NA 3 DNI: Rynek mocy w mocy prawnej. Bez niespodzianek

07.12.2017

Niespodzianek nie było, ustawa o rynku mocy gładko przeszła przez Sejm. Zdecydowała partyjna arytmetyka, można jak zwykle ubolewać, że debaty i refleksji nad tym ważnym tematem było tyle co nic. Do tego stopnia, że przed finałowym głosowaniem marszałek Sejmu odprawił z mównicy przedstawiciela Ministerstwa Energii, który zdaje się usiłował odpowiadać na pytania posłów. W tekście obok opinie ekspertów, tu publicystów ds energetyki: Leszk Kadeja i Rafała Zasunia.


 

 


Opozycja straszyła potężnymi podwyżkami rachunków za energię, w dodatku tak, jakby miały nastąpić natychmiast. Tymczasem gdy jeszcze rządziła, recepty na bolączki energetyki upatrywała – a jakże – w rynku mocy. Tylko nie zdążyła go wprowadzić. Dla porządku nadmieńmy, że opłaty mocowe na rachunkach pojawią się nie od razu, tylko w 2021 r.,

Z drugiej strony wiceminister energii przekonywał, że ceny energii nie wzrosną, bo... opłata mocowa będzie oddzielną pozycją na rachunku. Oczywiście nie wspomniał, że w związku z tym cały rachunek będzie większy, ale przecież to drobnostka. Według posła sprawozdawcy, w ogóle nie było o czym mówić, bo opłata będzie symboliczna, rzędu 2 złotych miesięcznie. Nie wspomniał on, że gdyby tak było, to cała impreza okazałaby się kompletnie bezsensowna, bo wtedy elektrownie nie zdołałyby związać końca z końcem. A podobno to jest głównym celem ustawy.

Przypomnijmy zatem jeszcze raz, co wiadomo o kosztach. Ustawa zakłada system aukcyjny, więc ile co będzie kosztować okażę się za rok, kiedy rozstrzygnięte zostaną pierwsze aukcje. Ale z poważnych wyliczeń wynika, że opłata powinna wynosić co najmniej ok. 7-8 zł, żeby cały system miał sens, czyli rzeczywiście gwarantował, że w razie czego energii nie zabraknie.

Ustawa nie wygląda gorzej tylko dzięki Komisji Europejskiej. To Bruksela wymusiła dopuszczenie mocy zagranicznych oraz DSR czyli zarządzania popytem. I jeszcze parę innych elementów. Z drugiej strony jednak polski rząd musiał zmierzyć się z próbą pogodzenia rynku mocy z nadchodzącym „pakietem zimowym”. Prawdopodobnie nie pojawi się już w nim słynny zakaz pomocy publicznej dla źródeł o emisyjności powyżej 550 kg CO2/MWh. Ale za to rynek mocy nieodwołalnie skończy się w 2035 r. Ciekawe, jakim cudem do tego czasu nowe elektrownie, które państwowe spółki budują i zamierzają budować się spłacą? Bo jeżeli dziś nowa elektrownia na węgiel jest nierentowna i potrzebuje rynku mocy, to za niemal 20 lat, przy postępie technologicznym w OZE, powinna być już przerobiona na muzeum. Co stanie się z najnowszymi i najdroższymi źródłami konwencjonalnymi po 15 latach, bo tyle maksymalnie będą miały gwarantujące rentowność kontrakty mocowe? Nie wiadomo. Ustawa nie daje na to odpowiedzi, rząd też jakoś jej nie udziela.

Mocowa kroplówka dla elektrowni węglowych będzie w przyszłej dekadzie wynosiła kilkadziesiąt miliardów złotych. Owszem, w zamian dostaniemy jaką taką gwarancję, że w razie czego energii nie zabraknie. W końcu nawet jeśli zabraknie krajowego węgla, to przecież sąsiedzi ze Wschodu z radością go nam sprzedadzą. Trudno oprzeć się wrażeniu, że pieniądze te można było zainwestować z sposób znacznie bardziej sensowny, niż tylko w utrzymanie tego co jest.


Leszek Kadej / REO.pl


*   *   *


Rynek mocy i niemocy w Sejmie


Posłowie uchwalili ustawę o rynku mocy. Niestety stracili okazję żeby lepiej zapoznać się ze stanem polskiej energetyki.

