NA 3 DNI: Nasza zielona świadomość. Coś jest w tej świadomości! Damian Maliszewski, współautor utworu "Earth", w rozmowie z REO.pl

28.10.2017




LINK DO UTWORU "EARTH":    https://www.youtube.com/watch?v=VTHJTktu_eo








Damian Maliszewski jest  wokalistą, tymczasem dostajemy do rąk piękny, zarówno pod względem walorów słuchowych, jak i wizualnych, utwór instrumentalny. Moje skojarzenie, to Vangelis: swoiste skrzyżowanie liryzmu z (w pozytywnym znaczeniu) patosem. Kompozycja "Earth" powstała z inspiracji Czarnym Lądem. Czekała na pokazanie się światu, magicznych 7 lat, w „szufladzie” (dokładniej w komputerze), nim zajrzał do niej i pomyślał: To jest ten czas!     


7 lat czekania! Po tym czasie Damian skontaktował się z innym muzykiem, grającym na klawiszach, współpracującym z wieloma artystami, min. z Sienna Gospel Choir, aranżerem i kompozytorem muzyki filmowej i teatralnej, Marcinem Kuczewskim. Ostateczna wersja utworu powstała w wyniku zdalnych konsultacji – wzajemnego wysyłania sobie coraz to nowszych wersji czy to fragmentów, czy całości, przez obu muzyków.   Ekologia jest Damianowi bliska, pomyślał więc, że właśnie dotarcie do ludzi w takiej formie będzie z jego strony wiarygodne. Uważa on, że ludzie sami z siebie sprawy środowiska mają „gdzieś”, a jedyną metodą dotarcia do nich z ważnym przesłaniem są emocje. Stąd nadzieja na efekt – zarówno – audio, jak i wideo w przypadku tej produkcji.

 


Damian Maliszewski o utworze, o sprawie, o ludziach:

 

- Emocje trzeba rozpalać, ale te dobre, konstruktywne, bo argumenty naukowe dla normalnych ludzi to słaba rzecz. Oni lmyślą o przeżyciu od pierwszego do pierwszego. - napisał mi w SMSie, jeszcze przed ostatecznym montażem klipu

 

Wracamy do rozmowy, gdy utwór w swej okazałości jest przed nami.

 - Trudno mi powiedzieć, czy to jest domena ludzi, populacji czy tylko Polaków, że nie nauczyliśmy się myślenia perspektywicznego, inwestowania w przyszłość, jeśli nie dla nas samych, to dla kolejnych pokoleń. Polaków dotyczy to na pewno: nie potrafimy myśleć o tym, co wydarzy się za 5, za 10 lat, ponieważ wydaje nam się to tak odległe, że w ogóle się tym nie przejmujemy. Ważne jest dla nas jak zarobić i jak najszybciej skorzystać z tego, co można. 

 

 Jakie konkretne zdarzenia klimatyczne niepokoją Cię?

 - Przerażony byłem  tym, co działo się ostatnio na Florydzie, którą znam dobrze. Mieszkałem na Key West przez pół roku. Teraz, kiedy zaczęło się robić groźnie byłem na bieżąco w kontakcie z moimi polskimi przyjaciółmi stamtąd. Kiedy huragan uderzył, obraz ze skypa zniknął. Łączność telefoniczna i internetowa także została przerwana. Nie było z nimi przez tydzień kontaktu, naprawdę nie wiedziałem wcale czy oni żyją. I wiesz co w tym wszystkim skłania do największej refleksji? Tam na Florydzie często mieszkają ludzie bogaci, albo bardzo bogaci. Poznałem wielu. Amerykańscy multimiliarderzy. Wobec żywiołu byli bezbronni. Ich domy wyglądały po przejściu cyklonu tak, jak domy zwykłych ludzi. Ich palmy w ogrodach były powyrywane z korzeniami tak, jak wszystkie palmy na wyspie. Musieli stamtąd uciekać, żeby ratować swoje życie. Wiesz czego żałują teraz najbardziej? Nie domów. Ich akurat stać na nowe. Żałują tych martwych palm, bo żeby urosły nowe tak okazale, potrzeba będzie wielu lat. Oni już tego nie dożyją.

 

Skąd ta obojętność, tu w środkowo-wschodniej Europie?

 - Trochę jest tak, że musimy przeżyć na własnej skórze, musi spaść na nas jakiś wielki grad, czy trąba powietrzna przejść i pozrywać dachy, żebyśmy zaczęli myśleć, że coś jest nie tak. Oczywiście, że jest wielu biznesmenów i polityków, którzy będą mówić, że się nic nie dzieje i że to jakieś lobby, które próbuje wmówić to wszystko ludziom. Ostatnio ktoś i mi, w związku z moimi działaniami, zarzucił przynależność do jakiegoś tajemniczego lobby. Jeszcze zabawniej było dwa lata temu, gdy zbierałem podpisy mieszkańców w sprawie podłączenia naszego osiedla do miejskiego CO, próbując wyeliminować piece węglowe z gospodarstw.Jakiś "życzliwy" puścił w mieście plotkę, że jestem producentem rur ciepłowniczych i na pewno mam w tym jakiś interes (śmiech) Plotka oczywiście dotarła aż do Spółdzielni Mieszkaniowej.To jest po pierwsze strach przed zmianami, a po drugie walka interesów. Pieniądz dla wielu osób zawsze będzie ważniejszy niż zdrowie i życie innych ludzi, czy zwierząt.

