📻 SZARAŃCZA. Wszędzie szarańcza

AUDIO REO. Posłuchaj nagrania tekstu, czyta Danuta Stachyra. 8’34”


Gigantyczne roje szarańczy pustoszą uprawne tereny państw leżących w basenie Morza Czerwonego. Sytuacja jest bardzo poważna. Szarańcza pojawiła się w Egipcie, Sudanie, Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Omanie i Jemenie. Zagrożone są pola uprawne w Iranie, a nawet w Indiach i Pakistanie. Sprawą zajęła się Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa( FAO). 18 lutego w Jordanii rozpoczął się szczyt przywódców państw mających radzić nad kryzysową sytuacją.

Zżerają całą napotkaną roślinność

Dzisiejsza plaga szarańczy pustynnej swoje źródło miała pod koniec ubiegłego roku na przybrzeżnych równinach Morza Czerwonego na terenie Erytrei. W wyniku ulewnych deszczy nastąpił tam znaczny wzrost populacji wysoce mobilnych rojów najbardziej żarłocznych owadów na świecie. W tym miejscu warto dodać, że dorosłe osobniki zjadają mniej więcej tyle, ile same ważą, czyli 2 gramy. To niby niewiele, ale roje mogą się składać nawet z kilkuset milionów osobników. A to już daje do myślenia.

Mały rój szarańczy potrafi zjeść w ciągu dnia tyle, ile 35 tysięcy ludzi.

Pożywieniem szarańczy pustynnej są wszystkie rośliny, w tym zboża. Ze względu na rozmiary gromad w jakich żyją, szkody dokonywane przez szarańcze są niewyobrażalne. Roje mogą pokonywać nawet do 150 kilometrów dziennie niszcząc i zjadając wszystko, co znajdą po drodze.

Na początku tegorocznej plagi powstały dwa roje. Oba składały się z dziesiątków milionów owadów. Jeden rój skierował się z Erytrei w stronę bogatszego w roślinność Sudanu. Drugi, dzięki sprzyjającym wiatrom przedostał się na drugą stronę Morza Czerwonego – do Arabii Saudyjskiej. Rój, nazwijmy go afrykański pod koniec stycznia zaatakował pola uprawne w północnym Sudanie i południowym Egipcie. Natychmiast wprowadzony został stan alarmowy. Minister Rolnictwa Egiptu utworzył grupę kryzysową, która miała zapobiec rozprzestrzenianiu się szarańczy na plantacjach wokół takich miast jak Marsa Alam, Hamata, Wadi Gemal i Bir Szalatin. Kontrolowany był także pas graniczny z Sudanem.

Podobne działania wprowadzono na terenie Sudanu, w szczególności wokół żyznych obszarów Nilu. Rój o długości 3 kilometrów został namierzony, a następnie spryskany silnie trującymi pestycydami rozsiewanymi z samolotów, oraz ze specjalnie do tego przystosowanych pojazdów.

Sytuacja została opanowana, ale tylko na moment

Przetrzebiony rój podzielił się. Jego cześć (dzięki sprzyjającym wiatrom) zawędrowała nad środkowy Nil, gdzie niszczyła pola uprawne w okolicach Asuanu i Kiny. Pozostałe, mniejsze roje zajęły się plonami na terenie południowego Egiptu, u wybrzeży Morza Czerwonego.

– Dziś rano na własne oczy zobaczyłem jedną z 10 plag egipskich. Biblijny opis pasuje jak ulał. Lepiej w słowa by tego nie ubrał. Dokładnie tak było – mówił mi przerażony właściciel niewielkiego sadu oliwnego niedaleko Bir Szalatin Maged Hahlib i recytował z głowy – Wiatr wschodni przyniósł szarańczę. Szarańcza przyleciała i pokryła powierzchnię całej ziemi. I ciemną się stała ziemia od szarańczy w takich ilościach. Szarańcza pożarła wszelką trawę z ziemi i wszelki owoc z drzewa, który pozostał po gradzie.

