Zbyt mało hałasu o... hałas

30.11.2017

Hałas jest najbardziej lekceważonym w Polsce zagrożeniem ekologicznym. W ostatnim ćwierćwieczu zrobiliśmy naprawdę niewiele, żeby w naszych miastach i domach było ciszej. Zrobiliśmy za to wiele, by było głośniej. Urzędnicy zajmujący się ochroną środowiska mówią, że nie mają czasu na “takie bzdury, jak hałas“, w budżetach na ochronę środowiska walka z hałasem jest na ostatnich miejscach, a teczki z mapami klimatu akustycznego są odkładane na półkę z napisem “później“. Wkrótce okaże się, że tak jak smog, również hałas złapie nas z “ręką w nocniku", ostrzega cichcem Szymon Mazur.





W Polsce zasady współżycia społecznego ciągle się kształtują i nowe, 21-wieczne zasady savoir vivre jeszcze nie zostały napisane. Chyba każdemu z nas zdarzyło się przerwanie słodkiego snu w sobotę, właśnie wtedy, gdy chcieliśmy dłużej pospać, przez sąsiada, który “z wiertarą morderczo skrada się” już o siódmej czy ósmej rano.

Chyba każdy przeżył sytuację, gdy podczas trwającej u sąsiada imprezy, nie skutkowały prośby, żeby trochę przyciszył muzykę po północy, a całkowicie wyłączył o drugiej. - Sąsiad jest u siebie, może robić co chce - mówi żona, która zatrzymuje cię, chwytając za rękaw pidżamy, gdy chcesz iść trzeci raz z interwencją i dodaje: “nie idź tam już, bo dostaniesz w twarz, albo “młodzi są, chcą się zabawić”.

Sąsiad nie szanuje mojego snu, więc ja nie będę szanował jego - mówisz do siebie parę dni później i podkręcasz “volume“, bo właśnie kupiłeś nową płytę “Behemotha” albo grasz z analoga starego “Slayera”. Zapominasz też o śpiących sąsiadach i ich małych dzieciach, gdy okazuje się, że w wolny dzień, wcześnie rano, koniecznie musisz coś przewiercić, podpiłować albo przybić młotkiem.

Nie szanujemy się nawzajem nie tylko w domu, ale także w tramwaju, autobusie, w pociągu, na przystanku, w windzie. Młodzi ludzie niechętnie i niezwykle wolno wyjmują słuchawki z uszu, gdy zwrócisz się do nich z prośbą, żeby przyciszyli. O co chodzi temu dziadkowi - myślą; o co chodzi - pytają, gdy już “odzyskają słuch“. I robią zdziwioną minę, gdy słyszą prośbę. Na szczęście zwykle nie robią problemu i przyciszają nieco denerwujące cyk, cyk, syk, syk wydobywające się ze słuchawek.

Większość z nas zresztą boi się odezwać i zwrócić uwagę, bo “to drobnostka“, “bo  zaraz dojeżdżamy“, a poza tym można przecież swoje słuchawki wetknąć do uszu, “wyłączyć się” i przy okazji zrobić innym pasażerom “cyk, cyk, syk, syk”. U nas nikt się takimi drobnymi niedogodnościami “w podróży” nie przejmuje, podczas gdy “na zachodzie” takie sprawy dawno rozwiązano. Już jakieś 15 lat temu, w autobusie dalekobieżnym z Londynu do Edynburga kierowca zaserwował przed startem komunikat, “że nie ma jedzenia na pokładzie” i że muzyka słuchana przez słuchawki ma być tak ściszona, żeby nie przeszkadzała pasażerowi siedzącemu obok. Jeśli nie będzie ściszona, a ktoś się poskarży, kierowca zastrzega sobie prawo wysadzenia na trasie “hałasującego” pasażera…

Sąsiad z wiertarą i współpasażer ze słuchawkami robiącymi “syk, syk” to jednak tylko drobnostki w porównaniu z potężnymi, ponadnormatywnymi dawkami dźwięku, które cywilizacja serwuje nam na każdym kroku. Ot np. w spokojnej okolicy powstaje supermarket, hipermarket czy inna galeria handlowa i przez 24 godziny/siedem dni w tygodniu zanieczyszcza okolicę szumem klimatyzatorów i urządzeń chłodniczych. Serwis REO.pl wypłaci nagrodę finansową każdemu, kto udowodni, że za pośrednictwem lokalnych urzędów i wydziałów ochrony środowiska doprosił się zmiany takiej niekomfortowej sytuacji i supermarket wyciszył urządzenia lub zrobił cokolwiek by było ciszej.

