📻 USA: Przegląd jesiennych trendów i mód

Relacjonuje z San Francisco Magda Gacyk

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Hubert Augustyniak.

 



W natłoku trendów i mód wcale nie jest łatwo wychwycić te autentyczne. Oraz te, w których dałoby się odnaleźć zbiór wspólny dla ponad 300-milionowego społeczeństwa, rozpostartego na olbrzymim kontynencie, między Pacyfikiem a Atlantykiem. Z mieszaniny różnych tendencji trzeba też odsiać plewy, czyli trendy generowane sztucznie na potrzeby marketingowe jakiejś korporacji, która już-za-chwileczkę-już-za-momencik zamierza wypuścić masowo ważny produkt i pieczołowicie przygotowuje pod niego grunt. W końcu z plątaniny różnych zjawisk wyłania się obraz mniej lub bardziej sezonowych mód Ameryki… Obraz tyleż fascynujący, co zastanawiający.

Fejki

Postprawdę – tę subiektywną, relatywną, skrzywioną odmianę prawdy – nosi się tego lata na co dzień i od święta. Nosi się, bo postprawda ma się świetnie. Nie szkodzi jej rzetelne dziennikarstwo śledcze, nie przeszkadzają fakty. Karmi się plotką, kalumnią i oszczerstwem. Tyje na teoriach spiskowych. Rozpełza się po wszystkich środowiskach. Jest syta i wszechmocna.

Jest w stanie uśmiercić celebrytę. Może być to śmierć medialna, gdy rozprzestrzeniane są szkodliwe pogłoski. Może być to śmierć w mediach, gdy – nie popierając takiej wiadomości żadnym wiarygodnym źródłem – przedstawia się opinii publicznej dramatyczny news o zgonie znanej osoby. W prasie, radiu i telewizji sypią się epitafia i nekrologi, a bohater czy bohaterka informacji  przygląda się swojemu życiu pozagrobowemu. Staje się medialnym kotem Schrödingera. Żywym i martwym jednocześnie.

Amerykanie wiedzą, że powinni uważać, ale żyją w bąblach informacyjnych, każdy w swoim, i wciąż dają się nabierać, ubierać i stroić w piórka postprawdy.

Postprawda i produkowane przez nią tego sezonu fejk newsy dotyczą każdej dziedziny: polityki (kiedy ogłasza się, że Pierwsza Dama wcale nie przeszła niegroźnego zabiegu nefrologicznego, a umiera w męczarniach w szpitalu na raka nerki), zdrowia (gdy podaje się, że lobby farmaceutyczne, tzw. Big Pharma, wysługując się płatnymi zabójcami, eliminuje lekarzy-antyszczepionkowców) czy środowiska (obwieszczając, że amerykańska armia na zlecenie rządu światowego truje obywateli, zrzucając z luków samolotów transportowych tony toksycznych substancji chemicznych, czego dowodem mają być charakterystyczne smugi na niebie).

Amerykanie wiedzą, że powinni uważać, ale żyją w bąblach informacyjnych, każdy w swoim, i wciąż dają się nabierać, ubierać i stroić w piórka postprawdy.

Hasztag Kobiecość

Kobiecość jest w tym sezonie bezspornie najmodniejsza. Nawet niektórzy zapamiętali mizogini czasami ubierają się w nią, głosząc hasła, które krążą po bezpiecznie odległych orbitach łagodnego feminizmu.

Czy bierze się to u nich ze strachu przed ostracyzmem towarzyskim? Czy z nagłego, głębokiego przekonania, że kobieta jest równa mężczyźnie? Trudno ocenić. Wyraźnie widać jednak, jak chętnie część z nich przyobleka się w feministyczne woale. I jak chętnie inni zakuwają się w pancerz feminizmu, w którym idą na wojnę z prawdziwym lub wyimaginowanym przejawem patriarchatu. Jednym z takich działań było ostatnio pismo do nowojorskiego Muzeum Sztuki Nowoczesnej (MoMA), w którym domagano się usunięcia z ekspozycji Thérèse Dreaming autorstwa Balthusa, czyli Balthasara Klossowskiego. Zdaniem sygnatariuszy petycji obraz współczesnego francuskiego malarza (polskiego pochodzenia), przedstawiający rozmarzoną nastolatkę z podkasaną spódniczką, promował voyeryzm i  uprzedmiotawiał dziewczynę. Władze muzeum postawiły sprawę jasno: żadne granice nie zostały przekroczone, placówka jest za feminizmem, ale stara się nie wpadać w tej kwestii w paranoję, poza tym nie ma zgody na żadną postać cenzury.

Moda na kobiecość w całej jej złożoności rozpoczęła się akcją #metoo i potem poszło już lawinowo. Z molestowaniem seksualnym zaczęły rozprawiać się nie tylko Amerykanki. Ruch zgarnął wielką falą również kobiety innych nacji. Stał się globalnym tsunami, które zmiotło pokłady wstydu.

