FABRYKA MAŁP. Tekst sprzed zabójstwa Prezydenta Adamowicza, to ten styl komunikacji winny

Fabryka małp

Schemat jest dziecinnie prosty. Otóż wyobraźmy sobie klatkę. W środku śmiertelnie groźne małpy. Ale szczelnie zamknięte, bez szans na zrobienie nam krzywdy. Dusza taniego prowokatora i koguciej odwagi podpowiada jedno. Walić pałką po kratach. I patrzeć jak małpy dostają szału. Przy odrobinie szczęścia to małpy wyjdą na zaplutych agresorów. Witajcie w świecie ulubionego schematu współczesnych politycznych marketingowców.

 

Sytuacja sprzed kilku dni. Odwiedzić Jarosława Kaczyńskiego przyjeżdża znany i popularny włoski eurosceptyk Matteo Salvini, wicepremier włoskiego rządu. Postać niewątpliwie kontrowersyjna, ale doskonale wpisująca się we współczesną tendencję coraz szerszej popularności kontestatorów obecnego, neoliberalnego porządku. Trudno powiedzieć, czy cała wizyta, zorganizowana przez władze PiS miała na celu rzeczywiste zbudowanie jakiejkolwiek koalicji przed europarlamentarnymi wyborami. Pewne jest co innego. Nagłośnienie tej wizyty oraz jej eurosceptyczny wydźwięk spowodował całkowite zacietrzewienie przedstawicieli opozycji. Którzy jak zwykle ostatnio, w każdej krytycznej sytuacji, wyszli na zwyczajnych pieniaczy, tym razem w dodatku wpadającymi w pułapkę argumentu z kategorii najgorszej: ad hitlerum. Komentując wizytę Salviniego Sławomir Nitras z Platformy Obywatelskiej powiedział bowiem, iż to „tak, jakby rząd zawierał jakieś tajne porozumienia z Mussolinim”. Cokolwiek by o włoskim wicepremierze nie sądzić, to porównywanie go do wojennego zbrodniarza zakrawa na nieśmieszny żart. Jeszcze dalej poszedł były prezydent Lech Wałęsa, który to samo spotkanie skomentował słowami: „Ribbentrop też kiedyś się spotkał z Mołotowem”. Bez komentarza.

To oczywiście nie nowość na polskich, politycznych salonach. Mając jeszcze partię Jarosława Kaczyńskiego za opozycję, mistrzem bicia po kratach był Donald Tusk i jego zespół pijarowców. Trudne pytania o OFE, deficyt budżetowy, kolesiostwo w rządzie, afery: hazardową, Amber Gold czy podsłuchową potrafił przykrywać… wkurzaniem PiS-owskich prominentów i ich medialnych reprezentantów. To właściwie Tusk wraz z Igorem Ostachowiczem skutecznie zaadaptowali tę metodę na polskim podwórku. A to wyłączyli któremuś z posłów PiS mikrofon w Sejmie, a to Niesiołowski powiedział coś o podobieństwie Kaczyńskiego do Gomułki, a to Palikot zasugerował jego homoseksualizm. Efekt? Wyśmienity. Utrata równowagi psychicznej i potok epitetów w stronę Tuska i Platformy. Rezultat końcowy był zawsze taki sam – całkowita niewybieralność Prawa i Sprawiedliwości. Głównie z powodu obaw elektoratu o właśnię tę równowagę psychiczną Kaczora i jego popleczników.

Tymczasem teraz kij w rękach dzierży Jarosław Kaczyński i niczym całkiem pojętny uczeń, przerasta mistrza. Z dnia na dzień. A to powie coś sam o „zdradzieckich mordach”, a to o „spisku elit”, jego partia zasugeruje zmianę ordynacji wyborczej, wrzuci coś o imigrantach czy skrytykuje Komisję Europejską. I maszyna rusza. Wierchuszka zjednoczonej (mniej lub bardziej) opozycji zaczyna wyzywać rządzących od faszystów, antydemokratów, morderców, psycholi i tak dalej i tak dalej, całkowicie zapominając, jak działało to na ich korzyść kilka lat temu. Wtedy w podobny sposób zapluwali się przedstawiciele PiS. Role odwróciły się całkowicie. Dziwi tylko fakt, że liderzy tzw. totalnej opozycji nie potrafią tego zrozumieć, choć mechanizm jest przecież genialny właśnie w swojej prostocie. Pomysł jest prymitywny do bólu i wymaga jedynie pobieżnej lektury „Buntu mas” Ortegi y Gasseta. A w krytycznym momencie prowokacji zaparzenia sobie rumianku i powstrzymania się od nieprzemyślanych wypowiedzi, a zwłaszcza Twittów (w Internecie bowiem nic nie ginie).

Za kulisami politycznych PR-owych działań popularne jest powiedzenie: słychać wycie? Znakomicie!, mające świadczyć o skuteczności owego walenia kijem w klatkę. Intencje prowokatora znikają bowiem w tłumie pieniaczy, giną pośród świętego, ale najczęściej niezrozumiałego oburzenia. To niezwykle przewrotne, ale polska prawica (i nie tylko polska) nauczyła się tego mechanizmu bezbłędnie, głównie na swoim przykładzie. I z większym lub mniejszym zaangażowaniem z klatki z małpami korzysta. Wszystko rozbija się bowiem głównie o delikatność i wyczucie. Bo walić w klatkę też trzeba umieć.

 

Paweł Krulikowski
Politolog, komentator i analityk. Absolwent UW oraz SGH. Główny obszar zainteresowań: wizerunek polityczny. Jako konsultant brał czynny udział w trzech ostatnich kampaniach wyborczych. Po różnych stronach. Obecnie w sektorze prywatnym. Sceptyk. Symetrysta. Po godzinach basista zespołów Popkultura oraz Kapitan Nemo.