📻 SPORT I POLITYKA: Szkoda, że Państwo tego nie widzą

Nie tylko na boisku toczy się gra - pisze dla REO Ryszard Schnepf

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu artykułu na podcaście (czyta Dorota Wysocka-Schnepf):

 



19 czerwca, w dniu pierwszego meczu rozgrywanego przez reprezentację Polski na Mistrzostwach Świata w Rosji, wielu polityków założy narodowe koszulki i będzie czekać na kamery, które pokażą ich szerszej publiczności. Na Twitterze i Facebooku pojawią się zdjęcia bardziej i mniej znanych osobistości pokazujących w ten właśnie sposób swoje związki uczuciowe ze sprawą narodową, czyli dopingujących własną drużynę.

Pewien polityk kandydujący na burmistrza już od pewnego czasu, niby przypadkiem, pokazuje się w kibicowskim szaliku, aby podkreślić, że dzieli razem z milionami zwykłych obywateli wspólne narodowe uniesienie. TVP poszła jeszcze dalej, dając zbliżenie kilku najwyższych przedstawicieli władzy i opatrując ujęcie komentarzem, który komentarza nie wymaga, a mianowicie że reprezentacja przyciąga wszystko to, co najlepsze. To nie tylko nasza specyfika. Związki piłki nożnej, bezsprzecznie najpopularniejszego sportu na kuli ziemskiej, z polityką mają długą i bogatą historię.

Sposób na poprawę wizerunku
Futbol może wywoływać konflikty, także międzynarodowe: jak choćby wojna Salwadoru z Hondurasem opisana zgrabnie przez Ryszarda Kapuścińskiego; albo niedawne zwarcie Argentyny z Izraelem wokół meczu sparingowego, który został ostatecznie odwołany z powodu… działań prowadzonych rzekomo przez izraelskie władze wobec Palestyńczyków. Sportowy koncern Nike z kolei musiał powiedzieć bye, bye reprezentacji Iranu, ponieważ sankcje nałożone przez prezydenta DonaldaTrumpa wykluczają także dostawy butów czy koszulek piłkarskich. Takich historii jest więcej. W sumie jednak, piłka nożna częściej była źródłem pozytywnego oddziaływania i elementem poprawy wizerunku niż przyczyną sporu. Dostrzegł to już w 1930 roku nowy władca Rumunii Karol II Hohenzollern. Jak przypomina Washington Post, koronowany świeżo monarcha, a zarazem wielbiciel futbolu, właśnie w zbliżających się Mistrzostwach Świata w Urugwaju dostrzegł szansę na wylansowanie własnego kraju, a przede wszystkim siebie samego jako światłego i kochanego przez lud pomazańca. Zlecił więc specjalnie powołanemu komitetowi przygotowanie i wysłanie do odległego kraju drużyny narodowej. Zamysł szybko okazał się tyleż atrakcyjny, co niewykonalny. Kraj był ubogi, piłkarze z Bukaresztu i Timisoary na co dzień pracowali w fabrykach, a koszty wysokie. Mówiąc krótko, aby być piłkarzem i reprezentować własny kraj, trzeba było mieć nie tylko zdolności i pasję, ale też pieniądze, bo wówczas jeszcze nie był to dochodowy biznes. Główną przeszkodą okazała się jednak obawa futbolistów przed utratą pracy za nieobecność przy taśmie produkcyjnej. Pokonując rozliczne przeszkody, władca i na to znalazł sposób, wydając dekret królewski gwarantujący sportowcom trwałość zatrudnienia, a jednocześnie prawo do odpłatnego czasu na treningi i grę w reprezentacji. Ostatecznie drużyna rumuńska dotarła via Genua statkiem do Montewideo i choć sukcesu nie odniosła (turniej wygrał Urugwaj, pokonując w finale Argentynę), to jednak przypomniała światu o istnieniu kraju nad Morzem Czarnym.

Kamera przyciąga polityków
Dopóki mecze piłki nożnej były lokalnym, amatorskim wydarzeniem, polityka trzymała się z daleka. Przełomem okazało się radio i emocjonalny głos sprawozdawców, którzy potrafili relacjonować tak plastycznie, że miało się wrażenie bycia na trybunie. Któż, zwłaszcza z mojego pokolenia, nie pamięta rozedrganego głosu mistrza bon motów Jana Ciszewskiego. Jego szkoda, że państwo tego nie widzą, doprowadzało miliony słuchaczy do szaleństwa. W dobie telewizji i internetu wszystko dzieje się na naszych oczach i to na dodatek z uwzględnieniem szczegółów i powtórzeń. Dla wielu możliwości techniczne przekazu, zbliżenia, ostrość obrazu, a także możliwość skupienia, decydują o pozostaniu w domu. To prawda oglądanie meczu na wielkoformatowym ekranie o rozdzielczości 4K zapewnia wyjątkowy komfort, ale czy zastąpi atmosferę stadionu wypełnionego kilkudziesięciotysięczną widownią? Wątpię. Pod warunkiem, rzecz jasna, że nie zakłóci jej grupa bandytów gotowych zniszczyć najpiękniejsze widowisko, tylko po to aby zwrócić na siebie uwagę.

