Prosumentka z Oświęcimia: Produkujemy tyle energii, że warto byłoby zrezygnować z pieca na węgiel

04.12.2017

– Jedna z moich wnuczek rysowała ostatnio domek. Spytałam jej, gdzie narysuje komin, a ona popatrzyła na mnie zdziwiona i odpowiedziała, że domek nie ma komina, bo ma panele. Zdaniem Urszuli Dulko każdy projekt domu powinien uwzględniać proekologiczne rozwiązania, a fotowoltaika jest tak bezproblemowa i estetyczna, że powinna być po prostu podstawową instalacją w każdym gospodarstwie domowym.

 


 

 

Skąd pomysł na inwestycję we własną mikroelektrownię? 

Motywacją były głównie pieniądze. Nasze rachunki za energię elektryczną już od kilku lat wynosiły ponad 300 zł miesięcznie. To prawie 4 tys. zł rocznie, a przecież nie mamy nawet ogrzewania na prąd. Mąż jest rzeźbiarzem, ma pracownię w domu, za jakiś czas oboje będziemy na emeryturze – trzeba było więc przemyśleć kwestię tak wysokich opłat stałych na przyszłe lata. 

Pomysł z fotowoltaiką przyszedł od córki. Mąż był przeciwny, mówił, że zniszczą nam dach i będzie z tego więcej problemów niż korzyści. W końcu wstępnie się zgodził, ale pod warunkiem, żeby panele zamontować na altance albo wiacie garażowej. Na szczęście po wstępnym audycie dał się przekonać. 
 

Czy skorzystała Pani z dofinansowania projektu? 

Niestety – o możliwości dofinansowania w naszej gminie dowiedzieliśmy się już po tym, jak zainstalowaliśmy panele.
  

Dlaczego akurat fotowoltaika? Czy rozważała Pani inne źródło energii?

Nasi znajomi, którzy maja domy, najczęściej inwestują w pompy ciepła. Myślę, ze geotermia (oprócz pomp ziemnych są też powietrzne – przyp.red.) jest bardzo dobrym rozwiązaniem, nie tylko finansowym, ale i ekologicznym – w końcu pozwala wyeliminować tak szkodliwe i prowadzące do smogu ogrzewanie węglem. Jednak jak widziałam ich ogródki rozkopane pod rury przez całe lato, to nie jestem pewna, czy chcielibyśmy u siebie przeprowadzić taką inwestycję. Poza tym oni są młodzi w większości, a nam zależało na czymś szybkim i nieinwazyjnym. Dom ma już 25 lat i naprawdę wszystko, co chcieliśmy w nim przekopać, już przekopaliśmy.

Jakie przebiegała instalacja?

Jak wspomniałam, dom ma już swoje lata i nie był projektowany pod fotowoltaikę. Udało się jednak znaleźć dużą połać dachu (blachodachówki, poziom nachylenia 35 stopni) od strony wschodnio-południowej i tam założyliśmy 17 paneli monokrystalicznych. Na szczęście w okolicy nie ma żadnego wyższego budynku ani drzewa. Najbardziej obawialiśmy się konieczności kucia ścian pod kable, ale okazało się, że trzeba było przebić się tylko przez jedną ściankę i żadne większe przeróbki nie były potrzebne. Falownik został zamontowany w piwnicy, w schowku na słoiki.
  

Co było dla Pani największym zaskoczeniem?

To że całość montażu skończyła się w ciągu jednego dnia. Muszę też przyznać, że dopiero podczas którejś rozmowy z firmą instalującą zrozumiałam parametry, wedle których będziemy rozliczać się za prąd. W sumie szkoda, że możemy produkować tylko na własne potrzeby, chętnie byśmy zaoszczędzili i sprzedawali energię z naszej instalacji. Teraz mąż mówi, że głównie zaopatrujemy w prąd ulicę…
  

Kiedy najlepiej zwrócić się do wykonawcy? Jak go wybrać? Czy decydują referencje?

Myślę, ż do wykonawcy warto zwrócić się od razu na etapie rodzącego się pomysłu. W końcu na rynku jest wiele firm specjalizujących się w tym obszarze, a zwykły konsument często nie do końca wie, co będzie najlepsze dla jego domu.

Jeśli chodzi o referencje, to nie korzystaliśmy z nich, ale przyznam, że teraz sami ich udzielamy. Co chwilę jakiś sąsiad dzwoni lub pyta o panele: ile to kosztowało, gdzie można zamówić …

Nasze roczne zapotrzebowanie przekracza 4000 kWh, potrzebowaliśmy więc instalacji o prognozowanej produkcji o kilkanaście procent większej. Instalację wybraliśmy zgodnie z obliczeniami i rekomendacją dostawcy. Właściwie inna firma specjalizująca się w fotowoltaice odwiedziła nas z prezentacją już rok wcześniej, ale nie byliśmy wtedy gotowi na taką inwestycję.

Mówi się, że w Polsce warunki nasłonecznienia nie sprzyjają fotowoltaice...

 Mam podgląd własnej produkcji godzinowej, dziennej i dotychczasowej w internecie. Na razie wygląda na to, że produkujemy dużo więcej niż zużywamy. Ale było lato, zimą na pewno wszystko się zbilansuje – szczególnie, że nasz dach przyjmuje niskie słońce tak do godziny 15-16. Instalacja jest podpięta do sieci dopiero od sierpnia 2017. Teraz najbardziej żałujemy, że nie mamy ogrzewania na prąd. Nie trzeba byłoby kupować więcej węgla.

Jakie były Pani oczekiwania i na ile instalacja im sprostała?

Właściwie na co dzień tej instalacji nie widzę. Ani koło niej nie przechodzę, ani nic z nią nie muszę robić. Przypominam sobie o niej tylko jak mąż pyta mnie o rachunek za prąd. Myślę, że do dzisiaj nie może uwierzyć, że wynosi 20 złotych.
  

Co zrobiłaby Pani inaczej? Co chciałaby Pani doradzić innym prosumentom?

Każdy projektowany dom powinien od początku uwzględniać proekologiczne rozwiązania, w tym źródła energii. Fotowoltaika jest tak bezproblemowa i estetyczna, że wydaje mi się po prostu elementarna. Jak jeżdżę rowerem po moim pięknym zielonym mieście, to dziwię się, że tak wiele dachów jest niewykorzystanych – a ludzie budują naprawdę przepiękne domy. Przyszłość z węglem nie wydaje mi się zbyt pewna, a jak patrzę na słońce to wiem, że będzie tutaj zawsze.
 

Serdecznie dziękuję za rozmowę!

 

 

Dorota M. Zielińska / REO.pl

 

 

fot. Ryszard Gałgan



Facebook Twitter Twitter

Serwis www.reo.pl korzysta z plików cookies (tzw. ciasteczka).

Więcej informacji o tym jakich cookies używamy, oraz jak nimi zarządzać, znajdziesz po kliknięciu w „więcej”.