talon na myjnię
fot. pixabay.com

 

W czasach neolewackiego kapitalizmu (skoro go tak ochoczo lżą od neoliberalnych, to raz niech będzie zelżony od neolewackich), moja siostra otrzymała jako gratis do przeglądu rejestracyjnego – talon na umycie samochodu w myjni, która jest częścią tego samego kompleksu serwisowego.

Pani na myjni stwierdziła, że na należącym do siostry aucie zamocowany jest spojler. Taki fabryczny, na Suzuki Swift, częsty element karoserii w wielu autach. Istnienie spojlera kazało jej zastrzec, że myjnia nie ponosi odpowiedzialności za ewentualne uszkodzenia samochodu. Jeśli siostra chce skorzystać z talonu, może wjechać na myjnię, ale na własną odpowiedzialność.

Siostra nie wjechała. Talon pozostał na pamiątkę.

Pokłóciłem się ze szwagrem, który uważa, że pani z myjni miała rację, bo niby dlaczego myjnia ma odpowiadać za samochody, które myje.

Myślę, że każde pokolenie spokojnie może wydać swoich własnych Wilderów i Barejów, bo ludzie nie zmieniają się wcale.