Zegar tyka. Nas wszystkich

28.01.2018

Problem globalnego ocieplenia jest od 11 lat wymieniany jako jeden z najważniejszych prowadzących nas do zagłady. W tym roku również, ale świat nie przejmuje się problemem ocieplającego się klimatu. Jest szereg przyczyn, dla których nie widzimy postępu w walce ze zmianami klimatycznymi. I zamieszczanie ich na słynnym Doomsday Clock (zegarze zagłady) nic nie dało.




Nieustanna ignorancja

Naukowcy od lat ostrzegają, że zmiany klimatyczne mogą doprowadzić ludzką cywilizację do upadku. Sytuacji nie poprawia także sytuacja polityczna na świecie. W poprzednim artykule przedstawiliśmy informację o kolejnej zmianie wskazówek zegara. Zegar pokazuje za dwie minuty dwunasta. To już bardzo niewiele. Problemem jest nie tylko sama broń jądrowa i możliwość jej masowego użycia, ale także ocieplający się klimat, który na zegarze zakłady znalazł się 11 lat temu.

Czy świat reaguje na problem? Jak problem widzą ludzie? Czy głos naukowców jest słyszany? Wygląda na to, że problem klimatu jest na świecie bagatelizowany. Cała różnica polega na tym, że niektóre kraje robią to w mniejszym lub większym stopniu.

Nie chcemy słyszeć o problemie globalnego ocieplenia, a tym bardziej mówić o nim w kwestii zagłady. W Internecie możemy znaleźć pełno komentarzy, w których problem ten jest kompletnie bagatelizowany. Pojawiają się głosy negacji i zaprzeczania.

Głupie pieprzenie. Chodzi o kasę. Nie ma żadnego globalnego ocieplenia…[->1] - To standardowy komentarz na temat globalnego ocieplenia, który można znaleźć w polskim internecie. Takich komentarzy jest wiele, a ich cechą wspólną jest brak wiedzy i ignorowanie problemu.

Bardzo często jest tak, że powtarzamy cudzą niesprawdzoną wiedzę na temat problemu. Na przestrzeni wielu lat wyrosło wiele mitów na temat braku globalnego ociepleniu lub braku ludzkiego wpływu na ten problem. Pojawia się wiele argumentów - wybuchy wulkanów, które rzekomo emitują więcej CO2 niż ludzie, zmiany aktywności słonecznej, które tak naprawdę nie mają wpływu na obecny klimat, czy po prostu sama pogoda, z której wnioskujemy, że globalnego ocieplenia nie ma, bo w maju spadł śnieg. Takich argumentów, jak samych komentarzy, jest tak wiele, że nie sposób byłoby je wszystkie tu przytoczyć.


Ludzka psychika zamyka nam oczy

Skupmy się więc na istotnej przyczynie: dlaczego problem ten jest pomijany przez zwykłych ludzi? To kwestia natury, wynikająca z przebiegu naszej ewolucji, chęci bezpiecznego życia, potrzeby przyjemności i wygód. Ludzki mózg nie zmienił się znacząco od początku pojawienia się gatunku – nasze podejście do przetrwania nie różni się zasadniczo od tego, jakim cechowali się ludzie pierwotni. Nasze podstawowe zmartwienia dotyczą bezpośrednich zagrożeń dla własnej, małej grupy. Z naszej psychiki wynika trudność przejmowania się tym, co może przytrafić się innej grupie ludzi, szczególnie jeśli są to osoby z odległych, mało znanych nam kręgów kulturowych i jeśli zmiany mogą dotknąć ich za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat. Ale przecież skutki globalnego ocieplenia dotykają cały świat, w tym także Polskę. [->2]

Nie chcemy zajmować się problemem globalnego ocieplenia ani w ogóle myśleć o nadchodzącej apokalipsie, ponieważ okazałoby się, że każdy z nas musiałby się tym problemem zająć. Istnieją psychologiczne bariery, które powstrzymują nas od działania w celu zapobiegania ociepleniu klimatu. Coś, co jest odległym zagrożeniem, do którego może dojść w dalekiej przyszłości, jest przez ludzi lekceważone. Jesteśmy przekonani, że nic się nie dzieje i, że dobrze jest tak, jak jest. Jeśli chodzi o zmianę klimatu, ludzie mają tendencję do nadmiernego optymizmu i nie doceniają powagi zagrożenia. - Nie, to niemożliwe, globalne ocieplenie mnie nie dotknie – tak myśli większość ludzi. To dominująca postawa.  

