Niemcy: jaki odcień zielonego?

26.09.2017


Po niedzielnych wyborach parlamentarnych, Niemcami prawdopodobnie rządzić będzie koalicja, zwana - od partyjnych barw - „jamajską”. Dla CDU/CSU jest to kolor czarny, Zielonych – zielony oraz dla FDP – żółty. Z układu sił w takiej konfiguracji i przed - oraz powyborczych deklaracji jasno wynika, że Niemcy nie porzucą kursu na zieloną energetykę i redukcję emisji CO2. Ale niuanse w „nowej” Energiewende mogą być nieco inne, od tych w „starej”. Powyborczą sytuację naszych sąsiadów, w kontekście energetycznym, analizuje Leszek Kadej.

 

W pierwszej kolejności próbę zmontowania rządowej koalicji podejmą zwycięska CDU/CSU oraz liberalna FDP i Zieloni. Zakładając, że się uda, w podejściu do transformacji energetycznej będziemy mieli dwa nowe czynniki – rynkowy liberałów i radykalny Zielonych. Zniknie natomiast czynnik socjalny, o który dbała przechodząca teraz do opozycji socjaldemokracja.

Najsilniejsza w rządzie będzie jednak chadecja, a jej podejście jest od dawna znane. Angela Merkel oczywiście Energiewende popiera, ale w kwestii kamieni milowych transformacji była i będzie ostrożna. Rezygnacja z węgla tak, ale w długim horyzoncie, bez żadnych wiążących dat. Zakaz produkcji nowych aut z silnikami spalinowymi, a przynajmniej z dieslami – być może tak, ale nie wiadomo kiedy. Osiągnięcie celów na 2050 r. - stopniowo, krok po kroku, przy użyciu środków rynkowych. I tak dalej.

Oczywiście Zieloni są dalece bardziej radykalni. Chcą ostatecznie zrezygnować węgla już do 2030 r. Wtedy też 100 proc. energii elektrycznej powinno pochodzić z OZE. Elektrownie węglowa ma pomóc wykończyć „uczciwa” cena emisji CO2. A odkrywki węgla brunatnego i palącego nim elektrownie na wschodzie kraju powinno się zacząć zamykać natychmiast. Dotychczasowy koalicjant – SPD, mimo generalnego popierania zielonego kursu, opowiadał się za utrzymaniem górnictwa i energetyki na węglu brunatnych z przyczyn socjalnych.

Z kolei liberałowie twierdzą, że energetyka konwencjonalna w przewidywalnej przyszłości jest niezbędna, że subsydia do OZE są za wysokie, a długookresowe ścieżki rozwoju poszczególnych źródeł odnawialnych należy zlikwidować. FDP uważa, że jedyne cele powinny wynikać z międzynarodowych zobowiązań, a dalsza ekspansja OZE powinna się odbywać na zasadach rynkowych. Ale FDP chce też walczyć z emisją CO2, niemieccy liberałowie są na przykład zwolennikami wprowadzenia jakiejś formy podatku węglowego na skalę globalną, dla wszystkich.

Jeżeli więc „jamajska” koalicja powstanie, to w kompromisie wokół polityki energetycznej z pewnością odpadną najbardziej skrajne pomysły. Czyli mniej więcej zostanie to co jest. Na pewno kontynuacji, bez żadnych radykalnych działań, sprzyjać będzie zastopowanie wzrostu słynnego EEG-Umlage, czyli składki na OZE, płaconej przez gospodarstwa domowe.

 Z najnowszych szacunków wpływowego think-tanku Agora Energiewende wynika, że w 2018 r. składka po raz pierwszy od wielu lat nieco spadnie, z 6,8 eurocenta za kWh w tym roku do 6,74. Powody takich oczekiwań są dwa. Po pierwsze w przyszłym roku spodziewany jest wzrost rynkowych cen energii, przez co różnica między nimi, a cenami operatorów OZE będzie mniejsza. To oznacza mniej do pokrycia z dopłat. Dodatkowo w tym roku operatorzy sieci odłożą ok. 3 mld euro w ramach obowiązkowej rezerwy płynnościowej, czyli w 2018 r. nie będą musieli tej kwoty ściągać od konsumentów. Co chwilowo powinno zadowolić i liberałów – bo obciążenia konsumentów spadną, i Zielonych – bo system będzie nadal działał. Tym, że na 2019 r. przewidywany jest znaczący wzrost EEG-Umlage na razie nikt się nie przejmuje. 



Leszek Kadej / współpracownik REO.pl


fot. Pixabay

Facebook Twitter Twitter

Serwis www.reo.pl korzysta z plików cookies (tzw. ciasteczka).

Więcej informacji o tym jakich cookies używamy, oraz jak nimi zarządzać, znajdziesz po kliknięciu w „więcej”.