Arktyka płacze

16.01.2018

Kopalnianym kanarkiem ostrzegającym przed zagrożeniem – tym dla klimatologów jest  Arktyka - region, w którego przypadku konsekwencje ocieplającego się klimatu są wyjątkowo ponure. Tam też te zmiany są najbardziej widoczne - wszystko ze względu na kurczącą się pokrywę lodową na Oceanie Arktycznym. Naukowcy badający ten obszar niezmiennie wskazują na istniejące zagrożenia.  Amerykańska Narodowa Służba Oceaniczna i Meteorologiczna (NOAA), jak co roku opublikowała obszerny raport opisujący zmiany, które zaszły tam na przestrzeni ostatniego roku. Wnioski niestety nie napawają nadzieją. 


Coraz cieplej

2016 rok był tam rekordowo ciepły - średnia temperatura dla całego roku była wyższa od średniej z okresu 1981-2010 aż o 2oC! To bardzo dużo. I choć w roku 2017 aż tak ciepło nie było, to nie znaczy wcale, że temperatury były niskie. Wręcz przeciwnie, wciąż były ekstremalnie wysokie. Opisany przez NOAA okres październik 2016 - wrzesień 2017 był drugim najcieplejszym okresem w historii pomiarów (prowadzonych od 1900 roku) – odchylenie wyniosło 1,6oC. Przyczyną jest oczywiście globalne ocieplenie, ale efekt ten wzmaga dodatkowo tzw. arktyczne wzmocnienie. Cała sprawa polega na tym, że w Arktyce kurczy się lód, który odbija promienie słoneczne. W miejsce odbijającego promienie słoneczne lodu, pojawia się ciemna powierzchnia oceanu. Ocean się nagrzewa, więc temperatury nad nim rosną. A temperatury wód w Arktyce rosną w parze z temperaturami atmosfery. Właściwie nawet szybciej od temperatur atmosfery. Szczególnie widać to na Morzu Czukockim - akwen ogrzewa się w tempie 0,7oC na dekadę. W prawie 40 lat temperatura Morza Czukockiego wzrosła o ponad 2,5oC. Znów trzeba to napisać – to bardzo dużo.

Rekord nie padł, ale…

Ponieważ ocieplają się zarówno oceany, jak i atmosfera, topi się lód pokrywający Ocean Arktyczny. Kiedy topi się lód, temperatury wód okalających czapę polarną rosną jeszcze bardziej. Tak jest właśnie z Morzem Czukockim – ten akwen zawsze sezonowo uwalniał się (w całości lub prawie w całości) od lodu, ale tylko na parę tygodni. W ostatnich latach natomiast Morze Czukockie jest wolne od lodu przez trzy miesiące, a czasem nawet jeszcze dłużej.

W 2017 roku nie padł rekord topnienia lodu morskiego. Pokrywa lodowa według pomiarów Narodowego Centrum Danych Lodu i Śniegu skurczyła się we wrześniu do 4,64 mln km2. We wrześniu, bo to właśnie w tym miesiącu przypada minimum zasięgu lodu na Oceanie Arktycznym, tuż przed końcem dnia polarnego. Był to ósmy najmniejszy w historii pomiarów zasięg. Ósmy, ale wszystkie rekordowe lata zaczęły się od 2007 roku, czyli momentu dość nieodległego. Te 4,64 mln km2, to natomiast wartość, która według raportów IPCC sprzed ponad 10 lat, miała się pojawić, ale gdzieś w połowie tego wieku, a nie w drugiej dekadzie. Tymczasem już od 10. lat zasięg lodu notorycznie kurczy się znacznie poniżej 5 mln km2. Rekord miał miejsce w 2012 roku, kiedy czapa polarna skurczyła się do zaledwie 3,4 mln km2.

W marcu natomiast zasięg lodu osiąga swój maksymalny rozmiar, tuż przed początkiem dnia polarnego. I choć rok 2017 nie przyniósł rekordowego minimum, to marcowe maksimum już tak. Czapa polarna liczyła wtedy 14,42 mln km2, czyli 8% poniżej średniej 1981-2010. Jednocześnie rok ten był trzecim z rzędu, kiedy w czasie marcowego maksimum odnotowano rekordowo niski zasięg lodu w Arktyce. Arktyka zaskakuje więc każdego roku.

Warto też zauważyć, że nie tyle zasięg, co objętość lodu staje się coraz mniejsza. Zmniejsza się także udział starego, grubego lodu. Bardzo stary, wieloletni lód stanowi dziś ułamek tego, co było jeszcze kilkanaście lat temu. W 1985 roku lód mający 4 i więcej lat stanowił 16% udziału w czapie polarnej Arktyki. Dziś stanowi już tylko mizerne, ledwie widoczne 0,9%. Jak można to porównać? Cała czapa polarna w marcu ma jakieś 14 mln km2, natomiast ten wieloletni lód w 2017 roku miał tylko 0,13 mln km2 - prawie trzy razy mniej niż powierzchnia Polski.