Nie chcemy żyć z myślą że coś nam się stanie, albo że nasze działanie przyczyni się pośrednio do czyjeś tragedii. Nasz mózg woli angażować się w przetwarzanie łatwych i przyjemnych rzeczy, a globalne ocieplenie takie nie jest. Skutki potencjalnych katastrof, konsekwencje naszego życia, zagrażają naszej potrzebie postrzegania świata jako bezpiecznego, spokojnego i przyjemnego miejsca. [->3]

Innym problemem jest gospodarka i współczesny model świata, na którym się opieramy.  Podjęcie walki ze zmianami klimatu oznacza wiele wyrzeczeń związanych przede wszystkim z transformacją energetyczną. Obecne możliwości odnawialnych źródeł energii nie pozwalają nam na taki styl życia, jaki obecnie prowadzimy. Nie dysponujemy zaawansowanymi technologiami pozwalającymi na bogate życie, przy jednocześnie niskich, a tym bardziej zerowych emisjach. Wystarczy podać przykład wzrostu efektywności energetycznej. Nowych urządzeń, które pobierają mniej prądu, będziemy używać dłużej. Lepsze silniki w samolotach sprawiają, że spadają ceny biletów, przez co więcej ludzi stać na to, by polecieć na drugi koniec świata. W takiej sytuacji emisje CO2 się nie zmieniają, co pokazują dobitnie statystyki.


Ignorowanie nauki i jej głosu

Naukowcy dwoją się i troją, ale ich głos odbija się od ściany. W zeszłym roku ponad 15 tysięcy naukowców ze 184 krajów wydało ostrzeżenie dla ludzkości. Reakcja? Bardzo słaba. Choć ostrzeżenie to znalazło się w kilku krótkich artykułach w wybranych mediach na całym świecie, z jednym godnym uwagi wyjątkiem, a mianowicie w CNN, to głos naukowców został praktycznie zignorowany przez amerykańskie media głównego nurtu. Informacja, którą przedstawili naukowcy, zwróciła uwagę opinii publicznej wyłącznie na moment, niczym spadająca gwiazda. [->4]

Naukowcy są ignorowani przez media, polityków, a nawet innych naukowców.  Przykładem jest tutaj konferencja Towarzystwa Królewskiego z 2014 r. pn. Redukcja lodu morskiego Arktyki: dowody, modele i skutki globalne. Były na niej obecne dwa obozy: ci, którzy zgadzają się, że istnieje bardzo wysokie ryzyko przyspieszonego, a nawet nagłego uwolnienia do atmosfery metanu z dna Oceanu Arktycznego i grupa uznająca to za mało realne. Pierwszy pogląd reprezentuje dwójka wspomnianych wcześniej rosyjskich naukowców, którzy nie zostali nawet zaproszeni na debatę, a także Peter Wadhams – profesor fizyki oceanów oraz dyrektor Grupy do spraw Fizyki Oceanu Polarnego Wydziału Matematyki Stosowanej Uniwersytetu Cambridge. W drugim obozie znajduje się  również nieobecny na konferencji David Archer, autorytet w sprawach arktycznego metanu oraz dr Gavin Schmidt, dyrektor należącego do NASA Instytutu Studiów Kosmicznych im. Goddarda (NASA GISS).

