie niegroźnych, przegranych życiowo dziwaków, a w najgorszym jawną patologię społeczną, nigdy elitę, jak w Europie. Chciałbym zauważyć, że u nas określenie “inteligent” to jednak ciągle nobilitacja, w amerykańskich filmach (które serwuje nam telewizja) natomiast, obcowanie z kulturą wysoką przedstawiane jest jako wynik ucieczki od przegranego życia albo wręcz dewiacji. “Nie mów nikomu, że czytam bo moje notowania spadną” – powiedział, o zgrozo, student w jednej z produkcji z USA. Już nie wspominam, że teksty o “notowaniach”, czy byciu “czołową parą na uczelni” Europejczyka (chyba szczególnie  Polaka) wprawiły by w stan zażenowania i wywołały uśmiech politowania. Oczywistym jest, że nasze polskie, telewizyjne produkcje, w dużej mierze mają naśladować amerykańskie i tak kółko się zamyka.

Można by napisać niejedną książkę o tym co między wierszami przekazuje nam telewizja, podałem tylko jeden przykład z wielu, ten który mnie osobiście najbardziej irytował. Dążę jednak do tego, że mam wrażenie, że dopiero, gdy przestałem oglądać amerykańską, a za nią polską papkę, mam nieodparte wrażenie, że mój kontakt ze światem, nie tylko się nie zmniejszył, ale wręcz zwiększył. Z tym realnym światem, nie z amerykańskich pop-produkcji. A to za sprawą tego, że o wiele więcej czasu spędzam obcując z wytworami współczesnej kultury wysokiej, która tym się różni od popkultury, że oferuje nam nie tylko rozrywkę, podlaną tanią propagandą, ale przekazuje nam jakąś prawdę o człowieku i świecie. Dużo czasu spędzam też w Internecie, który źródłem informacji jest o wiele lepszym niż jakakolwiek telewizja. Podstawowa różnica polega na tym, że po pierwsze informacji jest znacznie więcej i są znacznie bardziej pogłębione, po drugie w sieci to ja wybieram na jaki temat chcę czytać oraz jakie jest źródło owej informacji. No a po trzecie, w Internecie nie mamy do czynienia wyłącznie z jednym czy drugim, wielkim koncernem (bo to do nich należą telewizje), ale z powodzeniem konkurują z nimi portale niezależne, małe, za to oferujące znacznie bardziej ambitne i wartościowe treści. Oczywiście przez tę sytuację mamy problem fakenewsów i postprawdy, ale to zupełnie inna kwestia.

 

Jakże częsta i jedyna odpowiedź z dawnych czasów na pytanie:
– Co robisz?
– Oglądam telewizor.
A nieprawdziwa, bo tyle lat, a my nie przestaliśmy gapić się tylko w jego przednią ścianę.

 

Telewizja nie jest zatem oknem na świat, jest oknem na świat, który tak naprawdę nie istnieje, nie daje nam kontaktu ze światem, lecz z jego iluzją. Nawet jeżeli ogląda się ją wyłącznie w celach rozrywkowych, to w jakiś sposób na nas wpływa. Możemy powiedzieć, że nie obchodzą nas sławy show-biznesu, że nie robi na nas wrażenia ich fame, a w świecie gwiazd nigdy byśmy nie chcieli żyć. Jednak co innego, gdy twierdzimy tak codziennie oglądając ich na ekranie telewizora, a co innego, gdy nawet ich, pożal się Boże celebrytów, w ogromnej większości, nie rozpoznajemy (co swoją drogą, wydaje się być obecnie bardzo modne).

Nie dajmy się jednak – apeluję z tego miejsca – ponieść pysze i brakowi pokory. Podkreślanie, zwłaszcza przy tzw. telewidzach, jak to lepiej jest bez monitora z którym praktycznie niemal nic nie można w domu zrobić. Podkreślanie nawet cienie aluzji czy delikatny (wg nas) przytykiem swojej lepszości dowodzi dokładnie czego innego . I uwaga, nasi rozmówcy mogą to wiedzieć, bo co jest dobre, a co złe według tv, akurat w tv zobaczyć można dość często.

A Ty? Jaka jest Twoja sytuacja z tv?