Przypomnijmy kilka podstawowych faktów: rynek mocy w Polsce i kilku innych krajach europejskich ( m.in. Wielkiej Brytanii i Francji) jest odpowiedzią na kłopoty energetyki konwencjonalnej wobec ekspansji korzystających z subsydiów odnawialnych źródeł energii- zwłaszcza wiatru i fotowoltaiki. Elektrownie konwencjonalne zamiast pracować 7-8 tys. godzin w roku pracują nawet o połowę krócej, w związku z tym zarabiają znacznie mniej. Są jednak wciąż potrzebne w systemie, szczególnie do pokrycia zapotrzebowania szczytowego gdy nie wieje i  nie świeci. WysokieNapiecie.pl wielokrotnie pisało m.in o tym, czy rynek mocy jest potrzebny, a także o negocjacjach projektu z Komisją Europejską.

Uchwalona 6 grudnia ustawa o rynku mocy zakłada, ze elektrownie będą startować w aukcjach ubiegając się o kontrakty mocowe z Polskimi Sieciami Energetycznymi. Odbiorcy zapłacą nie tylko za energię (wyliczaną w megawatogodzinach), ale także za moc potrzebną w systemie (wyliczaną w megawatach). Rachunek nie będzie specjalnie słony – 4 mld zł rocznie rozsmarowane zostanie pomiędzy poszczególne grupy konsumentów, przeciętne gospodarstwo domowe zapłaci od 7 do 8 zł miesięcznie, mała firma- ok. 20-30 zł.

WysokieNapiecie.pl uważnie śledziło debatę toczącą się w Sejmie nad tym projektem. Niestety jej przebieg jest mało budujący. Rząd zrezygnował z prób pójścia na skróty i uchwalania ustawy w kilka dni, jak to się niekiedy zdarzało, była więc okazja do merytorycznej dyskusji.

Powołano dziewięcioosobową podkomisję, która powinna być przede wszystkim zbadać sens i skutki uchwalenia ustawy. Niestety, dyskusja w podkomisji ( trwająca zresztą tylko kilka godzin) toczyła się głównie między przedstawicielami Ministerstwa Energii i Biurem Legislacyjnym Sejmu i dotyczyła prawidłowego sformułowania przepisów. Posłowie  nie zadawali rządowi szczegółowych pytań, padły może dwa czy trzy. Oczywiście materia ustawy jest skomplikowana, ale co szkodziło zaprosić na posiedzenie podkomisji kilku ekspertów? Na szczęście trochę ich jeszcze jest w polskiej energetyce. Aktywnością wyróżnił się w zasadzie tylko Krzysztof Sitarski (Kukiz15),, chociaż skupił się w zasadzie jedynie na sytuacji przedsiębiorstw energochłonnych po wejściu w życie ustawy.

Późniejsze posiedzenie sejmowej komisji energii i skarbu państwa to już niestety była zupełna degrengolada. Posłanki  i posłowie rozmawiali między sobą lub przez telefony o przysłowiowej części ciała niejakiej Maryni, niektórzy nawet strzelali sobie selfiki, natychmiast wrzucając je na fejsbunia jako dowód ciężkiej pracy w sejmowej komisji.  Aktywny udział brali tylko przedstawiciele Urzędu Regulacji Energetyki, Biuro Legislacyjnego Sejmu oraz Ministerstwa Energii, kilka razy zabrali głos przedstawiciele branży. Znów z wyjątkiem posła Sitarskiego, który przynajmniej był zainteresowany materią. 
Trochę, ale tylko trochę, ciekawej dyskusji było tylko na posiedzeniu komisji energii i skarbu państwa po drugim czytaniu ustawy. Ale na poważną debatę o sensie rynku mocy i jego skutkach było już za późno. 
Za to podczas wczorajszego trzeciego czytania posłowie opozycji zarzucali rządowi, że wprowadza nieuzasadnione podwyżki, mieszając rynek mocy z opłatami za wodę i wzrostem cen żywności.

Straciliśmy jako opinia publiczna okazję do próby odpowiedzi na kilka istotnych pytań dotyczących rynku mocy i szerzej polskiej energetyki. O tym jakie to pytania dowiesz się z dalszej części artykułu na portalu wysokienapiecie.pl



Rafał Zasuń / wysokienapiecie.pl



fot. REO.pl



Facebook Twitter Twitter

Serwis www.reo.pl korzysta z plików cookies (tzw. ciasteczka).

Więcej informacji o tym jakich cookies używamy, oraz jak nimi zarządzać, znajdziesz po kliknięciu w „więcej”.