Tej jesieni kobiecość jest zatem bezwstydna. W najlepszym tego słowa znaczeniu. I mam nadzieję, że ta akurat moda nie jest sezonowa.

Boskie życie

To trend na długie lata. Divine living stał się naczelnym hasłem amerykańskich milenialsów. Potem przyhołubiła ten slogan amerykańska generacja Z. A jeszcze później starsze pokolenie, które – wysycone konsumpcjonizmem ostatnich dekad – gotowe jest przyhamować z gromadzeniem dóbr osobistych. Zwrócić się bardziej do wnętrza i tam szukać odpowiedzi; mniej rozglądać się na zewnątrz, a jeśli już, to tylko w stronę natury, a nie wielkomiejskiego zgiełku.

Boskie życie to odwrót od materializmu, świadomość egzystowania na jednej, niepowtarzalnej i niewymienialnej planecie.

Hasło Boskie życie to w praktyce: duchowość, wstrzemięźliwość, minimalizm materialny, ekologia. Jednym słowem, świadomość egzystowania na jednej, niepowtarzalnej i niewymienialnej planecie. Tę świadomość boleśnie odczuwa amerykański przemysł mleczarski i zbożowy. Ostatnie statystyki pokazały, że milenialsi nie chcą jeść jogurtów i twarożku. Kręcą też nosem na uświęcone wieloletnią tradycją klasyczne amerykańskie śniadanie. Wysokosłodzone, mocno przetworzone płatki z pasteryzowanym, homogenizowanym mlekiem nijak nie mieszczą się młodym Amerykanom w proekologicznej ideologii. Cierpi też przemysł motoryzacyjny, bo milenialsi i generacja Z z przyjemnością korzystają z rowerów i transportu publicznego, a do samochodu wskakują od czasu do czasu i jakby trochę niechętnie.

Boskie życie to odwrót od materializmu, bo łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogaczowi dostać się do Królestwa Niebieskiego, a młodzi Amerykanie chcą się dostać do nieba. Są coraz bardziej religijni – jak na milenialsów przystało – na tysiąc różnych sposobów. W podejściu do wiary są wyjątkowo eklektyczni; mieszają mity i wierzenia, uwspółcześniają je, modyfikują i dopasowują do indywidualnych potrzeb.

Firma analizująca amerykańskie trendy, J. Walther Thompson Intelligence, opublikowała raport o zaskakującym come backu tradycyjnej religijności. Jako przykład wskazano m.in. prestiżową galę mody w nowojorskim Metropolitan Museum of Art. W tym roku motywem przewodnim były Niebiańskie ciała i uczestniczący z upodobaniem zapożyczali motywy z szat liturgicznych dostojników katolickich i prawosławnych popów oraz z wyobrażeń aniołków i diabłów czy postaci biblijnych.

Bogu, co boskie, a cesarzowi, co cesarskie i trzeba przyznać, że organizatorzy wywiązali się z tej misji znakomicie, pokazując jednocześnie, że pewne wątki modowe (jak anielski czy diabelski) są wieczne.

Próżność

Próżność na ogół idealnie dopasowuje się do właściciela i należy do mód nieprzemijających. W tym sezonie Amerykanin może się w nią wystroić na kilka sposobów. Może pokazać, że nieobcy mu nie tylko hart ducha, ale i ciała, i zacząć ćwiczyć według ostatniego hitu fitnessowego, a mianowicie treningów w zimnie. Fani tężyzny fizycznej, którzy kochają takie prozdrowotne mody-efemerydy, tłumnie walą do sal, w których termostaty ustawione są na 8-10 stopni Celsjusza. Trenerzy obiecują wyjątkowo efektywne spalanie specjalnych złogów tłuszczu w takich warunkach, udając, że nie pamiętają, że jeszcze kilka sezonów temu składali te same obietnice, zachęcając do wysiłku w salach rozgrzanych niemalże do czerwoności.

Nie wszyscy jednak są zwolennikami pocenia się, czy to w zimnie, czy w cieple. Dla nich właśnie jest moda na kolejną cud-roślinę, która zadba o właściwy metabolizm Amerykanów. To cykoria. A właściwie błonnik z jej korzenia. Spożywanie tego rewelacyjnego produktu ma na długie lata zapewnić zdrowie, a przede wszystkim zdrowe wypróżnianie.

Jeśli natomiast jest ktoś zdrowy i sprawny, to pozostanie mu już tylko troska o własny wygląd zewnętrzny. Tu panuje szał na… ekscentryczne brwi: opierzone, wyskubane w wymyślne wzorki, wreszcie uczesane w miniwarkoczyki.

Niektóre z amerykańskich trendów tego sezonu są inspirujące. Nad innymi pozostaje tylko unieść ze zdziwienia… brew. Koniecznie wyczesaną.



REO POLECA

📻 REO ANALIZA: Oscar dla Polki coraz bliżej?