Dla większości ekran pozostanie głównym źródłem przekazu, co daje możliwość obserwacji także tego, co dzieje się poza płytą boiska. Zwłaszcza na głównej trybunie. A tam na ogół dzieje się wiele. Politycy oraz celebryci ochoczo korzystają z okazji, żeby pokazać się w popularnej wersji sportowej. Kto był, jak wytrwale dopingował, koło kogo siedział, wszystko to jest oglądane i oceniane przez miliony sympatyków piłki, a jednocześnie potencjalnych wyborców. Sztuka wytworzenia wokół siebie sympatycznej aury graniczy z magią. Niby ludzie lubią swojaków, czyli takich co to z każdym za pan brat, a wyglądem nie wyróżniają się. Przesadne wtapianie się w otoczenie może jednak mieć negatywne konsekwencje. Założenie narodowego kapelusza czy choćby pomalowanie twarzy w narodowe barwy przez polityka ociera się o śmieszność i tani populizm, któremu brakuje autentyzmu. Wyborcy często oczekują od polityka, nie mówiąc już o mężu stanu, pewnego dystansu, powagi i dostojeństwa, ale i w tej wersji pożądany jest umiar i wyczucie. Teren jest grząski i chwiejny, najbezpieczniej jest więc… pozostać sobą i być naturalnym. Bez umizgów lub puszenia się.

Rozgrywki poza boiskiem
Na Mistrzostwach Świata w Rosji polityka będzie więc obecna w wydaniu krajowym, ale też międzynarodowym. Oczy ekspertów zwrócone są zwłaszcza na pierwszy w historii udział w finałach reprezentacji Arabii Saudyjskiej, której mecz z gospodarzami zainauguruje imprezę. Nie, nie dlatego, żeby oczekiwano jakiejś sportowej sensacji, ale z powodu prawdopodobnego przy tej okazji spotkania Władimira Putina z księciem Mohammedem bin Salmanem – jednym z głównych rozgrywających w polityce bliskowschodniej. Oczekuje się porozumienia naftowego, które może w zasadniczy sposób określić przyszłość światowego rynku ropy. Mogę sobie też wyobrazić, że przy kanapkach z kawiorem i szampanie podawanych w przerwie meczu pojawi się również temat Syrii, Iranu i amerykańskiej obecności w regionie.

Wykorzystywanie wydarzeń sportowych do uprawiania polityki międzynarodowej na najwyższych szczeblach nie jest niczym nowym. Ping-pong w stosunkach amerykańsko-chińskich, czy też kobiecy hokej w relacjach północno-południowokoreańskich urosły do rangi symbolu. Warto pamiętać jednak, że bardziej niż do rozwiązywania problemów, piłka nożna służyła do manifestacji własnych uczuć narodowych oraz promocji kraju. Nawet powierzchowny test pokazuje, że na liście symboli Polski w świecie, zaraz za Janem Pawłem II i Wałęsą, mocne miejsca zajmują Lato, Dejna, Boniek i Lewandowski.

Klubowe narody
Miliony fanów kibicuje własnej, narodowej reprezentacji, ale oto eksperci dostrzegli nowe zjawisko. Jeden z nich twierdzi nawet, że futbol w wydaniu narodowym traci na popularności na rzecz piłki klubowej. Śledzimy i emocjonujemy się w coraz większym stopniu rozgrywkami ligowymi, zwłaszcza w najlepszy wcieleniach, a więc niemieckim, hiszpańskim, angielskim czy francuskim. Co więcej, okazuje się coraz częściej, że można być jednocześnie fanem własnej, narodowej reprezentacji oraz klubu w zupełnie innym kraju. W Indiach, Kenii czy Egipcie popularne jest kibicowanie drużynie Liverpoolu czy Manchesteru, w Argentynie czy Brazylii Realowi, Barcelonie lub PSG. Tak oto w globalnym świecie przekraczane są kolejne granice i powstają nowe wspólnoty ponadnarodowe, np. wielbicieli Atletico Madrid.

Odpoczynek od codzienności
Mistrzostwa Świata w Rosji ruszyły, pochłaniając uwagę miliardów ludzi, którzy na ten czas zapomną o swoich zmartwieniach i niepokojach. Wielu zapomni też o codziennych obowiązkach, ale wyrozumiałość otoczenia dla kibiców stworzona jest z gumy, więc wytrzyma wiele. Magia piłki nożnej wynika z jej nieprzewidywalności. Nawet słaby teoretycznie zespół może, o ile wykaże determinację i będzie miał choć trochę szczęścia, pokonać wyżej notowanego konkurenta. Chwila nieuwagi, słabszy moment przeciwnika może wywołać cud, którego wszyscy oczekują. Oby po ocknięciu się z piłkarskiego snu, świat, który nas otacza, okazał się choć odrobinę lepszy. A póki co pamiętajmy, że – -jak mawiał Kazimierz Górski – piłka jest okrągła, a bramki są dwie.