Tylu już miliarderów na łożu śmierci ostrzegało następne pokolenia w swoich ostatnich słowach, że obsesyjne dążenie do fortun i marnowanie na tę pogoń swojego życia, nie ma sensu.Ludzie mimo to nadal o te pieniądze się zabijają, rujnując przy okazji środowisko naturalne i uparcie wierzą, że będą tym jedynym wyjątkiem na świecie, który odnajdzie w dużym majątku szczęście.

 

Chciałem wrócić do tego (nie)zainteresowania ludzi ekologią. Kto wie, być może, powodem tego może być brak słowa, którego temat dotyczy? Przecież ekologia to nie jest dziedzina życia, o którą nam chodzi, to nazwa nauki. Czy chcąc napić się i sięgając po szklankę myślimy o hydrologii, czy po prostu o wodzie?

 - Moim zdaniem świadomość się zmienia, obawiam się, że trochę zbyt wolno się to dzieje. Pewnie, abyśmy wyraźnie poczuli zmiany związane z segregacją śmieci, dbaniem o wodę, nie marnowaniem żywności, musiałoby minąć ze 20 lat, ale my tego czasu nie mamy. Wówczas zmiany w środowisku będą miały nieodwracalne skutki dla cywilizacji i w ogóle życia na Ziemi. Nie możemy na to czekać. Zobaczmy co się dzieje z pogodą na świecie?

Z drugiej strony, każdy taki zryw ekologiczny, każdy człowiek, który będzie trąbił, że czasu nie mamy i już trzeba coś robić, że musimy np. przestać palić w tych piecach okrutnych kopcących, że zamiast wycinać drzewa, powinniśmy je masowo natychmiast sadzić, będzie przez część społeczeństwa wspierany, przez inną zwalczany. Bo to godzi w interesy niektórych, producentów starego sprzętu, zwolenników starego przemysłu, albo deweloperów. To ewidentnie rodzi konflikt. I w takim momencie teraz jesteśmy, takiego właśnie konfliktu.

Cieszę się, że społeczeństwo coraz bardziej zaczyna interesować się ekologią, zdrową żywnością, coś się zmienia. Mamy dosyć tej trucizny w jedzeniu i zanieczyszczeń w wodzie i powietrzu. Mamy dosyć okłamywania nas w reklamach, że coś jest fajne i zdrowe, podczas gdy wywołuje nowotwory. Biznes farmaceutyczny i spożywczy są bezlitosne.

 

Jakie metody możemy stosować. Klip, ok. Co jeszcze?

 - Wychodzę z założenia, że ludzi trzeba uczyć. Ludzi trzeba uczyć gustu,  trzeba uczyć świadomości tego co się dzieje, tak jak mnie ktoś tego nauczył. Mówili mi „słuchaj to jest obciachowe, to jest głupie”. Tak samo uważam, że to należy przekazywać ludziom, bo jeżeli nie zapukasz do czyichś drzwi i nie powiesz im o szkodliwości palenia czymś takim, czym palą, to nie będą wiedzieli o szkodliwości tego, o możliwych nowotworach itp. I tak będą  trwać w tym swoim starym życiu, a wiadomo, że łatwiej jest tkwić w starym, nawet złym, niż sięgnąć po lepsze, ale jednak nowe i nieznane.

Nienajgorzej działają zmiany zaczynane od własnego podwórka. Ja coś zmieniam, pokazuję reszcie. Widzą, że działa, oni też tak chcą. Wedle tej zasady urządziłem z moją mamą ogródek pod naszym PRLowskim blokiem. Kupiliśmy kwiaty, posadziliśmy magnolie. Mama codziennie wieczorem ogródek pielęgnuje. Jest kolorowo, czysto i estetycznie. Wywalczyłem w administracji nowe ogrodzenie. Wcześniej ocieplenie i pomalowanie całego bloku. Pewnie, że to czas, nerwy, pisanie pism, ale dzisiaj jest tak, że po pierwsze sąsiedzi z naszej klatki i klatki obok widząc zmiany, pilnują, żeby nikt nam tego nie zniszczył, a po drugie, prawie wszyscy w blokach obok mają teraz zadbane ogródki i to samo ogrodzenie po które zgłosili się do administracji. Inne bloki także zostały ocieplone i pomalowane, reszta czeka w kolejce. Zaczęło się od rozmów. Mieszkańcy tamtych budynków przechodzili obok naszego ogródka i pytali:

- A kto Wam dał tyle kwiatów? Damian ma chyba jakieś układy z administracją?

