Koszty niemieckich OZE spadają. Co dalej z węglem?

27.12.2017

Ostatnia tegoroczna aukcja dla lądowych wiatraków w Niemczech przyniosła ponowny spadek cen w zwycięskich ofertach. Czyli wygląda to tak, jak miało być – wraz z dojrzewaniem technologii jej koszty spadają. A to właśnie one przekładają się na koszt produkcji, bo paliwo – wiatr – jest za darmo. Mimo to Niemcy ze swoją Energiewende znaleźli się na ostrym zakręcie.

 



Spadek oczekiwań inwestorów co do zadowalającej ich ceny jest imponujący. W pierwszej tegorocznej aukcji średnia wybranych ofert wynosiła 5,25 eurocenta za kWh, przy czym jeszcze 5,78 ec/kWh dawało kontrakt. W drugiej średnia spadła do 4,28 ec/kWh, czyli o jedną piątą. Co więcej, był to praktycznie górny pułap. Kto kwotował wyżej niż 4,29, wypadał z gry.

 Trzecia aukcja przyniosła kolejny, i to zdecydowany ruch w dół. Najniższe oferty były na poziomie zaledwie 2,2 ec/kWh. Ostatecznie niemal wszyscy dostaną po 3,82, bo praktycznię całą pulę z wystawionego na aukcję 1000 MW zgarnęły inicjatywy obywatelskie. Zgodnie z niemieckimi regulacjami, w ostatecznym rozrachunku wszyscy inwestorzy z tej grupy dostają najwyższe, zakwalifikowane wsparcie i w tym wypadku było to właśnie 3,82 ec/kWh.

 Zakładając, że za cztery i pół roku wiatraki te rzeczywiście zaczną pracę, jest się z czego cieszyć. To już poziom dzisiejszych cen hurtowych, a te podobno mają z czasem rosnąć. Czyli wiatr teoretycznie robi się konkurencyjny bez subsydiów. Z drugiej strony w samych Niemczech pojawiają się wątpliwości co do realności powstania “obywatelskich” farm wiatrowych. Chociaż na razie regulator nie zgłasza zastrzeżeń co do ich wiarygodności.

 Teoretycznie nie ma powodów do niepokoju. W tym roku po raz pierwszy niemieckie wiatraki wyprodukują więcej energii, niż powstanie z węgla kamiennego. Przewaga jest wyraźna, do 23 listopada z wiatru powstało 86 TWh, z węgla kamiennego – 75 TWh. Tylko że Niemcy znacznie więcej energii – 120 TWh wyprodukowali z węgla brunatnego. Węgiel ma przed sobą nienajgorszą przyszłość, bo czymś trzeba będzie zastąpić wyłączany po 2022 r. atom. Tymczasem presja na odejście od węgla będzie rosła i nie będzie to dla Niemiec sytuacja zbyt komfortowa.

 Po pierwsze wszystko wskazuje na to, że krajowe emisje wzrosną. Po drugie kres użycia węgla właśnie zarysowali Włosi. Odejście od niego przyspieszają równiez Francuzi, choć to akurat ma mniejsze znaczenie, bo Francja zużywa śladowe ilości węgla. Tymczasem Niemcy, mimo forsowania na poziomie UE najróżniejszych rozwiązań faworyzujących OZE, uparcie nie chcą ogłosić kiedy i oni skończą z wrogiem numer jeden polityki klimatycznej. A to wystawia ich na coraz ostrzejszą krytykę z różnych stron. Wyjątkowo niechętny źródłom odnawialnym polski rząd może obecnie atakować do woli i “pakiet zimowy”, jako realizujący wyłącznie partykularne interesy sąsiadów zza Odry, i politykę samych Niemiec, które od innych oczekują dekarbonizacji, a same się z nią wstrzymują. Państwo z ambicjami bycia globalnym liderem zielonej rewolucji ma ewidentny problem. Angela Merkel i przed wyborami i w trakcie zakończonych fiaskiem negocjacji o nowej koalicji zachowała w kwestii węgla daleko idącą ostrożność. Ale jak widać, w niczym to jej nie pomogło. Być może czas na zmianę strategii. 




Leszek Kadej / REO.pl



fot. Pixabay

 

 

 

 

 

 

Facebook Twitter Twitter

Serwis www.reo.pl korzysta z plików cookies (tzw. ciasteczka).

Więcej informacji o tym jakich cookies używamy, oraz jak nimi zarządzać, znajdziesz po kliknięciu w „więcej”.