Na małą, “sąsiedzką” skalę nie można wiele zrobić dla poprawy klimatu akustycznego, czyli po prostu, żeby było ciszej. Nie można też zrobić wiele, a raczej nie robi się nic, że poprawić sytuację na skalę “globalną”. Chodzi np. o najbardziej uciążliwy hałas komunikacyjny. Mieszkańcy miast wyprowadzający się poza miasto mówią, że właśnie on (i korki) przeszkadzają im najbardziej. Niektóre miasta podjęły co prawda próby układania na ulicach wyciszających nawierzchni asfaltowych, ale na eksperymentach (kilkusetmetrowych) się skończyło.

Tu i tam powstały też “zielone torowiska” dla tramwajów, które podobno trochę zmniejszają hałas, a poza tym ładnie wyglądają. Niestety “zielone torowiska” są w Polsce równie rzadkie, jak czterolistne koniczyny. Być może zrobiono je po to, by pokazywać zagranicznym gościom, że coś jednak w walce z hałasem się robi, a i unijnym urzędnikom można pokazać, że próbowaliśmy, ale “nie przyjęło się”.

W Europie Zachodniej setkami kilometrów jedzie się wzdłuż ekranów akustycznych, bo ich budowy chcieli mieszkańcy domów i osiedli położonych przy drogach szybkiego ruchu. W Polsce budowa ekranów akustycznych praktycznie stanęła, po tym, gdy okazało się, że podczas przetargów dochodziło do korupcji i nadużyć. Poza tym Polakom nie odpowiadają ekrany, bo nie chcą mieć ściany lub szyby przez oknem i nie chcą “żyć klatce”. To, że żyją w hałasie przekraczającym wszelkie europejskie normy, nie ma dla nich znaczenia, poza tym zwykle o tym nie wiedzą, bo urzędnika z decybelomierzem (urządzenie mierzące poziom dźwięku - przyp red.) nikt w Polsce nie widział.

Przyzwyczailiśmy się do hałasu, tak jak mieszkańcy krajów tropikalnych do robaków, much i komarów. Nikogo z nas nie dziwi, że robotnicy pracujący na budowie z dziką rozkoszą rzucają do żółtej rury pokruszone cegły i zbity tynk, który z łomotem leci cztery piętra w dół do kontenera na gruz. W niedalekim Berlinie takiej rury nie zobaczysz, jeśli w pobliżu są domy mieszkalne. Budowlańcy są w ogóle mało wrażliwi na hałas, raczej nie troszczą się o słuch, a tym bardziej o komfort sąsiadów. Niedawno obserwowałem robotników ładujących pręty zbrojeniowe na pakę ciężarówki. Każdy pręt leciał na stertę innych prętów z wysokości metra lub dwóch. Na pytanie dlaczego nie ładują ciężarówki „po cichu”, układając, a nie rzucając pręty jeden na drugim, usłyszałem, że się śpieszą.

Z kolei w Austrii kontenery do recyklingu są wyłożone w środku tkaniną podobną do filcu, by tłumić hałas przy wrzucaniu butelek. U nas – jak się dowiedziałem – takie rozwiązanie też planowano, ale okazało się, że kontenery z filcem w środku są często podpalane przez chuliganów. Ustąpiono więc podpalaczom, i zrezygnowano z „wyciszania” kontenerów na stłuczkę. Dzięki temu całe osiedle dowiaduje się rano, ile butelek opróżniono na wczorajszej imprezie pod piątką, bo o każdej informuje głośne „łup” przy wrzucaniu jej do kontenera.

Co dziwne Polacy, którzy często potrafią wykorzystać przepisy prawa na swoją korzyść, nie znają i nie wykorzystują przepisów, które kwestie hałasu regulują dość precyzyjnie i stanowczo. Są np. określone normy hałasu dla miast w porze nocnej i dziennej. Dla terenów zabudowy mieszkaniowej jednorodzinnej dopuszczalny hałas to 61 decybeli w dzień. Drogi mieszkańcu podmiejskiego osiedla! Czy mierzyłeś kiedykolwiek hałas pod swoim domem? Śmiem twierdzić, że nawet nie wpadło Ci to do głowy!

Przed wyborami w USA w 2004 roku w serii trzech debat starli się kandydat demokratów John Kerry i ubiegający się o reelekcję z ramienia republikanów George W. Bush. W czasie pierwszej debaty Bush zarzucił Kerry’emu, że “zapomniał o Polsce”, mówiąc o nielicznych krajach wspierających USA w pierwszej fazie wojny z Irakiem. Hasło “You forgot Poland” przez kilka miesięcy było gorącym przekazem medialnym w USA, przekształcanym i wykorzystywanym na różne sposoby. U nas, i w 2004 i 2017 powinno to być: „Poland! You forgot noise”.

 


Szymon Mazur


ilustr. laboratoria.net




Facebook Twitter Twitter

Serwis www.reo.pl korzysta z plików cookies (tzw. ciasteczka).

Więcej informacji o tym jakich cookies używamy, oraz jak nimi zarządzać, znajdziesz po kliknięciu w „więcej”.