- Nikt nie dał, sami kupiliśmy za swoje pieniądze. Sami też o to dbamy.

Zdziwieni odchodzili, ale po kilku tygodniach patrzę, ktoś sadzi kwiaty w jednym, potem w drugim ogródku.

Potrzebujemy inspiracji i bodźców. Czasami dobrych argumentów. Mnie ciągle ktoś inspiruje i wiem, że metoda zmian w małych społecznościach działa. Spółdzielnia mieszkaniowa organizuje teraz rok w rok konkurs na najładniejszy ogródek. W ubiegłym roku moja mama dostała jakąś symboliczną nagrodę. Można? Można. Tylko potrzebne są chęci i wiara w to, że nawet trzepot skrzydeł motyla ma wpływ na wydarzenia na świecie.

Gdyby przełożyć to na alternatywne źródła energii. Jeśli jeden kupi panele słoneczne i zamontuje je na swoim dachu, tym samym przestanie truć dymem siebie i innych, a później się okaże, że ma z tych paneli wystarczającą ilość energii i interes mu się bardzo opłacił, zapewniam, że jego sąsiedzi też będą mieli niebawem na dachach panele słoneczne. Ludzie muszą zacząć wreszcie ze sobą rozmawiać. Pomagać sobie, radzić mądrze, bo jako gatunek jesteśmy sobie wzajemnie potrzebni.


Skąd taka mobilizacja proekologicznych sił teraz w świecie. Huragany odgrywają - paradoksalnie - pozytywną rolę? 

Nie ma na co czekać. Natura się buntuje. Tempo wymierania gatunków bardzo przyspiesza. Jeżeli tego nie zatrzymamy, cały ekosystem gruchnie jeszcze w tym wieku. My razem z nim. Jesteśmy systemem naczyń połączonych. My ludzie ze sobą, zwierzęta połączone są z nami, ze sobą i z roślinami i tak bez końca. Samo to, że w kodzie DNA kury, czy banana jest 60% tego samego kodu, który posiada człowiek, powinno dać nam do myślenia. I wcale nie jestem taki oczytany. Dowiedziałem się niedawno i pomyślałem, że tak mało jeszcze wiemy o tym kim jesteśmy i skąd jesteśmy.

Życie na Ziemi to jeden organizm. Jest to niezbadany, tajemniczy geniusz wszechświata. Wszystko jest zależne od czegoś i potrzebne do istnienia w ogóle. Jakakolwiek wyrwa w tej harmonicznej przestrzeni spowoduje chaos. Mówiąc prostym językiem oznacza to tyle, że jeżeli z jakiegoś powodu wyginą na przykład pszczoły, a wiemy, że zaczęły wymierać na całym świecie, od razu wyginie też ludzkość. Niezapylone drzewa, rośliny, to koniec życia na Ziemi. Nie będziemy w stanie stworzyć takiej techniki, która mogłaby zapylić wszystkie rośliny na globie. Nikt wtedy nie wyżywi ludzkości, zwierząt i owadów. Wszystko wyginie w ciągu kilku lat. Zamiast planować ucieczkę z Ziemi i szukać miejsca do przetrwania w kosmosie, powinniśmy choć trochę naprawić to co przez ostatnich 100 lat zrobiliśmy naszej planecie.


 A jakim słowem nazwałbyś cały ten zakres, o którym rozmawiamy? Skoro to nie ekologia, bo nie o nauce, a o życiu rozmawiamy? Jak nazwałbyś całyt en zbiór problemów, wokół którego kręci się np. strona REO.pl?

- Jezu! Ale trudne pytanie mi zadałeś!

 

No, ja będę każdemu je zadawał, właśnie pomyślałem, wiesz? Póki się nie znajdzie. Bo nie ma takiego słowa…

 - Nie wiem, ja bym to nazwał… (nie za długa pauza) świadomość Ziemi? Słowo świadomość mnie się kołacze w głowie, a drugi człon musiałbyś ty dodać… (śmiech).

 

Nawet, w piątek, wymyśliłem, szykując blok tekstów o tym, „zielona świadomość”, coś takiego…

 - O tak! Super, super. Świetne, naprawdę. Czyli, że coś jest w tej świadomości, skoro i mnie i tobie przyszła do głowy. Ja bym został przy tej świadomości.


To na razie zostańmy z tą świadomoscią. Ale pytać ludzi będziemy w REO dalej, może pojawi się jeszcze prostsze, zamiast używanej ekologii, tak jak woda zamiast hydrologii. Dziękuję Ci za rozmowę.


- Dzięki.




Rozmawiał Paweł Sito / REO.pl




fot. Wojciech Buczyński





Facebook Twitter Twitter

Serwis www.reo.pl korzysta z plików cookies (tzw. ciasteczka).

Więcej informacji o tym jakich cookies używamy, oraz jak nimi zarządzać, znajdziesz po kliknięciu w „więcej”.