 Pominięci na tym naukowym spotkaniu Natalia Szakowa i Igor Semiletow napisali w imieniu ponad 30 naukowców otwarty list do Paula Nurse’a z Towarzystwa Królewskiego. Wyrazili w nim swoje rozczarowanie, że ich głos jest ignorowany w świecie nauki. Dlaczego tak jest? Dlatego, że naukowcy tacy jak Szakowa czy Wadhmas problem globalnego ocieplenia widzą jako złożony mechanizm wpływających na siebie czynników. Czynników, które razem powodują, że zatrzymanie emisji CO2 może na niewiele się zdać, a świat będzie ocieplał się przez wiele kolejnych lat. Oraz, że być może globalnego ocieplenia nie da się już powstrzymać. [->5]

Polityka także ma bardzo duże znaczenie. Tak duże, że jest w stanie wpływać na słowa naukowców. Politycy od lat bagatelizują problem globalnego ocieplenia, co tylko podsyca całą masę internetowych komentarzy. Wpisów, których tak naprawdę nie ma sensu przytaczać. Przykładem politycznej ignorancji i braku zdecydowanych działań jest IPCC – Międzyrządowy Zespół ds. Zmiany Klimatu. Treści raportów IPCC stanową podstawę dla negocjacji klimatycznych, prowadzonych w ramach corocznych szczytów. To właśnie w ramach szczytu klimatycznego z 2015 r. wreszcie podpisano przełomowe Paryskie Porozumienie Klimatyczne… które i tak nic, przynajmniej na razie, nie dało. Tak zwane Podsumowanie dla decydentów to końcowy raport, który trafia na stół politycznych negocjacji. Musi być ono tak dopracowane, by było możliwe do zaakceptowania na szczytach klimatycznych. Robert Stavins z Uniwersytetu Harvarda mówi wprost o tym, że urzędnicy reprezentujący państwa nalegają na szereg zmian w raporcie. Trzy czwarte oryginalnego tekstu z podsumowania dla polityków i rządów z 2014 r. zostało usunięte. Tak więc część raportu, która trafia na stół negocjacyjny, musi opierać się o tak zwaną regułę Pollyanny, czyli tendencję do myślenia o rzeczach przyjemnych, bez siania paniki i potrzeby podejmowania gorączkowych decyzji, co byłoby bardzo nie na rękę, np. producentom paliw kopalnych. [->6]

Kiedy zsumujemy nasze informacje, to możemy sobie zadać pytanie: Czy warto bawić się w przestawianie wskazówek na zegarze zagłady? To symboliczne działanie, które tak naprawdę nie ma sensu. Jedyne, co tak naprawdę działa na naszą wyobraźnię, to perspektywa wojny nuklearnej pomiędzy USA a Rosją. To, że do niej nie doszło jest jednak politycznym sukcesem albo po prostu zdroworozsądkowym podejściem. Klimat i globalne ocieplenie, to już zupełnie inna kwestia. Ale pewnie mało kto myśli o tym, że kiedyś presja zmian klimatycznych może doprowadzić do wojny, w takiej czy innej postaci. Wtedy właśnie zegar wskaże północ.

 

Przypisy:

[1] http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/2017-najcieplejszym-rokiem-w-historii-twierdzi-nasa

[2] https://www.youtube.com/watch?v=SAWRrL1vcCA

[3] Marcin Popkiewicz: Świat na rozdrożu, Katowice: Sonia Draga 2012. ISBN.978-83-7508-520-4, str.450-454

[4] http://www.ehn.org/capitalism-and-our-environmental-collapse-2521833465.html

[5] http://www.envisionation.co.uk/index.php/blogs/99-russian-scientists-excluded-from-presenting-important-research-as-nasa-goddard-director-tries-to-discredit-observational-scientific-research

[6] http://www.dailymail.co.uk/news/article-2614097/Top-climate-experts-sensational-claim-government-med...



Hubert Bułgajewski /REO.pl


fot. Pixabay




Facebook Twitter Twitter

Serwis www.reo.pl korzysta z plików cookies (tzw. ciasteczka).

Więcej informacji o tym jakich cookies używamy, oraz jak nimi zarządzać, znajdziesz po kliknięciu w „więcej”.