Sytuacja w dalszym ciągu jest kryzysowa bowiem na świat przychodzą nowe osobniki. Każda samica szarańczy w ciągu swojego krótkiego – trwającego trzy miesiące życia – jest w stanie złożyć do 300 jaj. Jeżeli

w roju znajduje się pół miliona samic

– łatwo policzyć z ilu osobników może składać się kolejny rój. Proces wylęgania się nowych owadów właśnie się rozpoczyna Najbliższe trzy miesiące będą kluczowe dla opanowania sytuacji  – mówi ekspert FAO ds. szarańczy Keith Cressman i dodaje – W ciągu ostatnich dwóch tygodni spryskano 80 tysięcy hektarów pól uprawnych, w tym 30 tysięcy na terytorium Egiptu, Sudanu, Erytrei i Arabii Saudyjskiej. Musimy czekać. Sprawę komplikuje fakt, iż z początkiem marca rozpoczyna się okres bujnego wzrostu roślin na terenach przybrzeżnych Morza Czerwonego, a tego faktu szarańcza nie przepuści.

O ile sytuacja z rojem afrykańskim wydaje się opanowana, tak (nazwijmy go) rój bliskowschodni rozprzestrzenia się. Ten już podzielił się na kilka mniejszych. Zaatakował Arabię Saudyjską, Zjednoczone Emiraty Arabskie i południowy Iran. Istnieje duże ryzyko, iż dotrze także do granicy indyjsko-pakistańskiej. Ostatnie tak duże zagrożenie szarańczą w Afryce i na Bliskim Wschodzie miało miejsce w latach 2003 – 2005. Wówczas, aż 12 milionów hektarów pól uprawnych (czyli obszar dwa razy większy od Zjednoczonych Emiratów Arabskich) został zaatakowany przez te owady. Straty oszacowano na 750 milionów dolarów. Niezbędna była pomoc żywnościowa dla obszarów dotkniętych tą klęską. Od tego czasu pojawiły się liczne ogniska szarańczy wzdłuż przybrzeżnych równin po obu stronach Morza Czerwonego, ale w większości były one niszczone w zarodku. Dziś FAO stosuje tzw.

system wczesnego ostrzegania.

Obserwatorzy na ziemi są uzbrojeni w narzędzia o nazwie eLocust3, czyli tablety połączone satelitarnie z krajowymi centrami największej obecności szarańczy i z biurem FAO w Rzymie. Dzięki temu poszczególne dane łączone są z prognozami pogody, wzorcami i zdjęciami satelitarnymi, aby przewidzieć, gdzie dojdzie do rozwoju plagi i w którą stronę polecą kolejne roje. Jednak pomimo udoskonalenia technik przewidywania plagi szarańczy sytuacja jest bardziej skomplikowana niż jeszcze 15 lat temu. Na terenach północnego Sudanu i południowego Egiptu powstały bowiem liczne pustynne farmy na których uprawiane są drzewa oliwne, warzywa i owoce, a także zboża, czyli idealne pożywienie dla tych owadów. Farmy dają plony trzy, cztery razy w roku dzięki znakomitym warunkom klimatycznym. Nawadniane są odsoloną wodą morską. Takie same farmy powstały na przybrzeżnych terenach Sudanu, Arabii Saudyjskiej, oraz najbardziej zacofanego państwa w tej części świata – Erytrei, czyli tam gdzie wszystko się zaczęło.

Niestety, sytuacja z plagą szarańczy w Afryce i na Bliskim Wschodzie jest rozwojowa, a to niczego dobrego nie wróży. Już dziś (18 lutego) w Jordanii dojdzie do spotkania na szczycie w związku z kataklizmem powodowanym przez tego owada. Jeden osobnik ma ok 6 centymetrów, ale ciągle jest głodny, niszczy i zjada każdą roślinę, która staje mu na drodze. Ten najgroźniejszy na świecie szkodnik wędrowny zjada wszystko do gołej ziemi. 



REO POLECA

📻 PSYCHOLOGIA SPOŁECZNA: Zmiana klimatu nas złości

Artur Kulikowski
Dziennikarz radiowy, telewizyjny i prasowy z 30-letnim stażem. Miłośnik Egiptu. Od 8 lat prowadzi portal www.hurghada24.pl. Kocha muzykę klasyczną i twórczość aktorską Roberta Duvalla.