Sytuacja na Grenlandii nie pociesza

Obok czapy polarnej Oceanu Arktycznego, naukowcy pilnie obserwują sytuację na Grenlandii. Wyspę tę przykrywa gruby na 3 km. lądolód. Kogo interesuje Grenlandia? Tych, którzy mieszkają nad morzem. Morzem, którego poziom wzrasta z powodu topniejących lądolodów - antarktycznego i grenlandzkiego.

Ile lodu traci wyspa można obliczyć za pomocą pary satelitów GRACE. Pomiary pokazują, że średnia roczna wartość utraty masy lądolodu na Grenlandii w latach 2003-2017, wynosi 255 Gt. W okresie od kwietnia 2016 do kwietnia 2017 wyspa straciła 276 Gt lodu. Przy czym nie powinna go tracić w ogóle! A jeśli, to po stratnym roku powinien następować odzysk. Niestety taki okres stabilności miał miejsce kilkadziesiąt lat temu. Teraz różnica polega na tym, że jednego roku wyspa traci lodu bardzo dużo, a innego niewiele. W następnym okresie, tj. kwiecień 2017 – kwiecień 2018, strata będzie mniejsza, bo lato 2017 było chłodne i często pochmurne. Ale nie oznacza to, że straty nie będzie. I tak kawałek po kawałku, a proces ten będzie cały czas przyspieszał. Rekord padł w roku 2012 – wyspa straciła ponad 500 Gt lodu. Im więcej będzie go tracić, tym bardziej podnosić się będzie poziom oceanu. Docelowo o 7 metrów.

Zima trzymała

O ile sytuacja w nad Oceanem Arktycznym nie wygląda dobrze, to w przypadku śniegu pokrywającego lądy wokół niego, było tym razem nieco inaczej. Śnieg na Dalekiej Północy topił się wiosną dość wolno.

Nadzieją napawa Syberia, gdzie po raz pierwszy od ponad 10 lat (2004 rok) zasięg śniegu był powyżej średniej dla kwietnia i maja. W maju zasięg obszaru zajmowanego przez śnieg, był drugim najwyższym w historii pomiarów dokonywanych od 1967 roku i wyniósł 10,98 mln km2. Jednocześnie jest to miesiąc na Syberii chłodny, więc często dochodziło do sytuacji, że śnieg w ogóle się nie topił. To też był czynnik, który wpłynął na tempo topnienia lodu. Śnieg odbija promienie słoneczne, więc nad nim jest dość zimno. Ale gdy już się stopi, ziemia szybko się nagrzewa, a ciepłe masy powietrza mają otwartą drogę nad obszary Oceanu Arktycznego. Oczywiście, gdy pozwalają na to wzorce pogodowe.

Trochę inna była sytuacja w Ameryce Północnej. Tam już przez ostatnie dekady zasięg pokrywy śnieżnej się kurczył. W skali globalnej (półkula północna, na południowej śnieg występuje sporadycznie, na Antarktydzie jego zasięg się praktycznie nie zmienia), śnieg zajmował spory w czerwcu spory obszar - to 9,27 mln km2 (w czerwcu, ponieważ wtedy ma miejsce zaawansowane topnienie w strefie polarnej). Pierwszy raz mniejszy zasięg niż w 2017 roku miał miejsce w 1982 – było to 9,08 km2. Rekord miał miejsce w 2012 roku - 4,92 mln km2, rok temu - 5,58 mln km2.

Wnioski

Arktyka zmienia się pod wpływem ocieplającego się klimatu, nie ma co do tego wątpliwości. Lód topnieje i czapa polarna staje się coraz mniejsza, choć nie każdy rok musi przynosić rekord. Możemy jednak zauważyć, niezależnie od pory roku, że pokrywa lodowa jest przynajmniej o 1 mln km2 mniejsza niż jeszcze 20-25 lat temu. Czy musimy się tym przejmować? Powinniśmy. Choć ten rok w Arktyce był powiedzmy w miarę spokojny, bo we wrześniu nie zanotowano rekordu, jak w 2012 roku, to jednak sytuacja jest zła, a prognozy pokazują, że będzie się pogarszać. Temperatury będą rosnąć dalej, a my już od kilku lat odczuwamy skutki nadmiernego topnienia lodu. Mierzymy się z nieprzewidywalną pogodą i zmianami, które niosą za sobą szkody.


źródłoArctic Report Card 2017



Hubert Bułgajewski / współpracownik REO.pl



fot. Vladimir Donkov CC





Facebook Twitter Twitter

Serwis www.reo.pl korzysta z plików cookies (tzw. ciasteczka).

Więcej informacji o tym jakich cookies używamy, oraz jak nimi zarządzać, znajdziesz po kliknięciu w „więcej”.